Jedz, podróżuj i módl się o brak kaca

Szukałam czegoś, co wprowadzi mnie w wakacyjny nastrój. Co sprawi, że zatęsknię za plażą, za morzem, (chociaż za nim akurat tęsknię stanowczo za często), za słońcem i chwilami, które nakręcają i ładują baterie na kilka miesięcy? Znalazłam … wino. Za nim też tęsknię, więc pomyślałam, czemu nie. Zacznijmy od wina 🙂

Wydawałoby się, że Peter Male w swoich książkach, wyczerpał cały alfabet Prowansji. Napisał, niezliczoną już dla mnie, ilość pozycji o tym francuskim regionie, który jak żaden inny (no może poza włoską Toskanią) potrafi rozbudzać wszystkie zmysły jednocześnie. Przypomniał mi się również film „Dobry rok” z Russellem Crowe, w którym dzielny gladiator musiał stawić czoła francuskiej winnicy, swoim lękom, zmęczeniu i… głęboko ukrytym marzeniom. Jest coś pociągającego w historiach ludzi, którzy rzucają wszystko, by zamieszkać w miejscu, które wydaje się małą bajką. Bajki to nasza specjalność. Lubimy je.

„Musicie zrozumieć. Francuzi zawsze szukają przyjemności. Nasze wina są odzwierciedleniem setek badań nad przyjemnością”.

Tak jest i w przypadku bohaterów książki „Smak Prowansji” Jamiego Iveya. Sfrustrowane pracą małżeństwo Brytyjczyków Jamie (autor książki) i jego żona Tanya, a także ich przyjaciel Peter, po kolejnej wyprawie do Francji, zakładają się z właścicielką jednej z winnic, że znajdą najbledsze wino rose w kraju. Aby uniknąć kompromitacji wypalony prawnik, zdruzgotana dziennikarka i żądny przygód kolega, wyruszają w półroczną podróż do kraju serów, wina i szampańskiej zabawy. Nie oszczędzają się. Przelatują zawianym krokiem przez winnice i rozpracowują francuskie spiżarnie. Kaleczą język, łamią sobie głowę nad branżowymi określeniami, przełamują swoje ograniczenia i dzielnie walczą z kacem od samego rana.

"Smak Prowansji" Jamie Ivey

Jeżeli chcecie wiedzieć, które wina pili papieże z Awinionu, czy w Szampanii produkowane są tylko szampany, czy różowe wino to tylko woda z winem, kiedy mówimy, że wino jest vrac, a kiedy, że ty po nim czujesz się jak wrak, ta książka jest dla was. Jeżeli jednak poszukujecie romantycznej  opowieści o namiętnościach i pasji, która wywraca całe życie do góry nogami , to możecie czuć się trochę rozczarowani.

Jamie, to lekko wypalony prawnik, który zgadza się na wyjazd do Francji, żeby odpocząć i nabrać siły przed życiem na kredyt, obowiązkami i monotonią londyńskiego życia. Dla Tanyi, jego żony, miłość do Francji, to tylko pretekst, żeby czmychnąć miastowej i korporacyjnej szarej złudzie. Dla Petera, ich kumpla, to świetna okazja, żeby dobrze zjeść, wypić najlepsze wino i buszować po wszelkich dostępnych bazarach we Francji. Każde z nich coś z tej podróży wynosi dla siebie. Wszyscy uczą się francuskiego, nazw win, winnic i ich właścicieli. Uczą się nie odpuszczać i dążyć do celu. Podróżują, węszą, szpiegują, odpoczywają, jedzą na potęgę i chłoną Francję, taką, jaką jest. Opijają się przy tym winem jak bąki! Dość szczęśliwe bąki 🙂

Oczywiście nie zdradzę wam, jak zakończył się zakład (mnie ta informacja trzymała do końca w niepewności). Nie powiem wam też, czy życie bohaterów zmieni się diametralnie. Czy zdecydowali się zamienić londyński deszcz na prowansalski taras z widokiem na winnicę. Mogę za to z całą stanowczością stwierdzić, że życie w korporacji (o ile w niej jesteście!) już nie będzie takie samo po przeczytaniu „Smaku Prowansji”. Nigdy. I zróbcie z tym, co chcecie. A przede wszystkich odważcie się przeczytać i smakujcie 🙂

Miłych wakacji:)

„Ach, ci Francuzi. Wszystko, co sexy, zmysłowe, tajemnicze i pociągające opanowali w 100%”.

 „Smak Prowansji” Jamie Ivey

Pascal, 2012

Więcej smaków znajdziecie w zakładce kuchenne igraszki

Warto przeczytać:

Dekadencka hipsteriada, czyli rok przed wielką wojną, do której nigdy miało nie dojść

Córeczka generała

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *