Macierzyństwo to ściema

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Do książki Natalia Fiedorczuk „Jak pokochać centra handlowe” podchodziłam z pewną ostrożnością. W końcu jako świeżo upieczona matka, nie chciałam wpędzić się w jakąś czarną dziurę i zacząć za bardzo użalać nad bezpowrotnie utraconą wolnością.

Jak już trochę okrzepłam i przyzwyczaiłam się do nowej sytuacji, a potomka przestała przypominać obcego i stała się „rozkosznym słodziakiem mamuni”, poczułam się na tyle ukształtowaną psychicznie matką, aby po książkę „Jak pokochać …’ sięgnąć bez obaw.

Temat „uroków macierzyństwa” był mi trochę znany.  Moją biblią w ciąży był felieton Agnieszki Chylińskiej „Macierzyństwo to ściema”, który podczytywałam za każdym razem jak zaczęłam wizualizować sobie dziecko obrazami z instagrama. Przygotowywałam się na najgorsze 😉

Być może dlatego „Jak pokochać centra handlowe” nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia. Owszem momenty były, niektóre żywcem wyjęte z mojej codzienności, ale całość nie spowodowała żadnej rewolucji.

„Jak pokochać centra handlowe” to książka przede wszystkim o macierzyństwie, ale też w ogóle książka o problemach współczesnych kobiet, o narastającej frustracji, rozczarowaniu i poszukiwaniu własnego ja w natłoku obowiązków zawodowych, domowych i tych, które sobie same narzuciłyśmy. To też książka o ponurej codzienności ze stertą ubrań do prasowania, zapachem gotowanej kapusty i stosem nieumytych naczyń, w której pomalowane paznokcie i buty na obcasach są jak wyprawa w kosmos.

Fiedorczuk wpisuje się w nurt książek przeciwstawiającym się masowej narracji na temat macierzyństwa, pisała już o tym m.in. Sylwia Chutnik (Dzidzia). Z pewnością niejedna przytłoczona codziennością i nadmiarem obowiązków matka-Polka znajdzie w niej pocieszenie czy ujście własnej frustracji. Z pewnością też rozczarowanie macierzyństwem, depresja poporodowa i ciągła presja społeczna z jakimi my kobiety muszą się ciągle mierzyć to nadal temat ważny, a dyskusja nadal konieczna . Tyle tylko, że Fiedorczuk nie dodaje do tej dyskusji nic nowego. To raczej zebranie i podsumowanie wątków z toczącej się w mediach na ten temat debaty.

Nie jest to jednak książka nieważna czy nie warta zachodu. Fiedorczuk jest świetnym obserwatorem rzeczywistości. Odważnie opisuje to o czym pomyśli prawdopodobnie co druga matka, ale która na glos nigdy takich myśli nie wypowie. Rozbraja narosłe i utrwalone przez social mediach mity wokół macierzyństwa i rozprawia się z kompleksami i poczuciem winy z jakim wcześniej czy później mierzy się każda świeżo upieczona matka.

Dla mnie książka trochę zbyt oczywista i zachowawcza, ale myśle że warta przeczytania. Pozycja obowiązkowa dla kobiet, które w macierzyństwie się nie odnajdują, albo odnalazły się dopiero po jakimś czasie. Do rozważenia dla tych, które matkami być nie chcą w ogóle. Wskazana także dla szczęśliwych mam, dla których macierzyństwo jest kwintesencją i sensem życia, aby zrozumiały i przestały krytykować te dla których macierzyństwo nie jest tak cudownym doświadczeniem .

 

ZapiszZapisz

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

  2 Replies to “Macierzyństwo to ściema”

  1. Natalia
    9 sierpnia 2017 at 11:56

    I imię i nazwisko autorki w pierwszym zdaniu błędne 😉

    • 10 sierpnia 2017 at 18:17

      O dzięki. Poprawione 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *