Rzeczy, które zostaną

Przeczytana do połowy książka, niepiszący długopis, bałagan w torebce, zepsuty zegarek, skarpetki nie do pary… Przedmioty, porozrzucane w różnych miejscach domu. Drobiazgi, świadczące o rozpoczętych czynnościach, natręctwach, niechlujstwach. I jeszcze jakieś niedokończone rozmowy, odkładane na później spotkania, wspomnienia. Nasze życie codzienne. Rzeczy, których nie zdążymy uporządkować, a które staną się problemem do załatwienia. Rzeczy, które po nas zostaną…

Nie znikniemy bez śladu. A nawet jak znikniemy, to zostaną nasze rzeczy, zakurzone barykady.

Mistrz detalu. Kiedyś czytając „Miedziankę” Filipa Springera, zachwyciłam się tym jak można tak dużo napisać o nieistniejącym miejscu i  stworzyć wciągającą historię ze skrawków. Teraz Marcin Wicha zachwycił mnie tym jak można uszyć niezłą książkę z drobiazgów i na pozór bezwartościowych szpargałów. Zachwyciła mnie też prostota tej książki. Miałam wrażenie, że nie ma tu żadnych przypadkowych słów. Nie ma ozdobników, zbędnych metafor czy nic niewnoszących związków frazeologicznych. Wicha jak rasowy designer dobiera tylko najbardziej adekwatne słowa.

Powinien istnieć specjalny znak interpunkcyjny. Graficzny odpowiednik skurczu krtani. Przecinek się nie nadaje. Przecinek to klin na złapanie oddechu, a tu potrzebny jest typograficzny węzełek, wybój albo potknięcie.

„Rzeczy, których nie wyrzuciłem” to książka zdradliwa. Na pierwszy rzut oka zupełnie niepozorna. Momentami można nawet mieć wrażenie, że to lektura lekka i przyjemna. Autor przeglądając rzeczy po zmarłej matce zatrzymuje się przy niektórych z nich snując opowieści o znalezionych szpargałach. Rzeczy są dobrym i bezpiecznym pretekstem do opowiedzenia jakieś historii, do odgrzebania jakiegoś wspomnienia albo przybliżeniu absurdów PRLu. Rozdziały są krótkie, a opowieści niespecjalnie rozwlekłe. Opowiedziane w żołnierskich słowach. Być może po to żeby się za bardzo nie rozkleić, nadto nie wzruszyć.

Znamienne, że sporo z tych pozostawionych drobiazgów to książki, z którymi okazuje się jest spory problem. Wyrzucić szkoda, a do antykwariatu nawet za darmo niektórych książek nie chcą.

Biblioteki są zapisami naszych czytelniczych porażek. Jak mało w nich książek, które naprawdę nam się podobały. Jeszcze mniej takich, które podobają się nam przy kolejnej lekturze. Większość to pamiątki po ludziach, którymi chcieliśmy być. Których udawaliśmy. Których braliśmy za siebie.

To nie jest jednak książka o przedmiotach. To książka o relacjach z rodzicami, które zawsze są trudne. To książka o stracie, o żałobie, ale też o stosunkach polsko-żydowskich (o! jakie to teraz aktualne!). Im dalej w las tym bardziej rozjeżdża się dyscyplina słów. Coraz mniej o przedmiotach, coraz więcej pojawia się o relacjach, bezsilności i bezradności w obliczu mierzenia się z tym co ostateczne. Porządki nie dotyczą tylko bowiem przedmiotów, które zostały po rodzicach. To są generalne porządki na linii dziecko-rodzice i próba okiełznania emocji, z którymi musi uporać się każdy dorosły człowiek po stracie jednego z nich. Smutek, opuszczenie, niemoc, tęsknota, bezradność, złość, żal – wszystko się tam kotłuje.

Kiedy odchodzą rodzice na moment znowu stajemy się bezradnymi dziećmi. Trzeba na nowo dostosować się do świata, poruszać się po omacku, bez poduszki powietrznej, na którą zawsze można bezpiecznie upaść. Uczenie się nowego życia trwa. Jakiś etap życia definitywnie się zamyka. Zostają tylko niepozałatwiane sprawy i niewypowiedziane słowa, które gdzieś wiszą w powietrzu. Niespędzone jakieś wspólnie święta, niezłożone życzenia z okazji dnia matki lub ojca już zawsze będą się odbijać wyrzutami sumienia. Na koniec dnia zostaną tylko przedmioty, z którymi nie bardzo będziemy wiedzieć co zrobić, mając własne zagracone, dorosłe życia.

***

Długo zwlekałam z przeczytaniem tej  książki. Bałam się, że odżyją dawne traumy, które udało mi się prowizorycznie załatać. Odejście mojego ojca to temat, którego jeszcze nie przerobiłam. W przeciwieństwie do autora „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” ja nie zrobiłam tych porządków, nie zmierzyłam się z tą górą pozostałych po nim rzeczy. Mija kolejny rok, a ja nawet nie potrafię wykasować go ze swojego telefonu…

 

 

Marcin Wicha, Rzeczy, których nie wyrzuciłem

Wydawnictwo Karakter, 2017

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someonePrint this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *