Byłaś serca biciem

Lata 90te się dopiero zaczynały. Bagsik właśnie uciekł do Izraela, po przekręcie z ART B, mafia pruszkowska właśnie zwiera szyki, a wyroki na jej bosów jeszcze nie zapadły. Zlecenie na generała Papałę przyjdzie dopiero za 7 lat. Dziki czas strzelanin dopiero miał więc nadejść. Tymczasem pewnego wieczoru cała Polska siedzi w szoku oglądając wieczorne wydanie Wiadomości. W Krakowie, niedaleko Teatru Stu ktoś strzela do tego łysego śmiesznego gościa śpiewającego ‚pij mleko’. Przy okazji zabija też kobietę – jak się okaże własną, niewierną żonę. Doskonale to pamiętam. Siedzieliśmy przed telewizorem i nie mogliśmy uwierzyć, że to co dopiero oglądaliśmy na świeżo zakupionym magnetowidzie wydarzyło się naprawdę. Strzelanina w centrum miasta? W Polsce? To było zarazem absurdalne i wstrząsające. To chyba od tej pory mam sentyment do Andrzeja Zauchy (zawsze pociągały mnie dramaty). Uwielbiam słuchać tych zachrypniętych piosenek jak „Myśmy byli sobie pisani”, „C’est la vie” i oczywiście „Byłaś serca biciem”. Mają w sobie klimat mojego dzieciństwa, lat 90tych i Krakowa. 25 lat później w moje ręce wpada książka. Natykam się na nią przypadkiem, w drodze po biografię Kazika. Zgarniam więc bez zastanowienia ‚Odpuść nam nasze …’ Janusza L. Wiśniewskiego i właściwie natychmiast siadam na kawie tuż obok i zaczynam czytać. I oczywiście wszystko jest inaczej niż sobie wyobrażałam. ‚Odpuść nam nasze winy’ to historia normalnego, fajnego raczej faceta, który w jednym momencie nie zapanował nad swoimi emocjami i przede wszystkim historia miłosna, a właściwie dwie historie, które są ze sobą powiązane zupełnie przez przypadek. Będę musiał Cię zabić. Pierwsza historia miłosna jest tragiczna. To właśnie w tej historii jako drugoplanowa postać pojawia się znany, krakowski piosenkarz, który doprowadza szaleńczo zakochanego w swojej żonie, młodego francuskiego reżysera na skraj obłędu. W efekcie, ten szalony francuz, pewnego październikowego wieczoru z zimną krwią zabija polskiego piosenkarza, pakując w niego cały magazynek ostrej amunicji. Jedna kula przez przypadek trafi żonę sprawcy prosto w serce. Tej jednej kuli zabraknie też w decydujący momencie, kiedy Francuz będzie chciał po tym wszystkim strzelić sobie w łeb. Prost historia. Druga historia jest tylko miłosna i nie wydarzyła by się bez tej pierwszej, tragicznej. Oto pewnego dnia skazany za zabójstwo francuski reżyser poznaje na przepustce kobietę, która sprawi, że życie znowu nabierze sensu. Ta prosta historia, która toczy się gdzieś na polskiej prowincji, na której dwójka zakochanych w sobie ludzi próbuje mimo wszystko żyć normalnie. Pomimo społecznego napiętnowania, obaw przed publicznym linczem i zatrzaskiwaniem drzwi. Klimat z lat 90tych. Poza główną historią, która prowadzona jest nielinearnie, ‚Odpuść nam nasze winy’ to podróż z detalami do lat 80tych i 90tych, a dzięki licznym dygresjom lekcja historii współczesnej i studium z polskich obyczajów końca ubiegłego wieku. Byłam ciekawa jak Wiśniewski, jakby nie było pisarz specjalizujący się w historiach miłosnych, podejdzie do tej konwencji F/aktów. Zrobił to po swojemu, skupiając się bardziej na emocjach niż na faktach, co powoduje że po kilku stronach zaczynasz lubić tego zabójce. W połowie książki zaczynasz się zastanawiać, czy sam zrobiłbyś coś takiego w podobnej sytuacji, a potem dochodzisz do wniosku, że w każdym z nas drzemie instynkt zabójcy i że to tylko kwestia okoliczności.