Czytadła, które nie wypaliły w 2018

Nie przepadam za słowem „czytadło”, ale jak określić książki, które okazały się marną literatura popularną?

Zbierałam się z tym podsumowaniem od wakacji (szczególnie, że te książki akurat wybierałam na wakacje), cały czas zastanawiając się, czy w ogóle je robić. Jaki jest sens pisania o książkach, które okazały się tak mało warte? Im więcej czasu minęło, tym silniejsza stawała się myśl, że ani ich już nie pamietam ani pamiętać nie chcę. Pozostawiły za to poczucie straty czasu. Może i dla was będzie to jakaś wskazówka.

Zaczynam od największej masakry do książki przeciętnej. Pamiętajcie, że to totalnie subiektywna ocena 🙂

 

Cristina Caboni „Strażniczka miodu”

Wydawnictwo Muza, 2018

„Strażniczkę miodu” czytałam w środku lata, kiedy upały przetaczały się leniwie przez całą Polskę. Założenie było proste: lekka i przyjemna książka na wakacje. Chciałam poczuć klimat Sardynii, włoskiego miasteczka, poczuć bryzę morską na policzkach. Pomyślałam, że ta powieść mnie oczaruje. Opowiadała o dziewczynie, która nikomu nie ufała, żyje w swoim kamperze i jest dość niezależna. Zajmuje się pszczołami i nagle dziedziczy piękny i stary dom na włoskiej wyspie. Nie spodziewałam się książki wybitnej, ale „Strażniczka miodu” szybko traciła poziom i co tu dużo mówić, nadwyrężała moją cierpliwość. Z niezależnej i upartej kobiety dziewczyna stała się zakochanym podlotkiem, piękny dom okazał się odrealnioną historią, a moje ukochane pszczoły słuchały śpiewu zbzikowanej dziewczyny. Z lekkiej lektury, wjechałam w romans i czar prysł. Trudno. Nie polecam.

 

Benedict Wells „Ucieczka z martwego życia”

Wydawnictwo Muza, 2018

„Ucieczka z martwego życia” miała być zadziorna i buntownicza. Miała być melancholijna i smutna. Miało też być jakoś odkrywczo. No niestety. W zasadzie nic nie wypaliło. Muzyk, który uczy w szkole okazał się postacią nudnawą. Jego młodociana gwiazda jawi się już bardziej wyraźnie, ale też nie porywa. I szczerze mówiąc ostatecznie historia, w której niespełniony muzyk spotyka piekielnie utalentowanego nastolatka z problemami, zupełnie do mnie nie trafiła. Dobrze, że książka ma elementy tragikomiczne, które ją momentami ratują, orzeźwiający jest również brak happy endu. Ale polecić jej z czystym sumieniem nie mogę.

 

Tom Perrota „Pani Fletcher”

Wydawnictwo Znak, 2018

No tutaj już jest trochę lepiej. Książka broni się w warstwie fabularnej i konstrukcji bohaterów. Nadal jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to, co mi po niej pozostanie to określenie jej jako przyjemnej lektury. Porównanie jej do „Wielkich kłamstewek” nie jest trafione (a tym mnie skusiła). Tom Perrota jest sarkastyczny i próbuje pokazać swoich bohaterów takimi jakimi są. Nieidealni próbują się ratować dostępnymi środkami – pornografią w sieci czy próbą dopasowania do dzisiejszej skomplikowanej rzeczywistości. I tyle, nie ma odkryć, przełomów ani porywającej lektury.  „Pani Fletcher” to poprawna powieść obyczajowa i rozrywka w czystej postaci, ale nic poza tym.

 

 

Książki, które okazały się strzałem w dziesiątkę: 

Margaret Atwood „Kocie oko”. Wydawnictwo Wielka Litera

Sarah Moss „Między falami”. Wydawnictwo Poznańskie

Meg Wolitzer „Żona”. Wydawnictwo WAB

Elisabeth Strout „Trwaj przy mnie”. Wydawnictwo Wielka Litera

Elena Ferrante „Córka”. Wydawnictwo Sonia Draga

 

  2 Replies to “Czytadła, które nie wypaliły w 2018”

  1. 14 grudnia 2018 at 13:27

    „Ucieczkę z martwego życia” też wzięłam w podróż i dla mnie również był to niewypał!

    • 14 grudnia 2018 at 15:29

      Muszę się nauczyć szybciej rzucać w kąt takie książki 😉 To moje postanowienie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *