Fenomenalny marsz

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dawno nie czytałam tak dobrej książki. Redaktor Michał Nogaś miał rację, zostawcie wszystko, co czytacie i sięgnijcie po „Długi marsz w połowie meczu”. Niektórzy wręcz połykają tę książkę, ja czytałam wolno, niespiesznie, wiedząc, że mam w ręku coś wyjątkowego.

O żołnierzach wysyłanych na misję, ich pracy w warunkach wojny, traumie, z którą się mierzą po powrocie do swojego kraju, było już dużo i napisane i chyba jeszcze więcej nakręcone. Nie jest to temat ani specjalnie odkrywczy ani nieznany, a mimo to książkę „Długi marsz w połowie meczu” czyta się rewelacyjnie. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że jest świetnie napisana. Ben Fountain nie boi się używać przekleństw (co zresztą w ogóle nie razi w książce), jego język jest sprężysty i świeży, a przy narratorze – młodziutkim żołnierzu, zostaje dość prosty.

Zderzenie. Młodzi chłopcy wracają do kraju z misji jak bohaterowie. Obwożeni po kraju niczym grupa cyrkowa, rozdają autografy, ściskają dłonie, ocierają się o tych znanych wielkich i zwykłych małych. Trochę im się od tego zamieszania kręci w głowie, ale czemu się dziwić. W dodatku nie mogą zapomnieć o tym, co wydarzyło się na misji, tam gdzie gorąco, gdzie piasek atakuje nozdrza, gdzie giną kumple i gdzie oni sami mogli zginąć zamiast nich w każdej chwili. Ale są żołnierzami. Twardzielami, których może zdradzić tylko nerwowy tik na twarzy lub grymas. Płakać nikt nie będzie. Ojczyzna wita chlebem, solą i … absurdem. Tutaj są inne wojny. Bohaterstwo mierzy się oddzielną miarą, inaczej dochodzi do sławy. Świat wojny i pokoju ma dużo wspólnego, ale to są jednak dwa różne światy, które nie mogą znaleźć płaszczyzny porozumienia. Amerykański sen w tej książce rozpada się jak domek z kart.

Bohater. Billy jest młody i jest już bohaterem. Wydaje się być bystry i ogarniający. Jego naiwność życiowa zderza się z realnym światem i to musi zaboleć. Bycie zawodowym żołnierzem w USA to nie tylko praca – to misja, której sami żołnierze wydają się nie czuć do końca. Flagi, oklaski, blichtr. To wszystko jak sława – przemija, a wojnę trzeba dokończyć. Bohaterem jesteś na chwilę, a tuż po niej wracasz pracować. A że praca to między innymi zabijanie – a to już sobie radź chłopaku.

Finał. Trzeba przyznać, że rozdział „Zgwałceni przez Anioły” czyli tytułowy marsz w połowie meczu, to jest petarda. Tam dzieją się cuda z pogranicza thrillera i psychozy. To jedyne miejsce w książce, gdzie emocje siegają zenitu. Autor nie daje nam szansy na oddech i konsekwetnie buduje napięcie samą tylko sytuacją. Jakby świat miał wybuchnąć albo wszystko miałoby się zapaść. Wydawałoby się, że żołnierze tylko maszerują w trakcie koncertu Beyonce, ale nie.. tam dzieje się dużo więcej. Wszyscy jak w jednym wielkim cyrku muszą odegrać swoje role.

A efekt jest tylko (albo aż) taki, że żołnierze wolą jechać na wojnę – tam mogą poczuć się bezpiecznie.

To jest niesamowite, że amerykańscy autorzy potrafią podejść do „wrażliwych społecznie” tematów tak krytycznie. Ben Fountain jest amerykańskim pisarzem i reporterem, a za „Długi marsz w połowie meczu” otrzymał Amerykańską Nagrodę Krytyków Literackich. Swój kraj bardzo poddaje miażdżącej ocenie, zręcznie dołączając współczesne wątki popkultury. Czekam na taką polską powieść. Serio.

 

5 współczesnych książek, które podobnie jak „Długi marsz w połowie meczu” uważam za ważne, inspirujące i genialnie napisane: 

  1. „Rybacy” Chigozie Obioma
  2. „Moja walka Księga 1”
  3. „Nie wiedzą, co czynią” Jussi Valtonen
  4. „Sprawiedliwi zdrajcy” Witold Szabłowski 
  5. „Inna dusza” Łukasz Orbitowski

 

Ben Fountain „Długi marsz w połowie meczu”

Wydawnictwo Czarne, 2017

ZapiszZapisz

ZapiszZapiszZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *