Najszczęśliwsze kobiety w PRL-u?

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Wykonywały najbardziej abstrakcyjny zawód w czasach głębokiego PRL-u, który gwarantował dostęp do produktów niedostępnych, smaków nieznanych, zapachów, które mogły się jedynie śnić po nocach. Były stewardesami i mogły latać w zasadzie po całym świecie. Abstrakcja, przynajmniej dla większość społeczeństwa, które w tym czasie stało w kolejce do sklepu. 

Trudno dziś sobie wyobrazić, że nie mamy dostępu 90% produktów, z których korzystamy. Nie mamy jeansów, bananów, coca-coli, soku pomarańczowego Tymbark, Kindle, tuszu do rzęs, smartfona, pościeli z IKEI, czekolady, popcornu, pizzy. Dziwnie prawda? I teraz wyobraźmy sobie, że są one; młode, elegancko ubrane i doskonale umalowane, latające w liniach lotniczych LOT i mające dostęp do sklepów wszędzie tam, gdzie się zatrzymają. Raj. Pełny dostęp do rajstop, dywanów, alkoholi, szminek i pudrów. Oddech od szarej rzeczywistości, poczucie wolności, namiastka normalnego życia. Tylko czy praca stewardesy to były tylko same plusy?  Niektórzy uważali je boginie, a one często płaciły wysoką cenę za życie i pracę w powietrzu.

 

img_3395

 

Książka Anny Sulińskiej „Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u”  to historie kobiet, z różnych okresów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. W 1945 było ich tylko sześć i latały na takim sprzęcie, że teraz nikt nawet nie chciałby albo nie odważyłby się oderwać od ziemi nawet na metr. Ile kobiet tyle historii i ludzkich zmagań. Pod perfekcyjnym makijażem skrywał się czasem strach, tęsknota za najbliższymi, ból, a przede wszystkim zmęczenie.  Zawsze miały być opanowane, zawsze w formie. Nie zawsze były dobrze traktowane przez mężczyzn, ale nigdy nie mogły się skarżyć, a tym bardziej pyskować. Miały ciekawy zawód, ale wiązał się on z odpowiedzialnością i spełnianiem oczekiwań. Głównie innych- przywieź, zrób, załatw. Mogły robić zakupy zagranicą, ale musiały sie z tego rozliczać – można sobie tylko wyobrazić ile razy były o coś proszone, a ile musiały same coś wymusić. To były dziwne czasy, które rządziły się dziwnymi prawami. Spotykały Papieża, mogły zwiedzać i mogły uciec z kraju bez perspektyw. Tylko jak zostawiać całą rodzinę? Jak wynika z tych opowieści niektóre z nich miały na swoim koncie zawieszenia, wpadki, romanse i kłopoty z alkoholem.

Historie ciekawe, kobiety interesujące, dodatkowo polskie lotnictwo w pigułce. Niezła książka, ale czytając ją  miałam wrażenie, że więcej zostało w niej przemilczane niż opowiedziane. Jakby to był tylko początek rozmów o pracy stewardesy w PRL-u, jakby tam jeszcze coś było. Niektóre z nich mówić nie chciały, niektóre mówiły mniej. Podejrzewam, że po prostu nie mogły. Wydaje mi się, że to był jednak zawód wysokiego ryzyka w tamtych czasach i te, które mają naprawdę niesamowite historie, nie zgodziły się na rozmowę albo ukrywają je bardzo głęboko. Może kilka z nich kiedyś jeszcze poznamy.

 

img_3399

Anna Sulińska „Wniebowzięte. O Stewardesach w PRL-u”

Wydawnictwo Czarne, 2016

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

  One Reply to “Najszczęśliwsze kobiety w PRL-u?”

  1. 22 listopada 2016 at 19:12

    Panicznie boję się latać. Z tym wiąże się moja fascynacja zawodami pracującymi „w powietrzu”. Bo wydaje mi się, że są one piekielnie niebezpieczne, niezwykle odpowiedzialne i co za tym idzie mocno obciążające.

    Dlatego „Wniebowzięte” od razu zwróciły moją uwagę, gdy tylko pojawiły się na rynku. Ta książka jednocześnie mnie przeraża i pociąga. Spodziewałam się jednak, że nie wszystkie tajemnice zostaną wyciągnięte na światło dzienne. Szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *