Nie moja sztuka, nie moje kalosze

Zawsze tak się to kończy. Zawsze, kiedy chcę przeczytać coś ambitnego, coś, co podobno czyta cały świat. Czyta i się zachwyca. A ja nie.

Zacznijmy od początku. Jej „Białe zęby” dostały kilka nagród za debiut i doczekały się adaptacji na mini serial. Jej „O pięknie” zostało nominowane do nagrody Bookera w 2006. Żadna mi specjalnie nie podeszła, ale po „Londyn NW”, ostatnią książkę Zadie Smith, postanowiłam sprawdzić dogłębnie. Lubię Londyn – autorka jest z Londynu, lubię opowieści o miastach – a jej bliski jest realizm miejski, nie może się nie udać – pomyślałam. Będzie dobrze.

Zadie Smith "Londyn NW" (Znak, 2014)

Zadie Smith „Londyn NW” (Znak, 2014)

 

Nie było. Czytając, zgrzytałam ze złości zębami. Prawie każdy akapit mnie męczył. Forma dialogów i sposób prowadzenia narracji wydawał się na początku zabawny, a na pewno przewrotny, by po jakimś czasie stać się niezrozumiały. Trójka bohaterów: Leah – niedojrzała idealistka, Felix – niespełniony filmowiec, Keisha – ta, której się udało i Nathan, – ten, któremu nic się nie udało, opowiadają nam historie współczesnego Londynu. Fajni bohaterowie w londyńskim tyglu, świetnie naszkicowane różnice kulturowe, osobowościowe, finansowe. Mieli ten sam start w londyńskiej szkole, a tak różnie potoczyło się ich życie. To mogła być książka mojego życia, gdyby nie była tak szarpana, pełna niedokończonych myśli, różnorodnej narracji. Jak już mnie wątek wciągał, to odstraszała forma.

Słuchajcie, istnieje szansa, że ja do tej książki nie dojrzałam. No bardzo możliwe, że jej nie potrafię docenić. Kłopot polega jednak na tym, że muszę mieć frajdę z czytania. Książka nie musi być lekka, ale musi być zrozumiała. Ta nie była. Nie znoszę tego uczucia, kiedy czuję się zagubiona w sztuce, albo kiedy sztuka przez duże „S” stawia mi mur, którego nie umiem przeskoczyć. To takie uczucie (może je znacie), kiedy wychodzę z Muzeum Sztuki Współczesnej gdzieś w Polsce albo na świecie i ni w ząb nie rozumie, co pięknego jest w jednej kropce na białym płótnie albo w instalacji, w której kalosze stoją na środku sali. Patrzę i nie czuję…Tu też nie poczułam. Nie moja bajka, nie moja sztuka, nie moje kalosze.

Ps. Patrycja zapytała mnie, czy to świat się zaczytuje w Zadie Smith i jej „Londynie NW”, czy krytycy? Słuszne pytanie. Czy wy też macie wrażenie, jak te dwa punkty widzenia rozmijają się bezpowrotnie? Póki co pytanie pozostawiam otwarte i pewnie będzie jeszcze ono wracać na booklove 😎

Zadie Smith

„Londyn NW”(Znak, 2014)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *