Stulecie chirurgów

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Medycyna przez przypadek pojawiła się w moim życiu i pomimo początkowo niechęci z obu stron zagościła na dłużej stając się z czasem moją specjalizacją zawodową. Wchodząc głębiej w ten temat coraz bardziej zaczęły mnie fascynować szczegóły i zaplecze tego świata. 

„Stulecie chirurgów” Jurgena Thorwalda to opowieść o mrocznych i najbardziej przełomowych momentach, które się wydarzyły w chirurgii na przestrzeni stu lat. To także opowieść o ludziach, którzy narażając własne życie stali się odkrywcami innowacji, które dziś są podstawową procedurą medyczną, a wtedy w większości wydawały się szalonym eksperymentem medycznym.

Książka podzielona jest na 5 części, z której każda dotyczy jednego przełomu i ludzi, którzy do niego doprowadzili.

Dostać się do środka. Zaczyna się od mrocznych czasów, kiedy chirurdzy nie dokonywali operacji polegających na wycięciu czegokolwiek z wnętrza ciała. Tych kilku śmiałków, którzy odważyli się ratować ludzkie życie poprzez otwarcie brzucha i wycięcie chorej części narażali nie tylko życie swoich pacjentów, ale również swoje. Była to wtedy bowiem praktyka tak nie mieszcząca się w głowie zwykłych ludzi, że w przypadku niepowodzenia narażała jej protoplastów na podpalenie domu lub nawet powieszenie.

Bez znieczulenia. Chyba najbardziej fascynująca i zarazem przerażająca jest cześć opisująca narodziny podstaw anestezjologii. Były bowiem takie czasy, kiedy operowano na żywca. Bez znieczulenia. Podając trochę opium i odrobinę alkoholu, które miały teoretycznie w jakimś stopniu uśmierzać ból. A zatem zabiegi, od wyrywania zębów, poprzez amplutacje kończyn, mastektomie czy też operacje cesarskiego ciecia, odbywały się przy krzykach bólu rżniętych pacjentów, którzy nie mieli jednak innego wyjścia jak tej rzeźni się poddać. Dziś niewyobrażalne, wtedy normalna codzienna praktyka.

Na szczęście za sprawą jednego wrażliwego dentysty, zaczęto eksperymenty z gazami znieczulającymi. Swoją cegiełkę dołożył także pewien położnik, który chciał ulżyć rodzącym pacjentkom w bólach porodowych, czym podpadł Kościołowi, któremu nie mieściło się w głowie, żeby zmieniać zapisane w biblii przekleństwo „będziesz w bólu rodzić”.

Ostatecznie na szczęście dla nas, anestezjologia testowana przez samych jej protoplastów przeszła drogę od gazu rozweselającego poprzez chloroform i eter, osiągając zadowalający stan znieczulenia pozwalający pracować umęczonym chirurgom w spokoju bez nieustannego darcia japy operowanego pacjenta.

Brudne ręce. Jak już sobie poradzili ze znieczuleniem to zagwozdką pozostały zbyt duże liczby umierających po zabiegach pacjentów. Podobnie jak w przypadku znieczulenia do odkrycia podwalin antyseptyki przyczyniły się ciężarne kobiety, które przeżywszy poród umierały w szpitalach z powodu bliżej nie określonych przyczyn. Dopiero po wielu latach poszukiwań pewien ginekolog doszedł do wniosku że jednak badanie kobiet, zaraz po wyjściu z prosektorium bez uprzedniego mycia rąk, może powodować tą dziwną śmiertelność.

Odkażanie rąk i sprzętów musiało jednak przejść długą drogę i zmierzyć się z oporem zarówno konserwatywnych lekarzy jak i personelu medycznego, które niemal szczyciło się zabrudzonym, sztywnym od krwi i wydzielin fartuchem, który był symbolem ciężkiej pracy. Na czyste białe fartuchy i rękawiczki trzeba było jeszcze długo czekać.

Zszyć serce. Przełomem na którym kończy się stuletnia historia chirurgii jest pierwsza operacja na sercu, które przez lata było narządem nietykalnym. Wierzono, że samo dotknięcie serca ostrzem skalpela spowoduje jego zatrzymanie. Jednak kiedy nie ma się nic do stracenia i pacjent tak czy tak zejdzie z powodu wykrwawienia można zaryzykować walkę z zabobonami. To udało się pewnemu chirurgowi pod koniec 1897 roku i dało napęd do kolejnych przełomów związanych z rozwojem kardiologii – od leczenia chorej zastawki po przeszczepy serca.

„Stulecie chirurgów” to na pewno nie jest książka dla osób wrażliwych i mdlejących na widok krwi. Thorwald bez eufemizmów opisuje ze szczegółami zabiegi i operacje, z których wyrywanie zębów na żywca jest najbardziej lajtowe. Ubiera to wszystko jednak w historie ludzi i ich pacjentów, dzięki czemu czyta się to jak dobry, wciągający reportaż.

Jürgen Thorwald

Stulecie chirurgów
Wydawnictwo Znak

 

 

 

 

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *