Jakbym tylko mogła być teraz mała…

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Co ja tam wiem o książkach dla dzieci! Tyle, co zapamiętałam z dzieciństwa. „Pchła szachrajka”, „Lokomotywa”, „Pan Hilary”, „Rzepka”, „Przygody Kota Filemona”. Ale żeby ilustracje dla dzieci mnie interesowały do tej pory? Nigdy w życiu. Do czasu.

Trochę przypadkiem, ale też z ciekawości trafiłam do Zachęty na wystawę „Tu czy tam? Współczesna polska ilustracja dla dzieci”. Dzieci nie mam, ale chciałam się przekonać, co jest takiego w ilustracjach dla dzieci, co chce pokazać Zachęta. Piękne zaskoczenie, fantastyczne odkrycie, dużo emocji.

Wystawa jest mocno wciągająca. Dzieci mogą rysować, czytać, ganiać i wszystkiego dotykać. Ja miałam do przedziwne szczęście, że byłam wieczorem tam sama i samotnie buszowałam wśród książek. Może dobrze, że nikt tego nie widziała, bo mogłoby się okazać, że mam niezdrowe kolorki na polikach.

Odkryć jest dużo. Przede wszystkim zachwycona jestem poziomem tych ilustracji i całości wydań. Starannością w przygotowaniu i artystycznym podejściem. Niby książeczki dla dzieci, a ilustracje spokojnie zachwycą dorosłych.

Co było najfajniejsze?

Wydawnictwo Wytwórnia ma na swoim koncie genialne zeszyty kreatywne „Wytwórnik domowy” i „Wytwórnik kulinarny”. Seria autorskich zeszytów stworzona jest przez Agatę Królak (Asystenkę w Pracowni Podstaw Komunikacji Wizualnej , na gdańskiej ASP), Katarzynę Bogucką i Szymona Tomiło. Wytwórniki to warstwa ilustracji i zaproszenie do tworzenia, dorysowania, dokończenia. Agata Królak to też autorka genialnych misi „Robimisie: i „Różnimisie” już  w samym tytule są boskie, a to dopiero początek. Pięknie i niebanalnie wydaje też wydawnictwo Ładne Halo.

Ja miałam w swoich czasach „Psa, który jeździł koleją”, a teraz maluchy mają „O wiadukcie kolejowym, który chciał zostać mostem nad rzeką” – widząc ten tytuł śmiałam się na głos. Jeszcze lepiej było, kiedy zajrzałam do środka i zobaczyłam, że wiadukt wyglada tak:

 

Nie ma co gadać, nie ma, co pisać. Trzeba to zobaczyć albo kupić dzieciom. Wystawa jeszcze do 8 maja w Zachęcie, a książki do kupienia zapewne wszędzie.

Tak sobie myślę, że to, czy czytamy i co czytamy (ale przede wszystkim czy) zależy od tego, czy robili to nasi rodzice. Oczywiście nie zawsze. Ale jeżeli jako maluchy napatrzymy się na książki i czytających rodziców jest szansa, że sami też po te książki kiedyś sięgniemy. Jak nam rodzice podetkną takie cuda, o jakich piszę, to już o nasz gust i estetykę nabytą jestem spokojna. Nie można po takich książeczkach nie chcieć czytać. Tak kszatłuje się nasz wyobraźnia i nasze potrzeba.

Ale co ja tam wiem. Najlepiej, jak o tym poczytacie u Dagmary i Jacka na blogu. Oni wiedzą o książkach dla dzieci dużo i piszą też o tym, co czyta Tymek 🙂 Enjoy.

 

Przyprowadź książkę do dziecka

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *