Szanghaj nigdy nie zasypia

Szanghaj nie wyróżniał się dla mnie niczym specjalnym. Światowa metropolia, jakich wiele, która dodatkowo zlewała mi się w jednej azjatyckiej zupie z dzikim ryżem.

Być może, dlatego sięgnęłam po książkę Tash Aw „Pięć okien otwartych na Szanghaj”, która wpadła mi w ręce w ulubionej bibliotece . Przyznaję, niemały wpływ miała też informacja na okładce o  nominacji do nagrody Bookera 2006. No już tak mam, że lewym okiem wyhaczam nominowane do Bookera książki na półkach księgarń i bibliotek, a prawym skanuje okładkę i sprawdzam na ile może być to „książka mina”. Biblioteczne wybory są jednak łaskawe dla portfela, można popełniać gafy 🙂 Zabrałam zatem Szanghaj do domu. Z Bookerem, czy bez. Sprawdzamy!

Już na początku urzekł mnie cytat z Miłosza, wessały pierwsze strony i już wiedziałam, że azjatycki smok ma mnie garści.

Jeżeli da się żyć bez narzuconego oporu, jeżeli da się samemu stworzyć własny opór, to nieprawdą jest, że w człowieku nie ma nic.

Czesław Miłosz „Zniewolony umysł”

Tash Aw "Pięć okien z widokiem na Szanghaj" (Wydawnictwo MUZA 2014)

Tash Aw „Pięć okien z widokiem na Szanghaj” (Wydawnictwo MUZA 2014)

Szanghaj to największe miasto Chin (ponad 14 milionów mieszkańców) i to się w książce czuje. Miasto, choć na pierwszy rzut oka zwyczajne, jest egzotycznie niebezpieczne w każdym calu, a raczej w każdym krawężniku. Nie śpi, nie zapomina, nie wybacza, nie czeka. Jest bezlitosne, szybkie, ulotne, mało wrażliwe, tłoczne i duszne. Chiny rozwijają się w tempie zabójczym i zabójczo zabójcze tempo narzucają sobie mieszkańcy takich miast jak Szanghaj. Pędzą, dyszą, miotają się, gubią, chorują na depresje, cierpią na samotność, udają ludzi, którymi nie są. Bawią się tylko tam, gdzie jest modnie i wygodnie. Kto wysiada z rozpędzonego pociągu, nie ma jak do nie wsiąść z powrotem. Bohaterowie książki dobrani przekrojowo pokazują nam wszystkie kolory tego miasta. Od zwykłych ludzi, którzy nie mają za dużo, po takich, którzy wszystkiego mają pod dostatkiem. Najbardziej uderzają ci aspirujący, którzy dla kariery mogą zrobić dużo…dużo za dużo. Fajnie utkana intryga łączy naszych bohaterów i mknie z nimi przez szalone miasto. Jemy z nimi, podróżujemy, czatujemy, cofamy się do przeszłość, wdychamy smog i wyglądamy przez okno, a dokładnie przez pięć różnych okien. I jedno wrażenie mnie nie opuszcza. Pokolenie „Hello Kitty” dostaje zadyszki (choć to japoński produkt, w Chinach świetnie się sprzedaje). Dobrze i szybko się czyta „Pięć okien otwartych na Szanghaj”, a jeszcze lepiej zwiedza samo miasto. Polecam. Dwa cytaty na zachętę:

Chiny, pomyślała. W tym kraju nieprawdopodobne miało tendencje do stawania się rzeczywistością. Trzeba, więc uwierzyć w niewiarygodne.

Yinghui rozpoznaje w twarzy kobiety nerwowość, mieszankę podniecenia i niepokoju typową dla ludzi, którzy w Szanghaju są od niedawna i wciąż czegoś poszukują, choć nie potrafią powiedzieć, czego. Może chodzi o pieniądze,   może o status albo – uchowaj Boże – o miłość. W każdym razie Szanghaj im tego nie da. Spełnienie obietnic jest tu zawsze tuż poza zasięgiem ręki.

Tash Aw „Pięć okien z widokiem na Szanghaj”

Wydawnictwo MUZA 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *