Dzika Francja

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

„Dzikusy” to przewrotny tytuł książki, która we Francji zrobiła furorę kilka lat temu, a pisarz został porównany do samego Balzaka. To prawda, powieść jest niezła, ale nie wiem, czy takie porównania służą współczesnym autorom i czy sam Balzak byłby tym faktem zachwycony.

Dobrze się tę książkę czytało w trakcie tegorocznych wyborów prezydenckich we Francji. Mimo, że napisana została kilka lat temu, wydaje się, że mało się mogło zmienić w kwestii imigrantów i różnorodności francuskiego społeczeństwa. Doszło za to do krwawych zamachów w centrum Paryża, które tylko stawiają Francję w szeregu krajów niebezpiecznych, w których działają terroryści. Mam wrażenie, że w Polsce kompletnie wypaczamy tę sprawę. My w kółko mówimy o „niebezpiecznych imigrantach”, a oni o dziaciach imigrantów, które się radykalizują i wyczyniają niebezpieczne rzeczy. A to jest jednak różnica. Dlatego warto przeczytać tę książkę i poczuć klimat, o którym jednak mało wiemy.

Ale wróćmy do „Dzikusów”. „Francuskie wesele” to pierwsza część z czterech. Rzecz dzieje się we współczesnej Francji, w podparyskim Saint – Etienne, w trzech warstwach, które od pierwszych stron są jasne i czytelne dla odbiorcy.

Z rodziną ładnie tylko za zdjęciu

Głównym wydarzeniem, które spina pierwszą część jest wesele. Algierska rodzina nerwowo przygotowuje się do hucznego i tradycyjnego święta. Obraz wielopokoleniowej familii, w której starym zależy, a młodzi mają gdzieś, w której doskonale widać, kiedy tradycja gubi swoich właścicieli, pokazuje nam, jak bardzo dzikie są dzieci imigrantów. Dzikie i zagubione. Widzą, jak ich rodzice i dziadkowie kurczowo trzymają sie swoich tradycji, ale sami nie do końca mają ochotę je kultywować. Nie widzą też, jakie starsi ponieśli straty, żeby utrzymać swoją pozycję we francuskim społeczeństwie. A poza tym jak w każdej rodzinie – sprzeczki, napięcia i ogólna nerwowość.

 

 

Polityczna zawierucha

W do tego już dość zagmatwanego i kolorowego  krajobrazu dochodzi aspekt polityczny. Otóż pierwszy raz w wyborach prezydenckich wysoko zachodzi Arab. Świetnie wykształcony, gotowy pełnić najwyższą funkcję w państwie – Szawisz – jest ogromnym zaskoczeniem dla jednych i nadzieją na lepsze jutro na innych. Ta rewolucja w połączeniu z weselem kabylsko – arabskim daje zaskakujący efekt w powieści Louataha. Wszystko się miesza, miksuje  – tylko nikt nie wie, jaki będzie tego efekt. Starzy się cieszą, a młodzie trochę nie mają zdania, a trochę nie wierzą, że ktoś z „od nich” może być taki ważny w przestrzeni publicznej.

Kim jestem?

To pytanie chyba najlepiej oddaje zachowanie i styl życia Karima. Młody chłopak wydaje się być w zawieszeniu, między pracowitą i burzliwą przeszłością rodziców, a swoją nieokreśloną przyszłością. Karim sam nie umie jej zaplanować – nie umie albo nie chce. Zdaje się na los, który podsuwa różne, niekoniecznie dobre rozwiązania.

Autor w „Dzikusach” stawia dużo ważnych pytań, które niestety pozostają często bez odpowiedzi (być może kolejne części będą mogły na nie odpowiedzieć). Jak można oczekiwać, że Francja będzie jednorodna, skoro w obrębie dwóch arabskich rodzin jest tyle animozji? Jak mają z tym żyć kolejne pokolenia imigrantów? Jak ma wyglądać przyszłość Francji z prezydentem Arabem?

Doceniam podjęcie tak ważnego w Europie tematu. Świetnie, że powstała powieść, a nie kolejny reportaż. Doceniam ją również za tempo i język – takiej właśnie literackiej zręczności oczekuje od współczesnej powieści. Zobaczymy, co autor zaproponuje w kolejnej części.

 

Sabri Louatah „Dzikusy” Wydawnictwo W.A.B, 2017

Sabri Louatah „Dzikusy”

Wydawnictwo W.A.B, 2017

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *