A gdzie my w ogóle lecimy?

„Spędź z Tamarą 200 stron i zobacz, jak obrzydliwe może być, kiedy stracisz nad wszystkim kontrolę…napisała Marta w poście „Czy leci z nami pilot”.

No to spędziłam i … muszę przyznać moja droga M., że się trochę umęczyłam. Co prawda czyta się dobrze, językowo jest też całkiem nieźle i zabawnie, tylko chyba zabrakło mi trochę jakiegoś sensu.

Strona po stronie z zegarmistrzowska niemal  cierpliwością zanurzałam się razem z główną bohaterką w tym seksualno-narkotycznym szambie, w nadziei, że dopłynę do jakieś ciekawej puenty.  Po 100 stronach wiedziałam już że nic z tego, że nie dopłynę nigdzie.

Być może to wina Pilcha, który mistrzowsko wprowadził mnie w świat alkoholowego delirium, a może to kwestia zbyt dużej ilości przeczytanych reportaży z wódką w tle, ale ja po prostu nie kupuje Tamary Mortus. Nie wierze w jej istnienie. Ona jest dla mnie jakimś fejkowym profilem na Facebooku, a jej przygody to zbiór poweekendowych opowieści pracowników korporacji na warszawskim Mordorze, które mam wrażenie już gdzieś słyszałam.

Dobra powieść alkoholowa to taka, po której czujesz w ustach smak dobrej wódki. Po „Nocnych zwierzętach” nie ma żadnego posmaku. Tylko kac.

 

alkohol, nocne zwierzęta, książki, czytania

„Nocne zwierzęta” Patrycja Pustkowiak

 

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *