Co ma wspólnego Lincoln w Bardo z Behemotem?

Czytając okrzykniętą arcydziełem książkę Georga Saundersa pt. „Lincoln w Bardo”, nie mogłam pozbyć się skojarzeń i podobnych odczuć jak te, które towarzyszyły mi przy słuchaniu nowej płyty Behemota. W obu przypadkach były to raczej odczucia ambiwalentne.

Gdzieś to już było… Skojarzenie z Behemotem, przyszły później, po przeczytaniu książki, jednak w pierwszej chwili pomyślałam o „Boskiej Komedii” i „Dziadach”. Książki łączy przede wszystkim tematyka podróży w zaświaty. I pomimo tego, że każde z tych dzieł reprezentuje inny gatunek literacki (poemat, dramat, powieść), to łączy je „dialogowość” czyli rozpisanie narracji na głosy i poruszające monologi bohaterów. W tle akcji jest też zawsze jakaś tragedia, przedwczesna i nieuzasadniona smierć i rozpacz, tych którzy zostają przy życiu. W przypadku „Lincolna w Bardo” akcja rozgrywa się w nocy 25 lutego 1862 r. kiedy to na cmentarzu w Georgetown, zostaje pochowany 12-letni syn 16. prezydenta USA – Abrahama Lincolna. Chłopiec umiera nagle na tyfus.

Dla dzisiejszego odbiorcy wszystkie te dzieła będą też podobne jeśli chodzi o język – archaiczny, przestarzały i niezrozumiały. I o ile Dante i Mickiewicz zestarzali się tak po prostu, o tyle u Saundersa te archaizmy są zupełnym zaskoczeniem. Autor z premedytacją stylizuje język powieści na archaiczną mowę zbrodniarzy, głupców, sierot, czy biedaków zamieszkujących Amerykę w czasach wojny secesyjnej.

Punkty wspólne z Behemotem. Z książką „Lincoln w Bardo” mam wrażenie jest trochę jak z ostatnią płytą deathmetalowego zespołu „I love you at your darkest”. Uznanie na całym świecie, imponujące osiągnięcia i czołówka list nagród – literackich bądź list przebojów (odpowiednio do kategorii) takich jak Man Booker Prize czy czołówka listy Billboardu. Mimo wysokich notowań  i niekwestionowanych walorów artystycznych obie pozycje to rozrywka dla nielicznych koneserów, którzy ten typ literatury czy muzyki potrafią i chcą przyswoić.

To co łączy Nergala i Saundersa to mocny odpal fantazji i brak zahamowań. Odjechana forma sprawiają, że zarówno przy muzyce jak i książce na własnej skórze można odczuć co to znaczy gombrowiczowski „gwałt przez ucho”. 

Uznanie na całym świecie to nie jedyne punkty wspólne. Dużo tu też mroku, pytań egzystencjalnych, nawiązań do gotyku i mistyki. U Nergala oczywiście jeszcze mocny akcent satanistyczny. U Sandersa dodatkowo tło wojny secesyjnej, problemów rasowych i podziałów społeczeństwa. Przede wszystkim jednak to co łączy Nergala i Saundersa to mocny odpal fantazji i brak zahamowań. Odjechana forma sprawiają, że zarówno przy muzyce jak i książce na własnej skórze można odczuć co to znaczy gombrowiczowski „gwałt przez ucho”. Ktoś porównał słuchanie Behemota z lobotomią mózgu, z „Lincolnem w Bardo” odczucia może nie są, aż tak drastyczne, ale książka też mocno mózg trzepie.

Eksperymentalna mozaika. To co Saunders zrobił z literatura to jakiś rodzaj ekstremizmu, z którym krytycy nie mogli zrobić nic innego jak tylko okrzyknąć arcydziełem. Gatunkowo to teoretycznie powieść, ale poprzez zabieg rozpisania jej na głosy, ostatecznie konstrukcja przypomina dramat, a właściwie serię niepowiązanych ze sobą monologów, które mogły by się równie dobrze odbywać na Messengerze albo WhatsAppie. Większość książki – tego chyba też wcześniej nikt nie zrobił – to fragmenty i cytaty z różnych historycznych i literackich dzieł, które są skomponowane tak, aby tworzyć spójną całość. Stanowi to swoistą wycinankę, którą autor mozolnie sklejał tworząc oś całej historii.

 

To co Saunders zrobił z literatura to jakiś rodzaj ekstremizmu, z którym krytycy nie mogli zrobić nic innego jak tylko okrzyknąć je arcydziełem.

 

 

Zaskakująca uniwersalność. Okazuje się, że stara, zakurzona historia z wojny secesyjnej jest bardzo aktualna. Po pierwsze wraz z upływem czasu stojące u przyczyny wojny secesyjnej problemy Ameryki są ciągle żywe – rasizm, nierówności społeczne, podział społeczeństwa. Uniwersalne są też przeżycia i uczucia, jakie towarzyszą ludziom niezależnie od epoki historycznej – miłość,  rozpacz, żal, a także pytania o życie po życiu i istnienie Bardo czyli zawieszenia między śmiercią, a ponownymi narodzinami.

 

Dopóki bowiem nie spotka nas ostateczny kres „nigdy” właściwie nic nie znaczy

 

***

Czy mi się ten eksperyment podobał? Nie wiem, jeszcze go trawię…

 

 

 

LINCOLN W BARDO, GEORGE SAUNDERS

PRZEŁ: MICHAŁ KŁOBUKOWSKI

WYDAWNICTWO ZNAK, 2018

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *