R-E-S-P-E-C-T

„Respect” Arethy Franklin to była moja ulubiona piosenka w liceum i na studiach. Każdy miał swój przebój, swój manifest, swoją nutę. Ja słuchałam „Respect” i wiem, że zawsze będą kochać tę piosenkę.

Ta biografia to petarda w swojej kategorii. Wydawnictwo Czarne już tak ma, że jak już coś wydaje, to jest dobre. Amerykańska seria jest doskonała. Po „Nowym Jorku” i „Detroit” przyszedł czas na muzykę i Arethę Franklin. Pewnie mogłaby to być kolejna po prostu dobrze skrojona biografia artystki, ale David Ritz już jedną kiedyś napisał i wydał. Po latach zbierania materiałów i nieokreślonej liczbie godzin spędzonych z Arethą, powstała książką, która okazała się pomnikiem, budowanym w oderwaniu od rzeczywistości. Zabrakło perspektywy.

 

 

David Ritz na nasze szczęście zdecydował się wydać swoją własną wersją życia Arethy Franklin, w której tę perspektywę pogłębia. Nie zasypuje nas skandalicznymi detalami, nie dopisuje tandentnych ozdobników, nie goni za sensacją. Raczej oddaje hołd artystce. Uwielbiana na całym świecie jest człowiekiem z krwi i kości, który ma swoje lęki (paniczny lęk przed lataniem pozbywał Arethę lukratywnych kontraktów i koncertów), wady (obrażała się na każdego, kto ją krytykował albo chociaż podważał jej zdanie), rozwalone życie osobiste (mało kto wie, że Aretha Franklin urodziła swoje pierwsze dziecko w wieku 13 lat – pozostałe wychowywały się w Detroit, kiedy ona robiła karierę w Nowym Jorku). Była obłędnie zdolna w młodości, ale na ogół takie talenty okupione są ogromną presją i ogromnym wysiłkiem zachowania równowagi. Niemałą rolę w życiu królowej soulu odgrywa kontekst historyczny, bez którego nie można mówić o jej twórczości. Ojciec – pastor nie tylko był dobrym przyjacielem Martina Luthera Kinga, ale też przez całe życie angażował się w walkę o prawa czarnych. Automatycznie jego rodzina również. Amerykańskie lata 50 oczami czarnoskórych, wschodzonych gwiazd muzyki – zaczynających w kościołach od gospel – to kawał amerykańskiego świata, który można tu poczuć. Ten kontekst i i dogłębna szczera analiza życia Franklin, daje nam naprawdę niezłą biografię.

Jaką drogę trzeba przebyć w Ameryce lat 50, żeby zostać gwiazdą? Co trzeba poświęcić? Jakie życie prowadzić? Komu zaufać? Gdzie mieć oparcie? Jakich piosenek szukać? Jak reagować na zmieniający się świat i mody, które w nim panują? Arecie Franklin się udało. Przetrwała niejedej sztorm, śmierć, lawinę. Pokiereszowana, ale dalej wypełniona muzyką niebanalnym głosem, stąpała twardo po ziemi i … śpiewała. Zmieniały się trendy muzyczne, a ona trwała jako królowa. Nie poddawała się. Zawsze chciała produkować hity i je śpiewać.

Jak kiedyś pokochałam R-E-S-P-E-C-T tak teraz uwielbiam tę książkę. Za jej wielowymiarowość i perspektywę.

 

Nasza ocena: 4 –pretekst żeby zostać w łóżku (Wrrrr) –  nasza subiektywna skala

 

David Ritz „Respect. Życie Arethy Franklin” (Wydawnictwo Czarne, 2015)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *