Pewniak, który nie zadziałał

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

„Lampiony” Katarzyny Bondy miały być książkowym pewniakiem. Po „Pochłaniaczu” i „Okularniku” byłam pewna, że wybór kolejnej części przygód Saszy Załuskiej bedzie tą pozycją, po któraą mogę sięgać w ciemno, pozycją która nie zawiedzie. Cholera no, dziś nawet pewniaków juz nie można być pewnym. Sprawdzony przepis na bestseller tym razem na mnie nie zadziałał.

Po pierwsze osadź akcję w jakimś mieście z klimatem. U Katarzyny Bondy, podobnie jak u Zygmunta Miłoszewskiego zawsze było fajne osadzenie akcji w jakimś mniej lub bardziej znanym miejscu w Polsce. Dzięki temu można było, w jakimś stopniu przynajmniej, poznać mapę miasta, ale też poznać jego niechlubą przeszłość, mroczne tajemnice.

W „Lampionach” jest podobnie.  Akcja dzieje się w Łodzi, a autorka prowadzi po mniej lub bardziej chlubnych zakamarkach tego miasta i jego przeszłości. To jednak co wcześniej wydawało sie fajnym tłem tym razem było dla mnie przytłaczające i zbyt szczegółowe. Odrywało od osi akcji, mąciło mi w głowie. Mogłoby sie wydawać, że to Łódź jest pierwszoplanowym bohaterem tej książki.


Po drugie namotaj wątków ile się da.
Mnożenie ilości wątków też zawsze było charakterystyczne dla powieści pisarki. Już w „Pochłaniaczu” można było się trochę pogubić, ale teraz autorka chyba przesadziła. Ja zgubiłam się już na początku książki i generalnie ciężko było mi połączyć kropki. Ilość według mnie nic nie wnoszących historii była przytłaczająca i totalnie wybijała mnie z rytmu. W pewnym momencie całkowicie zatraciłam płynność w czytaniu i coraz bardziej zirytowana przewracałam kolejne strony, w efekcie gubiąc zupełnie główny wątek.

Zmnjejsz ilość głównego bohatera. Tym co łączyło poprzednie powieści była postać głównej bohaterki. Odkrywanie jej przeszłości, poznawanie tajników jej pracy było bardzo fajnym elementem, który mnie akurat wciągał. W tej części mam wrażenie, że Saszy Załuskiej prawie nie ma. Przykrywają ją inne wątki, a jak już się pojawia to głównie w towarzystwie gromady kolegów z policji. To co spinało poprzednie części teraz mam wrażenie sie rozmyło i spowodowało, że książka przestała mieć dla mnie jakieś spoiwo.

Dodaj jakiś aktualny społecznie problem. Spośród wielu problemów społecznych obecnie aktualnych, chyba poza kwestia aborcji, terroryzm i uchodźcy to te tematy, które z pewnością sprzedają się najlepiej. Dlaczego więc nie wykorzystać tego motywu i nie wpleść go w tło akcji, nawet jeśli momentami zaczyna być absurdalne i zalatuje lekko science-fiction?

 

Tak oto powstała mieszanka, która miała być wybuchowa, ale chyba w efekcie stała się niewypałem. Niestety Katarzyna Bonda podniosła sobie poprzeczkę poprzednimi częściami serii i być może gdybym przeczytałam „Lampiony” jako pierwsze moje odczucia były by zgoła inne. W tej kolejności uważam że jest to najsłabsza z dotychczasowych części i zastanawiam się, czy bedzie mi sie chciało czytać kolejną, ostatnią powieść z serii „czterech żywiołów”.

Katarzyna Bonda, Lampiony

Katarzyna Bonda, Lampiony

Wydawnictwo Muza

 

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *