Bracia i siostry

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, czy nie macie jakiegoś ukrytego rodzeństwa? No wiecie, że może rodzice coś tam kiedyś nabroili i może się okazać, że gdzieś jest jakiś brat przyrodni lub siostra? Będąc przez 9 lat jedynaczką ja niemal marzyłam o takiej sytuacji. Na szczęście potem urodziła mi się (to znaczy rodzicom) siostra i już przestałam o tym myśleć. No, ale żeby sobie wymyślić tych braci i sióstr 200?! No do tego moja wyobraźnia nie była by nigdy zdolna… 

To o czym pisze w swojej debiutanckiej książce Kamil Bałuk „Wszystkie dzieci Louisa” nie ma nic wspólnego z wyobraźnią i wydarzyło się naprawdę. I chociaż brzmi to jak bardzo naciagany pomysł na bardzo kiepski film dotyczy prawdziwych ludzi. Cóż życie zawsze pisze lepsze scenariusze.

Oto pewien Holender surinamskiego pochodzenia okazuje się być ojcem biologicznym 200 dzieci. Dochodzi do tego w bardzo renomowanej klinice invitro, której głównymi beneficjentkami są samotne matki. Proceder trwa lata. Częstotliwość wykorzystania nasienia jednego dawcy nie wzbudza żadnych refleksji u zarządzającego kliniką doktora Karbaata. Dawca nie jest poddawany żadnym badaniom, ani testom zdrowotnym czy psychologicznym. Nikt wiec nie wie, że dwusetkę dziec płodzi mężczyzna z chorobą genetyczną.

Historia nie tak dawno wstrząsnęła Holandią, a za sprawą odnalezionych za pomocą telewizji braci i sióstr (tzw Połówek) stała się też bardzo tabloidową. Bałuk stara się w tej historii podążać swoją ścieżką. Dociera do Połówek, do dawcy, a nawet do samego właściciela kliniki, który juz jako bardzo wiekowy człowiek nadal nie ma sobie nic do zarzucenia (pomógł przecież wielu kobietom). Prowadzi nas po tej historii powoli, podkręcając napięcie i dorzucając kolejne wątki.

Ta historia jest tak niewiarygodna i absurdalna, że momentami aż irytuje. Pokazuje też jak dziwnym i specyficznym krajem jest Holandia, ze swoją tolerancja i otwartością z jednej strony, a z drugiej z jakimś problemem emocjonalnym na poziomie relacji.

Bohaterowie reportażu Bałuka to ludzie wychowanii w zupełnie innej kulturze i normach społecznych, co trochę utrudnia odbiór całej tej historii. Nie dziwi reality show z udziałem dzieci poszukujących dawcy, nie dziwi rozmowa z matką na temat zapłodnienia pozaustrojowego i słowo „nasienie” padające w rozmowach tak naturalnie jak kawa czy telefon. Dla nas, wychowanych z kolei w skrajnym pod tym względem, pruderyjnym kraju, gdzie słowo prezerwatywa nadal mówi się szeptem, to dodatkowa warstwa książki, która pokazuje jak seks może być tematem równie dobrym jak dieta czy przesadzanie roślin doniczkowych.

 

 

„Wszystkie dzieci Louisa” to bardzo dobra reporterska robota, książka ciekawa i bez wątpienia świetnie napisana, ale nie będzie to raczej jeden z moich ulubionych reportaży. Nie wiem dlaczego. Może ta sprawa nie była dla mnie tak wciągająca, albo może było to wszystko zbyt absurdalne, żeby uwierzyć, że wydarzyło się naprawdę, albo po prostu chciałabym o całej tej historii szybko zapomnieć.

 

 

Kamil Bałuk
Wszystkie dzieci Louisa
Wydawnictwo Dowody na Istnienie

Kwiecien 2017
Seria: Reporterska
Liczba stron: 304

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *