Lista wstydu, czyli czego nie przeczytałam w 2016

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Zostawiam Was z książkami, których z różnych powodów, nie udało mi się przeczytać w zeszłym roku. Na ogół to była kwestia czasu, a raczej jego braku, ale też mojego gapiostwa. Niektóre z nich miałam przeczytać już dawno, a niektóre mi umknęły w 2016 roku. Lista jest moim wyrzutem sumienia, który odbija się echem na booklove. Robię to z premedytacją tutaj, żeby nie mieć już wyjścia i nadrobić zaległości w 2017.

Monika Sznajderman „Fałszerze pieprzu”

Wydawnictwo Czarne, 2016

Szefowa wydawnictwa Czarne napisała i wydała książkę o swojej rodzinie. Nie tylko dała popis swoich pisarskich możliwości, ale też postawiła na szczerą opowieść o trudnej polsko – żydowskiej historii. Pojawiły się głosy, że Sznajderman powinna pisać częściej.

„Wbrew tytułowi, to nie jest książka historyczna. To książka o pamięci. A właściwie o dwóch pamięciach, które się w żadnym miejscu nie spotykają. I o losach, które od stuleci toczyły się równolegle, nigdy razem. Losach moich dwóch rodzin – polskiej i żydowskiej” – pisze autorka na stronie wydawnictwa.

Uwielbiam wydawnictwo Czarne i książka Moniki Sznajdermna musi zostać przeczytana.

 

 

 

 

 

 

Agneta Pleijel „Wróżba”

Wydawnictwo Karakter

Szwedzka autorka napisała książkę bardzo osobistą, mocną i bardzo emocjonalną. A do tego, jak donoszą mi uprzejmie Ci, którzy już ją przeczytali, jest dobrze napisana. Aż dziwne, że nie zebrałam się do niej wcześniej 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zeruya Shalev „Ból”

Kolejna mocna kobieca proza, którą muszę nadrobić. Izraelska autorka stworzyła bohaterkę, która rozprawia się z przeszłością. Pokiereszowana fizycznie po zamachu terrorystycznym Iris, do dnia dzisiejszego odczuwa ból fizyczny. Jedno spotkanie z kimś z przeszłości, powoduje ogromny ból psychiczny i ten ostatecznie nie daje Iris spokoju. Najbardziej pociąga mnie w tej książce fakt, że Iris już jako dojrzała, stateczna kobieta, musi  się zmierzyć ze swoimi uczuciami.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Philip Roth „Amerykańska sielanka”, „Kompleks Portnoya” 

Pierwszy raz o nim usłyszałam, kiedy okazało się, że to ulubiony pisarz Marcina Prokopa. No pięknie – pomyślałam – Prokop taki oczytany, a Ty nawet nie znasz gościa. To już było dawno (nawet bardzo), a książek Rotha dalej nie przeczytałam i dalej jest mi z tym źle. Przypomniał mi się w tym roku, przy okazji kinowej wersji „Amerykańskiej sielanki” i już wiedziałam, że żarty się skończyły. Nie można tak bezceremonialnie autora ignorować, wymyślając coraz to nowe wymówki. Poza tym trzeba przyznać, że wydania Wydawnictwa Literackiego, są świetne. Te okładki zasługują na wyróżnienie.

 

Filip Springer i wszystkie jego książki.

Moje zainteresowanie przestrzenią miejską ciągnie się od studiów. Jako drugą specjalizację wybrałam psychologię środowiskową i tak mnie wciągnęła, że właśnie z niej z pisałam magisterkę. Mimo, że było to już było lata świetlne temu, łapię się na tym, że zwracam uwagę na to, jak została w danym miejscu zagospodarowana przestrzeń, jak wyglądają domy, place i parki.. Lubię się porozglądać i poczuć miejsce.

Książki reportera Filipa Springera omijałam szerokim łukiem z pełną premedytacją. Chciałam je sobie zostawić na później. Może żeby przeczytać wszystkie po kolei, a może żeby mieć czas na spokojną lekturę. Czas się poddać. Marzenie, o tym czasie, co będzie go tyle, że przeczyta się górę książek na raz, należy racjonalnie, choć z pewnym bólem serca, odłożyć i po prostu czytać Filipa Springera już teraz. Szczególnie, przez moje bujanie w obłokach, że zrobiły się ostre zaległości: „Miedzianka”, „Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL”, „Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni”, „13 pięter”, „Księga zachwytów” i „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast”.

 

 

Też macie książki, które przegapiliście?

 

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

  2 Replies to “Lista wstydu, czyli czego nie przeczytałam w 2016”

  1. Em Ka
    6 marca 2017 at 12:07

    Zapewne gdybym zrobił taką listę to kolejną rzeczą było by seppuku. Kupuje średnio 25-30 na miesiąc, przeczytam może 10…Ale i tak jest pięknie 🙂

  2. 6 marca 2017 at 11:32

    No nieźle… Twoje wyrzuty, to także moje 🙂
    Rotha „Amerykańska sielanka” i Springera „Miasto archipelag” oraz pozostałe trzy podane przez Ciebie tytuły.

    Na początku roku sporządziłam listę z całą setką takich wyrzutów. Niektóre chcę przeczytać już od lat, inne od paru miesięcy. 2 tytuły z niej już za mną, kolejne 2 w czytaniu. Sama jestem ciekawa, ile uda mi się w tym roku nadrobić.
    Plus takich wyselekcjonowanych zestawień jest bez wątpienia taki, że sa to bardzo dobre książki, których lektura stanowi wyjatkową przyjemność 🙂
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *