Półka z książkami

Nie oślepłam, trochę tylko zmrużyłam oczy

No i jak tu teraz wybrnąć? Cała Warszawa zachwyca się nowym Żulczykiem. Książka krąży po mieście niczym biblia. Od lemingów po słoiki, wszyscy dają ją sobie w prezencie, potem czytają z miną karpia i polecają innym z lekko rozdygotanym „aaaaaa muuuuusiszzz porwałaaaaaa mnieeee bożeeeee”.  No już dobrze! Biorę i ja na klatę „Ślepnąc od świateł” Jakuba Żulczyka.

Jakub Żulczyk "Ślepnąc od świateł"Klimat jaki lubię  – dużo brudu, inteligenty dowcip, trochę mordobicia i jeszcze więcej barwnego języka ulicy. Wszystko to podlane hektolitrami wódy, przywędzone w dymie papierosowym i okraszone oczywiście bielutką kokainą.

Akcja wartka, momentami zaskakująca, ze strony na stronę, a raczej z dnia na dzień coraz bardziej brutalna. No i dobrze skrojony główny bohater, którego na początku jeszcze trochę się lubi, ale już pod koniec działa na nerwy tak, że masz ochotę rzucać książką.

Do tego jeszcze trafna diagnoza tzw. warszafki: korpoludów dorabiających się na tzw. Mordorze kredytów, rozwodów i nałogów, celebrytów żyjących w jakimś wyimaginowanym swoim świecie, czy wszelkiej maści artystów, którzy bez wciągnięcia kreseczki już nic nie są w stanie wymyślić. Wszystko sprowadza się do pieniędzy, które są napędową siła całego tego warszawskiego cyrku.

Marta napisała tu, że ona takiej Warszawy nie zna. Ja osobiście też nie, a przynajmniej nie w takim stopniu, ale chyba jednak w jakimś zakresie nie jest mi tak zupełnie obca. Obserwuje ją sobie od kilkunastu lat jak rasowy warszawski słoik. Odkrywam jasne i ciemne strony, porównuje do życia gdzieś indziej. Miasto zmienia się wizualnie, mentalnie jednak nadal zalatuje kompleksami i zaściankiem. Próbujemy się dowartościować, ale ciągle nie wierzymy, że nam się w tej Polsce coś udało. Te nasze kompleksy świetnie Żulczyk zdiagnozował i wali nimi po oczach aż do oślepnięcia. Na usta ciśnie się tylko cytat z rosyjskiego klasyka:

„Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!”.

Generalnie dobra książka, nie najłatwiejsza w czytaniu, ale na pewno dobrze napisana. Z pewnością dla osób z Warszawy, które z łatwością znajdą tutaj karykaturę własnej osoby. Ale żeby aż tak „książka roku”, „musisz!” to chyba dla mnie nie. Nie to że mi się nie podobała, ale chyba przez tą towarzyszącą jej histerię spodziewałam się jakiegoś intelektualnego pierdolnięcia, który mnie wywlecze na lewą stronę jak poszewkę. To się jednak nie wydarzyło. Żulczyk nie zaskoczył niczym szczególnie nowym, nie porwał aż tak bardzo, nie spowodował zadyszki. Może dlatego, że Już mi się gdzieś, kiedyś ta upadła warszawa wcześniej przewinęła, trochę w „Heroinie” Tomasza Piątka, nieco w „Pokoleniu Ikea” Piotra C.

Dlaczego więc akurat „Ślepnąc od świateł” tak powaliło teraz? 

 

Jakub Żulczyk „Ślepnąc od świateł”, Wydawnictwo Świat Książki, 2014

Od literatury oczekuję zaskoczeń, wzruszeń i poruszeń. Nie zrażają mnie tematy trudne i zabawy formą literacką. Nudzą za to powtarzalne schematy, banały i romanse. Czytam głównie powieści i reportaże, przede wszystkim interesuje mnie literatura europejska, głównie polska i hiszpańska. Podczytuje czasem poezję.

Dodaj komentarz