Projekt prawda

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Najnowsza książka Mariusza Szczygła wylądowała w końcu na moich kolanach. Wzięłam głęboki oddech, żeby połknąć ją zachłannie, jak to drzewiej bywało przy lekturze tegoż. No i klops. Z „Projektem prawda” było bowiem zupełnie inaczej.

Zawsze podziwiałam u Szczygła niezaspokojoną ciekawość drugiego człowieka i uporczywość zadawania z pozoru naiwnych pytań. Dzięki tej zdolności udało mu się wypełnić swoją najnowszą książkę mieszanką przemyśleń zwykłych ludzi spotykanych w pociągach, w kawiarniach, czy też na bankiecie Polsatu.

„Projekt prawda” to zbiór prawd wszelakich. To książka – kolaż skomponowana z rozmów autora z różnymi dziwnymi ludźmi. Pretekstem jest poszukiwanie arystotelesowskiej prawdy, którą według założeń reportera ma chyba każdy z nas. W efekcie powstała dość osobliwa książka idealnie obrazująca przekrój i mentalność polskiego społeczeństwa i zbiór prawd i prawdek, którymi ci zwykli-niezwykli ludzie ze Szczygłem postanowili się podzielić.

Prawdopodobnie, gdybym nie była czytaczem Dużego Formatu lektura „Prawdy…” lektura byłaby znacznie przyjemniejsza. W zebranym przez Szczygła „kolażu prawd” jest kilka błyskotliwych perełek, które przyjemnie pobudzają do myślenia, jak „Prawda po dwudziestu trzech słowach”, czy „Prawda Nadkobiety”. Niestety te najfajniejsze już wcześniej czytałam w DF, więc ponowne ich zgłębianie było niestety pozbawione przyjemnego smaku odkrywania.

Czegoś mi jednak w tym poszukiwaniu prawdy zabrakło. Może jednego bohatera, którego zdążyłabym polubić i się do niego przywiązać? Może większej dawki kontrowersji, która pozostała by mi w głowie na dłużej dając się powoli rozgryzać na drobne kawałki?

Nie wiem czy to rozbudzony przez wcześniejsze lektury apetyt, czy wrodzona niechęć do zwykłej, rzecz można nawet ludowej mądrości, ale zostałam z jakimś niedosytem i uczuciem ambiwalentnym. Dla mnie to chyba zbyt zwykłe, zbyt codzienne.

Mariusz Szczygieł, Projekt: prawda, Wydawnictwo Dowody na istnienie

Mariusz Szczygieł, Projekt: prawda, Wydawnictwo Dowody na istnienie

Mariusz Szczygieł, Projekt: prawda, Wydawnictwo Dowody na istnienie

Mariusz Szczygieł, Projekt: prawda, Wydawnictwo Dowody na istnienie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mariusz Szczygieł, Projekt: prawda, Wydawnictwo Dowody na istnienie 

Ocena Booklove: mieszane uczucia

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

  4 Replies to “Projekt prawda”

  1. Anuszka
    25 czerwca 2016 at 09:46

    Szukanie w literaturze faktu kontrowersji, trochę mnie przeraża. Równocześnie dziwi mnie, że w dzisiejszym świecie, są jeszcze prawdy, które mogą tę kontrowersję wzbudzić.

  2. wk
    12 czerwca 2016 at 22:42

    SJP: ludyczny – dotyczący zabawy, rozrywki; zabawowy, rozrywkowy, bawiący.
    Nie mylić z ludowy 🙂

  3. 12 czerwca 2016 at 10:26

    Kłaniam się.
    Pani Patrycjo, bardzo by mnie ciekawiło, które z tych prawd uznała Pani za ludyczne. Bo ja – cholera – prawie żadnej. A kiedy kasjerka w sklepie mówi, że najbardziej ją ciekawi, skąd tyle podłości się w ludziach bierze, to mam nadzieję, że jest jakiś urok w dialogu z nią. Do tego wydawało mi się, że jeśli nie odnotuję prawdy taksówkarza Tadeusza Wiśniewskiego (rozmawiać!) czy właśnie prawdy kasjerki, to o coś ten cały projekt zubożę.
    Poza tym miałem jeszcze drugą nadzieję.
    Że Pani jako czytelniczka doceni to, że nie będąc pisarzem fikcji i nie posiłkując się żadnym zmyśleniem, opieram się tylko na tym, co rzeczywiście ludzie mi powiedzieli albo usłyszałem, a wkładam to w ramkę literacką lub quasi-literacką. Że nawet banał opakuję w jakąś foremkę i może być on atrakcyjny. Na tym to moje przedsięwzięcie też miało polegać.
    Poza tym żywiłem jeszcze trzecią nadzieję.
    Że większości czytelniczek i czytelników nie będzie przeszkadzało to, że czytali już niektóre teksty w „Dużym Formacie”. Dlaczego? Bo WSZYSTKIE moje książki najpierw były w „Dużym Formacie” lub „Wysokich Obcasach”, nigdy inaczej. „Gottland” w 93% jest z „DF” i „WO”, a nie przeszkodziło to temu, żeby sprzedał się w PL w 100 tys. egz. „Kaprysik” – w 100% był w „WO” i jest już nie do zdobycia itp.
    Może się łudzę, że można traktować teksty jak nagrania muzyczne (ja tak traktuję) i mimo że je znam, chcę je mieć w domu na płycie. Na przykład do Prandowskiego „Alchemii słowa”, do „Po śniadaniu” Rylskiego, czy do „Matki Noc” Vonegutta zaglądam sobie czasem, żeby przeczytać jeden akapit i czuję się lepiej.
    No to tyle wyjaśnień, co do złudzeń autora. Choć jak twierdzi w „Projekcie: prawda” ochroniarz, pilnujący telefonów komórkowych, najważniejsze to nie żyć w złudzeniach. Więc mogę się w 100% mylić.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie, Szcz.

    • Patrycja
      13 czerwca 2016 at 12:49

      Szanowny Panie Mariuszu,

      na wstępie poprawiam błąd, oczywiście miałam na myśli ludowy, nie ludyczny, co pewnie wprowadziło trochę zamieszania w mój zagmatwany tok rozumowania. Dziękuje za komentarz i śpieszę z odpowiedzią.

      Ja w wielu Pana Prawdach znalazłam wiele uroku. Nawet je sobie zakreśliłam ołówkiem, bo pewnie będę do nich wracać jak Prawda Akropolu, Prawda powolności czy Prawda tarasu. Jednak w wielu jest jakaś, zapewne zamierzona przez Pana, zwykłość i banalność, z którą nie wiem co zrobić. Mam jakiś osobisty problem z tą zwyczajnością w literaturze w ogóle (podobnie miałam z Dysforią Kołodziejczyka). Jako czytelnik wolałabym chyba więcej kontrowersji i może więcej jakieś niezwykłości.

      Ta zwykła, chyba nie do końca trafnie nazwana przeze mnie ludową mądrość, to chociażby Prawda o niemożliwości całkowitej zmiany, Prawda zza kasy, Prawda o Polsce. To „mi nic nie zrobiło”, to mnie nie zaskoczyło, to są prawdy które znam, jak sam Pan napisał „banał opakowany w jakąś formę”.

      Dlatego pozostały we mnie mieszane uczucia po przeczytaniu książki i pewien niedosyt. Rozumiem zamysł projektu, doceniam formę i zamierzoną przekrojowość, ale to powoduje także pewną powierzchowność, a ja chciałabym zanurzyć się w niektóre historie nieco głębiej.

      Co do DF. To nie jest zarzut, po prostu akurat bardzo dobrze zapamiętałam wszystkie te historie, które w Pana książce mi się najbardziej podobały, odebrało mi więc to nieco przyjemności z czytania. Zastanawiam się, czy mogłabym potraktować teksty jak utwory muzyczne. Nigdy do tego nie podchodziłam w ten sposób, może faktycznie jest w tym jakaś metoda? 😉

      To jednak tylko moje subiektywne odczucia, spisane na gorąco po lekturze, myśle, że po wcześniejszych lekturach Pana książek (które niestety uwielbiam), ja się po prostu nie spodziewałam takiej książki, wiec może ona musi jeszcze sobie poleżeć i poczekać aż do niej dojrzeje.
      Może też powinnam trzymać się swojej prawdy, którą sobie miałam powtarzać w tym roku (a o której zapomniałam w tym wypadku), która brzmi NICZEGO NIE OCZEKUJE. Wtedy nie zakładając niczego, nie projektując żadnych przyszłych zdarzeń, podeszłabym do tej lektury trochę inaczej.

      Pozdrawiam serdecznie
      Patrycja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *