Czy Miłoszewski przekombinował?

Zachwycił mnie pomysł i alternatywna wersja historii Polski. Bardzo spodobała mi się Warszawa bez paskudnych budynków z PRL-u, ale też niestety bez PKiN. Niezła okazała się koncepcja z podróżą w czasie. Muszę jednak z bólem przyznać, że coś w nowej powieści Zygmunta Miłoszewskiego poszło nie tak.

Wiem, że Zygmunt Miłoszewski chciał się oderwać od swojego najbardziej znanego bohatera – komisarza Szackiego i napisać prawdziwą powieść. Kiedy Szacki zniknął raz na zawsze, miło nie było. Pojawiały się głosy, że to nieporozumienie i po co zabijać kurę, która znosi złote jaja. Miłoszewski był nieugięty, pisał prawdziwą powieść. Zatem powstała. Zrobiła jeszcze w grudniu zamieszanie nie z tej ziemi. Promowana jak wściekła, kusiła biustem na okładce. „Jak zawsze” to książka, którą się czyta, która ma pomysł i nieźle skonstruowanych bohaterów, jest też w niej smutna prawda o nas samych, o naszym narodzie i wyborach, jakich dokonujemy. Niestety analogia do dzisiejszych czasów jest podana w nowej książce Miłoszewskiego topornie, zwala się na wszystko, co tak koronkowo sobie autor wymyślił i oblepia całą fabułę.

Zygmunt Miłoszewski „Jak zawsze”, Wydawnictwo W.A.B, 2017

Na plus fabuła. Trochę nie wiadomo jak, ale para staruszków, która ewidentnie ma siebie dosyć, przenosi się w czasie do lat swojej młodości. Mają szansę nie tylko rozruszać zastane i trzeszczące kości, ale przeżyć swoje życie raz jeszcze. Przenoszą się do Warszawy lat’70, do rzeczywistości, której nie znają. Jest dla nich obca, bo też historia potoczyła się inaczej. Nie ma PRL-u, jest unia z Francją  (język francuski może stać się drugim obowiązującym językiem urzędowym), komuniści są w opozycji (Gierek przemawia na wiecach), a Warszawa wygląda jakby się zerwała z innej planety. Bez szalejącego socrealizmu w sztuce i architekturze jest dla bohaterów inna, obca, ale przez to też ciekawa.

Na minus. Alternatywna historia nas nie ratuje. Nas Polaków. Jesteśmy skłóceni, podzieleni i jak nic wiemy, co dla nas nie najlepsze (sic!). Część oskarża zgniły Zachód o wszystko co najgorsze i o nic, co nam pomogło, Francuzów uznając za kolonistów i wyzyskiwaczy. Druga część natomiast radykalizuje się w swoich poglądach, chce by Polska była wielka, wstała z kolan lub czegokolwiek innego i stała z Państwami słowiańskimi w jednej linii, grała w jednej drużynie. Zdaje się samotnej drużynie, która galopem mknie ku Rosji. Nasi bohaterowie pośród swoich osobistych wyborów i zawirowań patrzą na ten świat z przerażeniem. Przeżyli w swoim poprzednim życiu komunizm i nie mogą wyobrazić sobie, żeby tak z własnej woli ktokolwiek chciał w nim żyć. A jednak.

Zygmunt Miłoszewski „Jak zawsze” (Wydawnictwo W.A.B, 2017)

Analogia do współczesnych czasów jest zrealizowana dość celnie, ale topornie. Koncepcja pokazania nas w krzywym zwierciadle choć ciekawa, jest na tyle mało subtelna, że nie pozostawia czytelnikowi miejsca na refleksję czy za dumę. Nie przekonuje, nie pociąga, i co gorsze zabija trochę fajnie wymyśloną fabułę. Na plan dalszy schodzą, przy tej drewnianej polskości, losy bohaterów, którzy stają przed arcyciekawym wyborem: czy znając swoją przeszłość chcą zmienić bieg wydarzeń? Czy mogą jeszcze raz przeżyć swoje życie, tylko inaczej? Mogłabym mieć większą przyjemność z tych pytań i szukania na nie odpowiedzi, gdyby nie dziwnie znajoma/nieznajoma rzeczywistości i koniec książki, który mnie rozczarował.

 

 

Zygmunt Miłoszewski „Jak zawsze” (Wydawnictwo W.A.B, 2017)

Zygmunt Miłoszewski „Jak zawsze” 

Wydawnictwo W.A.B, 2017

 

 

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *