Raport z ostatnich chwil

„Osoba dotknięta w ten sposób powinna pozostać w miejscu, krzyczeć, zastygnąć w bezruchu, odmówić przyjmowania pokarmów (…) Uśmiecham się w pusty ekran swojego Iphone’a. Dlaczego nigdy nie pozwalam zawalić się światu?”

IMG_5302Nie wiem właściwie dlaczego postanowiłam się zmasakrować reportażem-dziennikiem Ingi Iwasiów „Umarł mi notatnik z żałoby”. Po prostu chyba musiałam to przeczytać, może miałam nadzieje za jej pomocą trochę poukładać sobie wszystko na nowo w głowie, podomykać pootwierane na oścież niedokończone sprawy. A może po prostu trzeba było w końcu przeżyć jak człowiek tę żałobę. Przestać się dziwić, że świat się nie zatrzymał, mimo że jakiś świat skończył się na zawsze.

Z całą resztą jakoś chcąc nie chcąc czekali na mnie. Przede wszystkim z raportem z ostatnich dni i z rozpaczą”.

Czy pomogło? Trudno powiedzieć, ale na pewno dobrze było odnaleźć kilka podobnych myśli i sytuacji, które nie tylko mnie wydawały się dziwne i absurdalne. To samo zaskoczenie, że człowiek może działać dalej – trochę przez szybę, ale jednak działa. Podobne  zdziwienie, jak to wszystko sprawnie działa i to odkrycie jakby równoległego świata zorganizowanych instytucji i procedur, które pozwalają całkiem sprawnie przygotować całkiem duży event.

„Umarł mi …” to książka intymna, dziennik myśli, ale nie ma tam łez, to nie jest książka pisana na kolanach, czy też rozdygotanym długopisem. Iwasiow jest z tą śmiercią może nie pogodzona, ale jakoś tak oswojona. Dzięki temu pomaga też oswoić czytelnikom. Prowadzi nas krok po kroku przez cały proces na zmianę wywołując uśmiech i wzruszenie. Przechodzi z nami przez tą dziwaczną listę zadań do załatwienia: zamówić kwiaty, kupić ubranie, obdzwonić krewnych, zamówić księdza, wybrać trumnę, przyszykować rzeczy do trumny, mieć zapas chusteczek, załatwić transport, ogarnąć stypę itp

Nie wiem czy wiele osób sięgnie po „Umarł mi …”, bo właściwie nie wiem dla kogo jest ta książka. Nawet tak jakoś głupio polecić. Bo komu? Tym, którym jeszcze nikt nie umarł? Nie zrozumieją. Tym, którzy kogoś stracili? Raczej będą chcieli szybko zapomnieć. Niewielu wariatów zostaje zatem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *