Dziwki, koks i boks
Półka z książkami

Dziwki, koks i boks w czasach honoru

Gdyby przyszło mi związać się z takim facetem jak Kostek  – głównym (anty)bohaterem „Morfiny” Szczepana Twardocha, zabiłabym się chyba deską z gwoździem.

Metroseksualny, bez charakteru, uzależniony od matki, do tego ćpun, dźiwkarz, alkoholik. Każdego sprzedałby za buteleczkę morfiny. Nie obdarzony genem lojalności – przeleciałby nawet żonę najlepszego przyjaciela. Nie można odmówić mu jednak wdzięku, inteligencji i poczucia humoru, prawdopodobnie też nieźle wygląda i ma więcej szczęścia niż rozumu. Prawdopodobnie robi też jakieś cuda w seksie. Taki typowy przedwojenny hipster, który raczej ma wywalone na ciężką pracę, typowy fuck boddy, z którym zawsze możesz pójść do łóżka lub na wódkę.

A gdyby tak, takiego bohatera ubrać w historię Kapitana Klossa? Szczepan Twardoch właśnie pokusił się o taką przekrętkę. Wyszła z tego całkiem zgrabna groteska z elementami absurdu, momentami zalatująca Witkacym, Mendozą i Gombrowiczem.

„Oto więc stoję, ja, Konstant Willemann, nocą na dziedzińcu kamienicy przy ulicy Leszno numer 52, stoję ja, oficer rezerwy, rentier, bon vivant, stoję z obitą gębą, w obsranych spodniach z angielskiego tweedu i udaję tryumfującego Niemca, który może srać gdzie mu się podoba”

Szczepan Twardoch, Morfina

Mogłabym powiedzieć, że „Morfinę” łatwo się czyta. To jednak z prawdą mocno się rozjeżdża. Musisz mieć trochę wolnej przestrzeni w mózgu, żeby jako tako przez nią przejść. Chyba najbardziej z równowagi wytrąca psychodeliczna narracja, zalatująca nieco strumieniem świadomości, więc kilka razy masz ochotę rzucić książką o ścianę.

Akcja nie nazbyt skomplikowana, utrzymana w klimacie groteskowo-szpiegowskim, w scenografii zbombardowanej Warszawy i jej najplugawszych zakątków – burdeli, knajp, spelunek.

Do tego rodząca się właśnie konspiracja i tęsknota za życiem, które dopiero co toczyło się tak pięknie i leniwie w latach 30tych przedwojennej Warszawy.

Warszawa zresztą jest bohaterem drugoplanowym „Morfiny”. Kostek przemierza ją wzdłuż i wszerz nie mogąc pogodzić się z jej absurdalnym wręcz zniszczeniem.

„Witaj, Warszawo zgwałcona! (…) Jak to brzmi wojować na Mokotowie, jak to brzmi wojować na Czerniakowie (…), żadne walki nie powinny toczyć się na Mokotowie, na Mokotowie się mieszka i pije kawę w sklepokawiarni firmowej Wedla (…) jak może po tej ulicy iść niemiecki żołnierz, jak mogą po niej jechać niemiecki czołgi, skoro stał na niej mój żółty opelek Olympia z rozkładanym dachem, mój kabriolecik, w którym woziłem żonę i różne kurwy też w nim woziłem?”

Spacerujesz po zgwałconej Warszawie i wkurzasz się razem z Konstantym, bo Ci szkoda magii tego przedwojennego miasta. Dziś było by Ci szkoda podobnie, może jeszcze bardziej, gdyby Ci tak po prostu absurdalnie zniszczyli Twoje ulubione miejsca, gdyby tak nic nie było. Piwa by nie było ani w Cudzie nad Wisłą, ani w Cudach na Kiju, kawy by nie było w Bątą, ani w Starbacksie, śniadanek na Targach śniadaniowych ani nawet rogalików w Charlotte.

 

Szczepan Twardoch „Morfina”

Wydawnictwo Literackie, 2012

Od literatury oczekuję zaskoczeń, wzruszeń i poruszeń. Nie zrażają mnie tematy trudne i zabawy formą literacką. Nudzą za to powtarzalne schematy, banały i romanse. Czytam głównie powieści i reportaże, przede wszystkim interesuje mnie literatura europejska, głównie polska i hiszpańska. Podczytuje czasem poezję.

3
Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia  
Najnowsze Najstarsze Najlepiej oceniane
Powiadom o
Bożka
Gość

Bardzo ciekawa jestem tej książki. Już od dawna leży na półce i czeka w kolejce. Mówiłam już Marcie o niej. Po przeczytaniu tej notki sądzę, że zajrzę do niej znacznie szybciej. 😉
Będę zaglądać częściej do Was i też podsyłać Wam tytuły warte uwagi-może się przydadzą 😉

Marta
Admin

Podsyłaj koniecznie! Każda inspiracja na wagę złota. Trzeba ci jeszcze tego Nabokova załatwić, którego już nigdzie nie mają na stanie 🙂