„Patrick Melrose” świetna powieść na jesienne wieczory

Co za postać! Co za humor! Co za powieść!

Wpadłam w Patricka Melrose jak śliwka w kompot. Heroinista z wyższych sfer, facet po przejściach tak konkretnie, bo po traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa, trochę wyniosły – jak cała arystokracja, trochę postrzelony. Idealny bohater. Autor Edward St Aubyn napisał pięć części sagi, która w dużej mierze opiera się o jego własne doświadczenia. I to się czyta moi drodzy.

Grunt, żeby się zdecydować, w którym się jest dramacie, zanim się wstanie z łóżka.

Edward St Aubyn „Patrick Melrose” (Wydawnictwo, W.A.B, 2017)

Dramat Patricka polega na tym, że w dzieciństwie molestował go ojciec. To, co pogłębia dramatyczną sytuację to fakt,  że urodził się w arystokratycznej rodzinie, w której (jak i całym tym środowisku) wszyscy uważają się za lepszych od innych – nie tylko od całego społeczeństwa, ale też od siebie nawzajem. Ojciec Patricka w tym temacie nie odstaje od reszty. Jest największym bufonem w towarzystwie i jak się okazuje największym dramatem swojego dziecka.

Patrick nie należy jednak do osób, które siadają w kącie i płaczą. To ten typ osobowości, który całym życiem będzie zagłuszać swoje cierpienie, aż padnie – najlepiej od alkoholu lub narkotyków – gdzieś w podłej dzielnicy miasta. Historia życia Patricka w książce poprowadzona jest dwutorowo. Poznajemy go jako heroinistę, który prowadzi się od jednego strzału do drugiego i jako już bardziej dojrzałego mężczyznę, który próbuje poradzić sobie z traumą bez narkotyków.

 

Czasem wielkie festiwale uprzywilejowania, a czasem służalczość i zazdrość innych utwierdziły go w przekonaniu, że stoi na szczycie.

Pozostaje jednak w świecie wielkiej, współczesnej brytyjskiej arystokracji, która swoim oderwaniem od rzeczywistości śmieszy i przeraża jedocześnie. Między herbatkami, spotkaniami przy wykwitnym jedzeniu, rozmowami o nicznym i czymś, co nikogo nie interesuje, dzieją się ludzkie dramaty, które ulatują razem z dymem z papierosów. Autorowi udało się zbudować sagę rodzinną, która obnaża całe to towarzystwo i pozbawia złudzeń wszystkich, którzy się nimi fascynują. Im wyżej w hierarchii społecznej tym mniej rozumu i ogłady.

Jeżeli leczenie rozmową jest naszą współczesną religią, to zmęczenie rozmową musi być jej najdoskonalszą realizacją.

Szaleńcza końcówka książki jest podsumowaniem świata blichtru i porcelany. Niedorzeczne problemy i wyrwane z kontekstu rozmowy, podane w szybkiej, chaotycznej formie, podkreślają bezsens działania i istnienia niektórych ludzi. Świat Patricka jest pusty i okrutny, a pieniędzmi lub pozycją płaci się za wszystko.

To dopiero pierwsza część sagi, a ja już nie mogę doczekać się kolejnych. Ewdard St. Auburn pisząc „Patricka Melrose” całymi garściami czerpał ze swojego życia i otoczenia. Wychowywał się bowiem w arystokartycznej rodzine. „Patrick Melrose” to dramat, którego największym atutem jest humor. I już sama ta kombinacja jest zabójczo pociągająca.

 

Ostatnie zdanie w książce: Patrick rzucił niedopałek w śnieg i nie do końca rozumiejąc, co się wydarzyło, z dziwną euforią zawrócił w stronę samochodu. 

 

Edward St Aubyn „Patrick Melrose” (Wydawnictwo W.A.B, 2017)

Edward St Aubyn „Patrick Melrose”

Wydawnictwo W.A.B, 2017

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *