Małe, wredne życie

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Z dzisiejszą literatura jest trochę tak jak z muzyką. Dziś nikt juz nie śpiewa tak po prostu. Artyści prześcigają się z udziwnieniem swoich kawałków – czasem ma się wrażenie, że w śpiewaniu więcej jest maniery niż melodii. Podobnie jest z literaturą współczesną, gdzie coraz częściej wiecej kombiniwania z formą i narracją niż samej historii.

„Małe życie” Hanyi Yanagihary jest klasyczną powieścią bez udziwnień i kombinowania. Czytanie jej przywraca pewien rodziaj przyjemności z czytania, kiedy nie gubisz się w ilości wątków, narracja nie wyprowadza cię z równowagi i od początku do końca lubisz głównego bohatera. To prosta historia czterech przyjaciół żyjących w bliżej nieokreślonym czasie współczesnym w Nowym Jorku. Towarzyszysz im jakieś 30 lat, kiedy kończą szkole, wspinają się po szczeblach kariery i układają lub rujnują sobie życie. Osią jest jednak życie jednego z kumpli, a raczej mroczna historia jego dzieciństwa i wczesnej młodości.

Książka na początku wywoływała we mnie uczucia ambiwalentne. Patrzyłam na tą 800 stronicową cegłę i zastanawiałam się, czy aby na pewno chce się zanurzyć w jakiejś niewesołej historii chłopca z Nowego Jorku i poświęcić temu resztki wolnego czasu w moim nieustannie galopującym życiu. Do tego jeszcze bestseller, a to zwykle kończy się w moim przypadku rozczarowaniem. Zrobiło się jednak jakoś tak szaro, jesiennie i melancholijnie, a do tego męczył mnie trochę widok tej książki na stosie obok łóżka. Sięgnęłam wiec po nią zamaszystym ruchem;)

Początkowo powieść nie wydawała mi się jakoś mega fascynująca, ale ponieważ jest dobrze napisana czytałam, czekając cierpliwie na jakiś przełom lub dramatyczną katastrofę. Akcja nieco rozkręca się po 150 stronach (biorąc pod uwagę objętość to proporcjonalny początek ;), nie ma jednak ani przełomu ani katastrofy. Dramat wydarzył się bowiem w przeszlosci i odkrywanie jej kawałek po kawałku napędza akcje książki.

To jedna z najsmutniejszych książek jakie ostatnio przeczytałam. Jest wypełniona jakimś takim smutkiem dogłębnym, egzystencjalnym. Podobno wiele osób płakało czytając „Małe życie”, mi było po prostu smutno. Nawet w chwilach i momentach pozornie szczęśliwych dla bohaterów trudno było odetchnąć od traumy przeszłości.

W życiu bowiem głównego bohatera wydarza się wszystko to o czym na codzień staramy się nie myśleć – jest zbyt przerażajace. Bo czy może być cos gorszego niż porzucenie i wykorzystywanie małego dziecka? Jest tutaj wszystko – pedofilia, autoagresja, ból, bardzo dużo bólu i śmierć tych, których się kocha.

Mimo tych traumatycznych wydarzeń życie głównego bohatera układa sie nadzwyczaj dobrze, nawet trochę mało prawdopodobne wydaje się szczęście jakie ma do ludzi, którzy go otaczają. Jakby los chciał wyrównać mu rachunki krzywd. Momentami staje się to trochę banalne i sentymentalne, ale chyba jest to konieczne, aby utrzymać równowagę emocji.

„Małe życie” Hanyi Yanagihary wywołuje różne emocje i pewnie zależy to jakoś od własnych doświadczeń i wrażliwości na pewne tematy. Według mnie dobra książka, może trochę za długa i momentami sentymentalna, ale z pewnością dobrze napisana i poruszająca.

 

Małe życie" Hanya Yanagihara Wydawnictwo W.A.B 2016„Małe życie”

Hanya Yanagihara

Wydawnictwo W.A.B 2016

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *