Moje inspiracje, czyli co robię kiedy nie czytam

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Nie czytam tyle, ile bym chciała. Zawstydza mnie ilość książek czytana przez blogerów, dziennikarzy, mamę mojego narzeczonego, a nawet mamę mojej przyjaciółki. Robię się blada i nerwowo się uśmiecham, kiedy widzę, jak szybko czytają inni. Może z zazdrości, a może po prostu nie umiem czytać na akord. I wiecie co? Zrywam z tym. Nie oglądam się na to wszystko, bo zaraz okaże się, że mam coraz mniej przyjemności z czytania albo co gorsza już nawet nie wiem, co myślę o książkach, które czytam. W nowym cyklu „Moje inspiracje” będę pisała o tym, co zajmuje mnie właśnie wtedy, kiedy nie czytam.

Zaczynamy.

Kiedy nie czytam jestem człowiekiem spacerującym. Szczególnie teraz, kiedy ciepło i przyjemnie, chodzę po lesie, nad jeziorem, po pustawych ulicach miasta – bez celu albo wymyślałam jakiś dobry powód – na ogół są to lody, kawa albo księgarnia. Wiem, że to nie jest inspirujące dla was, ale mnie inspiruje o każdej porze dnia i nocy. Po takim spacerze mam ochotę pisać, czytać i wymyślać.

A jeśli już jesteśmy przy spacerowiczach…

Kiedy nie czytałam w ostatnich tygodniach to … protestowałam. Bycie demonstrantką to nowe wyzwanie i nowa jakość w życiu społecznym. Nie zgadzam się na łamanie Konstytucji i nie zgadzam się na rządy, które podnoszą na nią rękę. Efekt był taki, że więcej sterczałam na ulicy niż czytałam, ale umówmy się, takich emocji, inspiracji i poczucia wspólnoty nie wyczytam w żadnej książce, a przeżywać je można chyba tylko raz w życiu tak mocno.

Kiedy nie czytam oglądam seriale i filmy. To moja druga ogromna pasja. Właśnie skończyłam ostatni sezon „House of cards” i muszę przyznać, że jest obłędny. Rozumiem tych, których męczy świat polityki. Mam tak samo. Faktycznie można się od tego trochę wyrzygać w tym serialu, ale już w 4. sezonie polityka stała się dla mnie tłem. To rządza władzy interesuje mnie najbardziej i tylko ją widzę. Ślepa, okrutna, prymitywna i oderwana od zwykłych ludzi – władza absolutna, dla której robi się absolutnie wszystko. Również od 4. sezonu najważniejsza jest Claire (kocham Robin Wright za tę rolę), która siłą i równie mocną chęcią posiadania władzy, idzie po swoje. Po trupach, a jak. Fascynujące studium odczłowieczenia w sferze publicznej, choć mało optymistyczne.

Teraz zabiorę się za serial Netflixa „Ania, nie Anna”, który powstał na podstawie mojej ukochanej „Ani z Zielonego Wzgórza” i „The Keepers”  – serial dokumentalny o tajemniczej śmierci siostry zakonnej, która najprawdopodobniej wiedziała za dużo o przemocy i nadużywaniu władzy w kręgach kościelnych.

W przerwach obejrzałam „Szefową”, która nie tylko pokazała mi, że nie przechodziłam prawdziwego młodzieńczego buntu (a co jeśli on dopiero przede mną?), ale też zainspirowała zawodowo. I to zjawiskowe San Francisco <3 Rozmawiając ze znajomymi okazało się, że bohaterkę albo kochasz albo nienawidzisz. Ja ją po prostu polubiłam.

I tyle póki co z moich inspiracji. Idę czytać książki 😉

 

Photo credit: Foter.com

 

 

 

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

  7 Replies to “Moje inspiracje, czyli co robię kiedy nie czytam”

  1. Patrycja
    12 sierpnia 2017 at 14:56

    Laski, ja przy dziecku cieszę się, że w ogóle czytam! ;-)) Jestem pełna podziwu dla siebie jak otwieram książkę i przy niej nie usnę po 10 minutach;-)) Na szczęście ktoś wymyślił kiedyś kawę! I to mnie ratuje! Ale musiałam wybrać – książki albo … np. prasowanie. Efekt jest taki że prasowanie czeka na swój moment od ….. stycznia. Zdarza się też, że pranie czeka w pralce na wyjęcie 2 dni, bo ja akurat czytam w tych momentach kiedy ONO śpi. A zamiast obiadu znowu zamawiamy pizze (ja nigdy nie schudnę!! ;-/ Cóż może jestem chujową panią domu, z lekka nadwagą ale za to czytającą!
    Kiedyś pewnie o tym popełnię post, jak się wygrzebię z tych zaległości. Kiedyś….. Ehh
    Pozdrawiam Was gorąco! ;)))))

  2. 9 sierpnia 2017 at 22:33

    Ja tam podchodzę do tego bez spiny 🙂 Nie dla mnie ściganie się na liczbę i grubość książek. Przecież wiadomo, że nie samym czytaniem się żyje! I jeszcze trzeba mieć czas oraz przestrzeń, by przemyśleć to, co się przeczytało 😉

    • 10 sierpnia 2017 at 18:02

      No właśnie, to jest kluczowe, żeby sobie chwilę o tym pomyśleć. Ale jak obserwuję blogerów to niektórzy naprawdę wymiatają w szybkości, a wiem, że czytają dość uważnie. Inna sprawa, co czytają – bo kryminały to faktycznie idą jak burza 🙂 Aniu, ale Ty masz idealną nazwę bloga. Mega! 🙂

  3. 9 sierpnia 2017 at 20:17

    Tak jak to dziś ustaliłyśmy, niektórzy czytają w zabójczym tempie, a niektórzy tak jak my 😀 Grunt to nie dać się presji, ja raz ja jakiś czas muszę się lekko otrząsnąć kiedy dopada mnie panika, że wszyscy już przeczytali cośtam, a ja nie. No trudno, czytam sobie jak czytam, powoli niekoniecznie to co wszyscy :).

    • 10 sierpnia 2017 at 17:59

      To prawda, dogadałyśmy się w tej kwestii 🙂 I dobrze, że w końcu spotkałyśmy się poza siecią 🙂

  4. 7 sierpnia 2017 at 16:19

    Też się ostatnio lubujemy w spacerach – aż nogi bolą chwilami 😉
    Długo się nie mogłyśmy przekonać do seriali, ale „Anię, nie Annę” w końcu obejrzałyśmy. Opinie są różne – nam się podobało wmieszanie wątków feministycznych i dodanie Ani charakterku. Ciekawe jesteśmy, co powiesz jako fanka książki!

    • 10 sierpnia 2017 at 17:57

      Wmieszane wątki feministyczne to dopiero zachęta! Zabieram się za serial 🙂 Dzięki:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *