Booklist 2018 czyli jakimi książkami chcę zapisać ten rok

Z początkiem roku z dystansem spojrzałam na swoją booklistę z 2017 roku i stwierdziłam, że chyba musiałabym się nieźle ubzdryngolić, żeby ją tak durnie ułożyć. Czytałam bez ładu i składu, zero konsekwencji w wyborze gatunków, autorów, a nawet kolorów. Jednym słowem wielki książkowy pierdolnik.

Z czytaniem jest tak samo jak ze wszystkim innym w moim życiu. Rządzi nim przymiotnik KOMPULSYWNY. Jem kompulsywnie, kupuje kompulsywnie, no i jak się okazuje także w ten sposób czytam. Po prostu rzucam się na wszystko jak szczerbaty na suchary, jakby mi mieli to zabrać. Nie wiem może to syndrom dziecka PRLu, a może jakaś choroba wrodzona. W każdym razie o ile ten sposób życia chyba mi nie przeszkadza, aż tak bardzo to w czytaniu mnie już zaczyna wkurzać.

Czy ja chciałam przeczytać te wszystkie nowości, które mi nic nie zrobiły, o których już zapomniałam, a które za rok będą już tylko kolejnymi zakurzonymi książkami na mojej półce?

Tak dawno już nic mnie nie poruszyło, że zastanawiam się, czy ja już jestem tak totalnie zblazowana, czy te książki coraz mniej mnie już zaskakują. A może ja już się na tym nie znam? No niby wiem, że nic mnie już tak nie rozwalcuje jak Dostojewski, Hesse czy Witkacy, ale nadal szukam, ciągle  próbuje. I to się zdarza. Raz na kilka zwykłych książek zdarza się ta jedna, która mnie wywlecze na drugą stronę jak poszewka. I dla tej jednej warto przeczytać dziesięć takich sobie.

Tymczasem wyciągam wnioski i w tym roku bardziej trzymam się planu niż spontau, bo czasu mało i szkoda go marnować na przypadkowe lektury. W tym roku stawiam w tym roku na powieści. Kryminały zostawiam Marcie, reportaże ograniczam do kilku, a już na pewno nie tracę czasu na poradniki.

A poza tym…

Koniec z terrorem nowości. Niech się odleżą, co nagle to po diable, a efekt jest taki, że przez tą pogoń omijają mnie fajne, zapomniane książki, a z moim szczęściem jak już rzucę się na nowość to jakoś zawsze nie tą co trzeba.

Więcej literatury zagranicznej i książek w języku angielskim. Koniecznie musze wrócić do czytania po angielsku. Już kiedyś tak dobrze mi szło! W ogóle więcej musze czytać zagranicznej literatury bo jakoś ostatnio mocno w polskiej utknęłam nie wiedzieć czemu. Już można się przecież tą polskością porzygać na codzień, to po co się książkami jeszcze dorzynać.

Planowane czytanie. Musze sobie zapisać to co musze przeczytać, bo potem znowu zacznie się marketing wydawnictw i pogubię się w tym, zapomnę co miałam przeczytać i dam się namówić na przypadkowe lektury, których w ogóle nie miałam w planie.

Klasyka dla higieny. Muszę nadrobić zaległości w klasyce. Pisałam już o tym, ale może jak napiszę drugi raz to będę bliżej realizacji:)

A zatem tak bym chciała sobie w tym roku wypełnić moją booklistę.

Pierwsza piątka – to zaległości z 2017 roku, część przeczytam, a część sobie posłucham:

  • Rdza, Jakub Małecki (Wydawnictwo SQN)
  • Nieczułość, Martyna Bunda (Wydawnictwo Literackie)
  • Patrick Merlose, Aubyn Edward St. (Wydawnictwo WAB, Audioteka)
  • Instrukcja dla pań sprzątających, Lucia Berlin (Wydawnictwo WAB/Audioteka)
  • Zgiełk czasu Julian Barnes (Wydawnictwo Świat Książki/Legimi)

 

 

 

 

 

 

 

Następna szóstka to nowości, które chcę przeczytać w najbliższym czasie

  • Tamte dni, Tamte noce,  Andre Aciman (Wydawnictwo Poradnia K)
  • Pasolini. Niewygodny człowiek, Oriana Fallaci (Wydawnictwo Świat Książki)
  • Sprzedawczyk, Paul Betty (Wydawnictwo Sonia Draga)
  • Powrót, Hisham Matar (Wydawnictwo Czarne)
  • Komeda, Magdalena Grzebałkowska (Wydawnictwo Znak)
  • Elegia dla bidoków, J. D. Vance’a (Wydawnictwo Marginesy)

 

 

 

 

 

 

 

 

Zaległa czwórka – to nieprzeczytane biografie z 2017, które chciałabym nadrobić:

  • Nieprzysiadalność , Marcin Świetlicki, Rafał Księżyk (Wydawnictwo Literackie)
  • Sendlerowa. W ukryciu, Anny Bikont (Wydawnictwo Czarne)
  • Gombrowicz. Ja geniusz, Klementyny Suchanow (Wydawnictwo Czarne)
  • Lem. Życie nie tej ziemi, Wojciecha Orlińskiego (Wydawnictwo Czarne)

 

 

 

 

 

 

 

 

Minimum reportaży, które chciałabym przeczytać, ale mam nadzieję że uda się więcej

  • Żeby nie było śladów, Cezarego Łazarewicza (Wydawnictwo Czarne)
  • Missoula, Jona Krakauera (Wydawnictwo Czarne)
  • Detroit. Sekcja zwłok AmerykiCharlie LeDuff (Wydawnictwo Czarne)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Klasyka, którą bym chciała ogarnąć lub do niej wrócić

  • Czarodziejska Góra, Tomasz Mann (Wydawnictwo Muza)
  • Mroczna Arena, Mario Puzo (Wydawnictwo Albatros)
  • Bracia Karamazow, Fiodor Dostojewski (Wydawnictwo Znak)

Poza tym nad nową powieścią pracuje Szczepan Twardoch, a Jerzy Pilch być może skończy pisać trzeci Dziennik. Więc musze jeszcze zostawić sobie miejsce na nieprzewidziane okoliczności…

A potem to już może mnie ponieść spontan! 😉

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someonePrint this page

  4 Replies to “Booklist 2018 czyli jakimi książkami chcę zapisać ten rok”

  1. Lui
    15 lutego 2018 at 21:50

    Fajne zestawienie, choć mnie osobiście brakuje Elegii dla bidoków. Wiem, że z tych napuszonych recenzji zapowiada się nieciekawie, ale to nieprawda. Czytałam spory fragment w oryginale i książka jest świetna. Pełna zabawnych anegdot, ciekawych ludzi. Język jest lekki i przyjemny. Żałowałam, że fragment jaki upolowałam jest taki krótki.

    • 16 lutego 2018 at 16:42

      Elegia dla bidoków jest w planach. Już nawet jest na półce 😉 Bardzo jesteśmy ciekawe tej książki.

  2. 24 stycznia 2018 at 11:14

    Ja za największy problem uważam ten moment, kiedy nagle okazuje się, że mam trochę czasu na czytanie, a na półce nie ma nic nowego, więc siedzę przed katalogiem biblioteki i łamię sobie głowę, co ja w ogóle chciałam przeczytać? Niestety, przeważnie przypominam sobie coś, co chciałam przeczytać dwa lata temu, i z braku laku czytam coś zupełnie niedopasowanego dla mnie teraźniejszej albo coś, na co nie mam ochoty! A często nie chce mi się iść go biblioteki, więc przez pół zeszłego roku czytałam do obiadu książkę o „Bogurodzicy” i biografię Kaczmarskiego, bo lubię coś do obiadu poczytać, a nic normalnego w domu nie było… Dobrze że podręczników do fizyki nie czytam z rozpaczy, chociaż kto wie, jak byłam chora czytałam nawet babskie pisemka i przewodnik po Poznaniu!
    Więc na półce zawsze musi być coś nowego, i jakiś pomysł na dalsze czytanie, a reszta niech pędzi, jak chce 😀

    • Patrycja
      26 stycznia 2018 at 09:21

      No nie, takich momentów to ja z moim stosem nieprzeczytanych książek szybko nie będę mieć ;-)))))) Zawsze przecież są jeszcze ibooki;-))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *