Mañana, czyli 6 hiszpańskich powieści na resztę wakacji


Kolejny tydzień wakacji. Żar leje się z nieba jak nigdy w tym kraju. I kiedy wszyscy wypatrują już końca upałów, ja wręcz przeciwnie. W tej temperaturze jeszcze bardziej tęsknie za Hiszpanią. Wiem, że tam jest teraz jak w piekle, ale zniosłabym to. 

W tym roku za sprawą Netfixa i kilku trafionych hiszpańskich seriali jeszcze bardziej zatęskniłam za miastem kotów, jak nazywają Madryt mieszkańcy hiszpańskiej stolicy. Najpierw za sprawą Chicas del cable, a potem La case de papel znowu myśle o powrocie na hiszpański i do literatury iberoamerykańskiej. Na kurs hiszpańskiego jeszcze się nie zapisałam, ale przygotowałam sobie kilka hiszpańskich pozycji, które muszę nadrobić. Wśród nich tylko 2 nowości, a reszta to książki, które czekały z czytaniem na wakacje w Hiszpanii, ale jakoś się nie doczekały;)

 

 

Jak przemijający cień, Antonio Munoz Molina, Wydawnictwo Rebis, 2018

Nominowana do tegorocznej Nagrody Bookera powieść o tęsknocie i poszukiwaniu własnej tożsamości, z kryminalnym wątkiem w tle i Portugalią (za Portugalią tęsknię tylko odrobinę mniej) w roli drugoplanowej.

Oto właśnie to melancholijne piękne miejsce staje się destynacją kilku podróży – uciekniniera Raya, młodego Antonia szukającego inspiracji do napisania Zimy w Lizbonie oraz dojrzałego Antonia szukającego śladów swojej starej inspiracji i siebie samego sprzed lat.

 

 

 

Zima w Lizbonie, Antonio Munoz Molina, Wydawnictwo Rebis, 2016

Zanim jednak sięgnę po tą najnowszą książkę Moliny, muszę zrobić krok wstecz i przeczytać jego wcześniejszą książkę, do której odnosi się po cześci „Jak przemijający cień”.

San Sebastian, Madryt i tytułowa Lizbona, kobieta o imieniu Lukrecja (!), niespełniona, obsesyjna miłość, samotność, alkohol – dużo alkoholu, no i jazz, który ostatnio mnie prześladuje w filmach i książkach. Właściwie to mogło by mi wystarczyć jeśli chodzi o zachętę do przeczytania.

A przy okacji dziewczyny z Krótkiej Przerwy polecały na Publio.pl wiec zgarnełam za 14 zł;) I jeszcze Weronika Wawrzkowicz polecała obie i czytała na ucho, wiec czuje się jakoś upewniona, że warto!

 

 

 

Patria, Fernando Aramburu, Wydawnictwo Sonia Draga, 2018

O tej książce Marta już jakiś czas temu pisała tu i twierdzi, że powinnam ja przeczytać.

W Hiszpanii książka sprzedała się w ponad pół milionie egzemplarzy i stała się dość istotnym wydarzeniem literackim poruszającym kwestie zabijania się na wzajem – problem, który ciągnie się jeszcze od wojny domowej. Tym razem w tle piękny kraj Basków i działalność ETA, a w centrum dwie rodziny, które pewnego dnia łączy jedna tragedia.

W kontekście coraz mocniejszych ruchów separatystycznych w Hiszpanii, książka mocno aktualna i warta przeczytania.

 

 

 Jutro, W Czas Bitwy, O Mnie Myśl, Javier Marias, Wydawnictwo Sonia Draga

Tą książkę z kolei polecała Ola z Parapetu Literackiego, a jakoś ostatnio widzę, że bardzo nam po drodze w czytankach więc bez wachania zgarnęłam na hiszpański stosik. Ola pisze, że to najlepsza książka przeczytana w pierwszym półroczu, a ja jej jakoś wierzę;)

Dość ekscentryczna powieść, o niespełnionym pisarzu, któremu przydarza się dość osobliwe wydarzenie – przypadkowo poznana kochanka, z którą udaje się do domu pod nieobecnosć jej męża, nagle umiera. Przerażony mężczyzna ucieka ze stanikiem i z kasetą magnetofonową z sekretarki automatycznej …

Trochę mi to zalatuje Almadovarem 😉 Biorę!

 

 

Wyznaję, Jaume Cabré, Wydawnictwo Marginesy

Ta książka też już na booklove była –  o tu , ale je z premedytacją chciałam odczekać chwilową modę na tego pisarza i wrócić do niej w odpowiednim czasie. I chyba właśnie jest ten czas. Co prawda Marta pisała, że chciała się pociąć przy tej książce i rzucała nią o ścianę, to mimo wszystko spróbuje:

Polubiłam też bardzo głównego bohatera Adriana, którego historia życia przewija się kadr po kadrze, nuta po nucie, w różnych sekwencjach. Adrian nie był kochany w dzieciństwem, ojciec zamiast miłości dał mu jedynie zaciętość i dążenie do perfekcji. Chłopiec nie mając oparcia w rodzicach buduje swój własny świat, ożywia przedmioty i obrazy, które nie opuszczą go aż do końca. Ich historię będą tłem do wszystkiego, na co składa się życie tego geniusza hiszpańskiego i na czym zbudowany jest współczesny świat.  Majstersztykiem jest łączenie czasów Inkwizycji z faszystowskimi Niemcami. A to tylko jeden z wielu świetnych zabiegów w tej książce.” – pisze Marta

Walka kotów, Eduardo Mendoza, Wydawnictwo Znak

Jedno podejście do tej książki już zrobiłam jakiś czas temu, ale chyba to nie był sprzyjający moment. Mendoza to zawsze był pewnik dla mnie więc nie mogę mu nie dać kolejnej szansy;)

Lata 30 i Hiszpania pogrążona w kryzysie, w przededniu wojny domowej. Do Madrytu przyjeżdża znawca historii sztuki, który ma za zadanie wycenić obrazy znajdujące się w kolekcji pewnej bogatej rodziny. Historyk sztuki ku swojemu zdumieniu odkrywa, że trzymany w piwnicy obraz to nieznany akt Velazqueza. Tym samym nieoczekiwanie zostaje wciągnięty w sam środek politycznej afery.
Podobno „Walka kotów” to najwybitniejsza powieść Mendozy. No to tymbardziej dam jej szansę;)

***

 

Tymczasem tęsknie za gorącym sierpniowym Madrytem. Wtopiłabym się na moment w tłum, powędrowała z Atocha, przez Paseo del Prado, zgubiła na dłuższą chwilę na Huertes, potem szybkie café con hielo na Canalejas, okolice Mayor, Gran Via, sjesta w Retiro, jakieś zakupy na Prosperidad… a dalej w przypadkowym barze przyjemnie orzeźwiająca cervesa con limon albo sangria.

Ehhhh sio myśli! Niestety jak na razie nie pozostaje mi nic innego jak  podobna temperatura, podobne trunki i… hiszpańskie książki. A mañanę mogę sobie zrobić przecież zawsze.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *