Sendlerowa – coś się nie zgadza w tej legendzie

Kiedy Anna Bikont zaczyna dokumentację do swojej książki, którą potem zatytułuje „Sendlerowa. W ukryciu”, ma raczej sprecyzowane wyobrażenie na temat tego o czym będzie pisać. Przypadkiem zaczyna grzebać w biografii jednej z bohaterek – Ireny Sendlerowej i ze zdumieniem stwierdza, że niemal w każdej historii o tej sympatycznej staruszce bardzo wiele szczegółów się nie zgadza  …

Irena Sendlerowa do 2001 roku była osobą stosunkowo mało znaną. O tym, że w czasie wojny była działaczka Rady Pomocy Żydom Żegota i zajmowała się m.in. ratowaniem dzieci z warszawskiego getta opinia publiczna dowiaduje się na moment w 1965 roku, kiedy jako jedna z pierwszych osób otrzymuje medal Sprawiedliwej wśród Narodów Świata. Potem praktycznie o niej zapomniano. Wiedzieli nieliczni, a ona z powodu niesprzyjającego klimatu też specjalnie nie zabiegała o rozgłos.

 

Czy mogło trafić się coś lepszego do „sprzedania” opinii publicznej niż sympatyczna staruszka, która uratowała 2.5 tysiąca dzieci? Czy można było sobie zapewnić lepsze alibi w kontrze do opowiedzianej przez Grossa tragedii? 

Odpowiedni splot okoliczności. Aż tu w 2001 r. do Polski przyjeżdża grupa amerykańskich uczennic, które napisały sztukę o ratującej żydowskie dzieci Polce i z dnia na dzień Sendlerowa staje się narodową bohaterką, symbolem solidarności i odwagi. Nie mogło być lepszego momentu na to objawienie się legendy ratującej żydowskie dzieci. Niemal w tym samym czasie wychodzi głośna książka „Sąsiedzi” Jana Tomasza Grossa o tragedii Żydów w Jedwabnym. Polska jak nigdy potrzebuje bohatera, który przykryje antypolską narrację. Tak według Anny Bikont zaczął się rodzić mit szlachetnej Polki, która wbrew okolicznościom naraża się by ratować innych.

Czy mogło trafić się coś lepszego do „sprzedania” opinii publicznej niż sympatyczna staruszka, która uratowała 2.5 tysiąca dzieci? Czy można było sobie zapewnić lepsze alibi w kontrze do opowiedzianej przez Grossa tragedii? Sendlerowa miała zresztą tego świadomość i sama mawiała, że jest „narodowym alibi” dla Polaków.

Do powstania mitu dorzucają się niemal wszyscy. Amerykańskie uczennice, które w swojej sztuce mocno idealizują Sendlerową, ówcześni politycy i media, którzy uczepili się tej historii i przytaczają i przekręcają informacje o dzielnej Polce wszędzie, gdzie tylko się da. Szczególnie, kiedy na wizerunku szlachetnego narodu polskiego pojawia się jakaś rysa. Przede wszystkim jednak dokłada się do tego sama Sendlerowa, która mimo wielkiego poświecenia dla Żydów i wielu prawdziwie bohaterskich czynów, ciągle dodaje coś do swojej biografii, ubarwia ją i zmienia.

„Sendlerowa. W ukryciu” to biografia demitologizująca. Bikont w sposób niezwykle taktowny dokonuje operacji odbrązowienia. Bez osądzania, zbyt pochopnie wyciąganych wniosków. Widać, że pomimo tych nieścisłości ma szacunek do Sendlerowej i nie neguje jej bohaterstwa. Raczej stara się znaleźć przyczyny tego dziwnego zachowania. Może to trauma wojny, może kwestia wieku, może inna szlachetna motywacja. Tego się już nie dowiemy.

Dowiemy się jednak bardzo dużo na temat jej poglądów, charakteru i przyjaciół, z którymi ratowała żydowskie dzieci.

„Sendlerowa. W ukryciu” to biografia demitologizująca, ale Bikont w sposób niezwykle taktowny dokonuje operacji odbrązowienia. Bez osądzania, zbyt pochopnie wyciąganych wniosków.

Ateistka, socjalistka, pracoholiczka. Miła, uśmiechnięta staruszka. Tak kojarzy ją w większość z nas. A to była kobieta z charakterem! Stanowcza i nie znosząca sprzeciwu, niełatwa we współpracy.  Odważna, potrafi zachować zimną krew w sytuacjach niezwykle dramatycznych. Jest też osobą o wyrazistych poglądach lewicowych, niejako w kontrze do dobrego domu z tradycjami, z którego pochodzi. Po wojnie, po linii tych poglądów, z łatwością daje się uwieść nowemu ustrojowi i działa w nim niemal do samego końca, realizując to co umie najlepiej – organizuje pomoc dla dzieci.

W Boga nie wierzy. Żadnego. Kiedy pod koniec życia, ze względu na pogarszające się zdrowie, przebywa pod opieką ojców Bonifratrów, skarży się, że jest wbrew własnej woli wożona na nabożeństwa.

Do końca szczególnie wrażliwa na tematy wiązane z Żydami. Mocno przeżywa 1968 rok bojąc się o swoją rodzine. Ciagle słyszy w głowie drwiące słowa z czasów wojny „Żydzi się palą”. Do końca życia wyczulona na te kwestie uważa, że w Polsce antysemityzm jest bardzo mocny i że gdzieś tam ciągle się tli pod powierzchnią poprawności politycznej. Między innymi dlatego bardzo długo ukrywa żydowskie pochodzenie swoich dzieci (mąż Sendlerowej był Żydem).

Historie uratowanych. Sendlerową poznajemy przy okazji innych historii, które zbiera autorka, a które stanowią bardzo ważną cześć książki. To historie ocalonych dzieci, które udało się uratować, a które w jakiś sposób łączy postać Sendlerowej. Nie łatwo jest je znaleźć. Jeszcze trudniej wyciągnąć od nich wspomnienia. Trauma przeżyć, klimat powojenny, wiecznie towarzyszący im lęk powodują bowiem, że wielu z nich będzie całe życie ukrywać swoje prawdziwe pochodzenie. Dostając nowe, polskie personalia wielu z nich nigdy nie wróci do swoich korzeni. Bikont zbiera strzępki i szyje te historie ze skrawków. Te, które udaje się jej utkać są przejmujące i przerażające. Pozytywne jest tylko to, że wszystkie życiorysy, które opisuje Bikont kończą się dobrze. Dobrze w znaczeniu – te dzieci udaje się uratować. Dobrze nie znaczy jednak happy endu, wiele z nich bowiem przeszło kolejne piekło po drugiej stronie getta, a z lękami i traumą będą żyć do końca życia.

„Tak bardzo się cieszymy, że z jedenastu tysięcy ‚Sprawiedliwych’, aż cztery tysiące to Polacy. Czy to dużo, czy mało, jeśli przed wojną było 25 milionów Polaków? Nie mamy się czym chwalić, raczej winniśmy czuć zażenowanie. Jest i był antysemityzm. W czasie wojny byli tacy, którzy się cieszyli, że Hitler robi za nas brudną robotę” 

 

„Sendlerowa. W ukryciu.” Anny Bikont to demitologizacja podwójna. Poza wątkiem Sendlerowej, której biografię autorka próbuje wyczyścić z patetycznych naleciałości, jest też wątek stosunków polsko-żydowskich, które także potrzebują demitologizacji.

Bikont pokazuje różne postawy i różne historie. Pokazuje dwie strony medalu. Awers to ludzie, ktorzy stworzyli cała siatkę pomocy Żydom. Autorka stara się odtworzyć jak naprawdę wyglądało ratowanie ludzi z getta, na jaką skalę odbywało się to ratowanie, jaka za tym stała logistyka i masa ludzi połączonych pajęczyną wzajemnych powiązań. Rewers to Ci, którzy nierzadko te wysiłki udaremniała. Szantażyści, szmalcownicy, albo po prostu Ci, którym strach nie pozwolił zrobić absolutnie nic.

 

Sendlerowa. W ukryciu, Anna Bikont

Wydawnictwo Czarne, 2017

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *