Jak przestałam zjadać zwierzęta

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Letni poranek nie zapowiadał jeszcze żadnej rewolucji. Udałam się z mamą tradycyjnie już do naszej ulubionej księgarni na kawę. I tak potknęłam się o reportaż, który wywalił mi do góry nogami cały poukładany do tej pory porządek jedzenia. Trzy razy odkładałam książkę na półkę, potem jednak doszłam do wniosku, że mam jaja i weszłam w posiadanie „Zjadania zwierząt” Jonathana Safrana Foera. Mama spojrzała na mnie z lekką nutą zaniepokojenia …

Najpierw myślałam, że najgorzej będzie tą książkę przeczytać. Leżała więc dość długo w poczekalni „do czytania”. Przyznam szczerze trochę bałam się opisów okrucieństwa i faktów, z którymi trudno będzie się potem zmierzyć kładąc na talerz kawałek kurczaka. Może też podświadomie potrzebowałam czasu, aby jeszcze jakiś czas w nieświadomości zupełniej i bez wyrzutów sumienia rozkoszować się jedzeniem wyrobów mięsnych. Potem okazało się, że najgorzej to dopiero będzie. Bo po przeczytaniu tej książki już nigdy nie spojrzałam na mięso bez wyrzutów sumienia i stopniowo przestałam je jeść.

Nie zważając jednak na pewne skutki uboczne, książka Foera jest świetna. Nie tylko w warstwie dobrze zebranego materiału „dowodowego”. Foer – filozof z wykształcenia – opakowuje ten mało przyjemny temat jakim jest jedzenie mięsa kontekstami socjologicznymi, filozoficznymi czy moralnymi. „Zjadanie …” dobrze się czyta. Mimo wszystko autor, nie epatuje niepotrzebnymi opisami okrucieństwa, które owszem są, ale wprowadzane stopniowo, kiedy kartka po kartce jesteś już coraz lepiej do tego przygotowany i wiesz, że to konieczne, aby o tym przeczytać. Bo obcując z Foerem gdzieś na zadupiu Teksasu wiesz już, że:

„Jeśli chodzi o ubój zwierząt, machnięcie ręką jest jak cięcie nożem”

IMG_5427

Autor „Zjadania …” podaje twarde fakty i stawia niewygodne pytania. Na różnych przykładach pokazuje jak wielkimi jesteśmy hipokrytami i jak za pomocą języka poradziliśmy sobie z wyrzutami sumienia – rozróżniając zwierzęta, które biegają po łące i te które smażymy na patelni. No bo przecież o wiele łatwiej kroi się na talerzu cielęcinę niż mała krówkę.

„Zjadanie zwierząt” to przede wszystkim książka, która rozprawia się z wielkim przemysłem hodowli zwierząt. Przemysłem, którego rozwój sprawił, że hodowla mięsa dziś jest nie tylko skrajnie niehumanitarna, ale także niemoralna i … niezdrowa. Zapotrzebowanie na tanią żywność sprawiło, że proces hodowli stał się jednym wielkim zwierzęcym holokaustem, do którego zresztą autor niejednokrotnie się odnosi. Foer zmusza więc do myślenia, zachęca do podejmowania świadomych wyborów, interesowania się w jaki sposób ten kurczak trafił do naszego piekarnika. Jako wegetarian stara się jednak być obiektywny, dając głos obu stronom, a w końcu pokazuje też możliwości alternatywnego, bardziej humanitarnego sposobu hodowli zwierząt, a tym samym wyboru „lepszego zła”.

„Wybory żywieniowe są fundamentem całej produkcji i konsumpcji. Kładąc na talerz warzywa zamiast kotleta, czy kupując produkty od małych producentów zamiast od korporacji, nie zmienimy świata, ale radząc naszym dzieciom, społecznością (…) by jedli świadomie – owszem. Jedząc wzmacniamy lub zdradzamy nasz system wartości”

Foer nie da ci żadnej rady, ani prostej odpowiedzi. Po prostu Cię z tym zostawia. I teraz człowieku zastanawiaj się dlaczego niektóre zwierzęta trzymamy w domach, kochamy jak dzieci, a inne bez oporów kładziemy na talerz? Dlaczego domagamy się coraz wyższych kar dla osób znęcającymi się nad zwierzętami, a nie domagamy się ich dla rzeźników? Czy świnia na prawdę cierpi inaczej niż pies? Czy może być zdrowe jedzenie kurczaka, który rośnie tak szybko, że nie jest w stanie ustać na własnych nogach i brodzi w swoich własnych odchodach?

Nie sądzę, aby każdy przeszedł na wegetarianizm po „Zjadaniu zwierząt”. Wbrew pozorom nie jest to książka zachęcająca do wegetarianizmu i nie została napisana z tą intencją. Foer nikogo nie przekonuje, aby zrezygnował z jedzenia mięsa czy ryb, wręcz nawet lojalnie ostrzega, że to cholernie trudne, szczególnie kiedy jest się (jak on był) smakoszem mięsa i żyje się w społeczeństwie, które najważniejsze wydarzenia w roku, celebruje przy stole obficie zastawionym mięsiwami.

Jedno jest pewne – po tej książce już nigdy nie spojrzysz na mięso tak samo.

Coś o tym wiem. Po przeczytaniu książki odstawiłam jedzenie krów i świni, po jakimś czasie zrezygnowałam z indyków i kurczaków. Na co dzień jest mi z tym całkiem dobrze (pomijając rodzinne obiady, święta czy wesela – bo czasem po prostu nie mam co tam jeść), ale są momenty, w których mogłabym zabić albo świadczyć usługi seksualne za głupią kiełbasę z grilla. Jeśli nie lubisz mięsa wegetarianizm to pikuś. Cała sztuka polega na tym, aby odmówić sobie czegoś co się lubi w imię czegoś ważniejszego niż własna przyjemność. Móc powiedzieć: Nie zjadam zwierząt. Bezcenne.

„Możemy zmienić nasze życie albo nie zrobić nic. Bezczynność też jest czynem.”

Jonathan Safran Foer „Zjadanie zwierząt”
Krytyka Polityczna

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *