Pypcie na języku

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Zawsze lubiłam zabawy językiem. Sama nie jestem mistrzynią jego poprawnego używania, a umiejętność posługiwania się nim w konfiguracjach zagranicznych też jest mocno ograniczona. Z przyjemnością więc pożyczyłam książkę „Pypcie na języku” Michała Rusinka, żeby trochę się ponaśmiewać z fonetycznych faux pas, poszydzić z popełnianych na prawo i lewo językowych błędów, budzących niewybredne skojarzenia nazw miejscowych, czy zaskakujących żargonowych metafor. 

„Pypcie na języku” Michała Rusinka to książka przezabawna. Ten niewielki zbiór felietonów publikowanych przez autora na łamach Gazety Wyborczej, w błyskotliwy sposób opisuje wszelkie językowe gafy, błędy i nieporadności językowe. Powiedzieć, że to książka o poprawności językowej, to nic nie powiedzieć.

Rusinek przyciąga wszelkie niepoprawne słowa jak magnes. Autor pastwi się w każdym rozdziale nad niepoprawnym użyciem słów, związków frazeologicznych czy osobliwych metafor. Robi to jednak w sposób daleki od moralizatorstwa, tak jakby niepoprawności językowe czyli tytułowe pypcie były tylko pretekstem do opowiedzenia kolejnej śmiesznej dykteryjki. Każda z nich kończy się jakąś błyskotliwą puentą powodując chichot, a momentami nawet rechot u osoby czytającej.

Swoista podróż po kraju z wykrywaczem językowych potworków. Czytanie „Pypci..” to trochę osobliwe doświadczenie wycieczki po kraju. W tej podróży spotkamy takie perełki jak tabliczki z napisem: AWARIA TOALETY. PROSIMY ZAŁATWIAĆ SIĘ NA WŁASNĄ RĘKĘ czy też ZAKAZ DOBIJANIA DZIOBEM. Zaglądniemy do jednostki wojskowej, bo „wojskowym żargonem rządzi metafora” jak pisze w jednym z rozdziałów Michał Rusinek i dowiemy się, co mogą znaczyć znane skądinąd słowa przeniesione na grunt wojskowy jak: SIERŚCIUCH (czyli sierżant) KASZUB W TRUMNIE (konserwa rybna) czy LASTRIKO (salceson).

Przejdziemy się też spacerkiem po cmentarzach, które owocują takimi językowymi znaleziskami jak nazwisko na jednym z nagrobków CHWILA-TYLKO, które autor puentuje krótko „Nieboszczka o takim nazwisku właściwie nie potrzebuje epitafium, bo los – a może demon języka – ułożył jej jedno z najkrótszych i zarazem najpiękniejszych”. Potem wylądujemy w Izbie Wytrzeźwień na ulicy ROZRYWKA, czy też w Centrum Krwiodawstwa w Krakowie na ulicy RZEŹNICZEJ. A zakończymy niezwykle malowniczą wycieczką w okolicach Lublina, która układa się w pewien podprogowy  przekaz KAZIMIERZ – NIELISZ -CYCÓW -NIEMCE.

Śmieszki heheszki, ale sama mam teraz trochę stres. A jeśli jakimś cudem ten wpis przeczyta Michał Rusinek i stanę się bohaterką jego felietonów? Ok, może to jest jakaś megalomania z mojej strony, ale skoro Mariusz Szczygieł kiedyś napisał mi tu komentarz, po którym mało na zawał nie padłam to przecież Rusinek też tu może trafić. Z moim szczęściem (zawsze k… druga), kto wie.?!

Zakończę zatem z nadzieją, że mimo wszystko żaden nadgorliwy polonista tu nie trafi 😉 Nie ma co też przesadzać z elokwencja tego postu, bo jak rozpoczyna się jeden z felietonów Rusinka STYL JEST JAK KOŃ. BYWA ŻE NAS CZASEM PONOSI. A przecież nikt by tego z czytelników Booklove nie chciał, żeby nas tu za bardzo poniosło:-)

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *