Szyj i żyj

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Czy zastanawiałam się kiedyś co dokładnie oznacza napis na metce made in China? Kto za tym stoi? Jak taka produkcja ciuchów wygląda na miejscu? Co się z nią wiąże? Tak, zastanawiałam się. Co z tego wyniknęło? No właściwie niewiele dobrego.

Bangladesz to druga po Chinach, potęga światowego przemysłu odzieżowego. Tam produkuje się niebotyczne ilości ubrań dla wielkich koncernów i sieciówek. Szczególnie t-shirtów. Zresztą nie tylko sieciówki zaopatrują się w Bangladeszu. Szyją tam również ekskluzywne i drogie marki. Marej Rabij – dziennikarz „Newsweeka” pojechał do Dhaki – stolicy Bangladeszu- kilka miesięcy po katastrofie jednej z fabryk, żeby sprawdzić jak sytuacja szwaczek, pracujących za kilka złotych dziennie, ma się po głośnej na cały świat katastrofie. Efektem  tej podróży jest książką „Życie na miarę”.

Marek Rabij "Życie na miarę" (Wydawnictwo W.A.B, 2016)

Marek Rabij „Życie na miarę” (Wydawnictwo W.A.B, 2016)

Praca w takiej fabryce jest bardzo wyczerpująca, beznadziejnie opłacana i powiedzmy sobie szczerze niebezpieczna. Życie albo rękę możesz stracić w wyniku pożaru (prawie nikt nie przestrzega norm, nie dba o gaśnice i drogi ewakuacyjne), zawalenia budynku, starej maszyny, przepracowania, głodu, pragnienia, a może nawet z tak prozaicznego powodu,  że szlag Cię tam trafi. Koszmarne są w tej książce opisy rzeczywistości pracownic fabryk, nie mniej koszmarny jest obraz życia w przeludnionej, zanieczyszczonej, głośnej i ogarniętej chaosem stolicy Bangladeszu. To prawda wielkie koncerny chcą za produkcję płacić jak najmniej. Chcą optymalizować, zarabiać, ciąć gdzie się da, zamykać oczy na to, co daleko, nie zauważać ludzkiego cierpienia. Prawda. Ale przecież to nie oni siedzą za biurkami w Bangladeszu, nie oni krzyczą na pracowników, nie oni zabraniają iść do toalety, nie oni w czasie pożaru zamykają pracownikom drogę ucieczki, aby uratować towary z magazynów. Nie ma winnych po jednej stronie.  Supeł. Kanał. Idiotyzm. Okrucieństwo.

Po obejrzeniu kilki dokumentów (najlepszy to chyba „Sweatshop – Dead Cheap Fashion zrealizowany przez norweską telewizję) i przeczytaniu książki Marka Rabija „Życie na miarę”, jestem porządnie wkurzona. Nie chcę przyczyniać się do czyjegoś cierpienia. Nie chcę przykładać ręki do wyzyskiwania i wykorzystywania innych. Tylko, co ja, szara mycha mogę zrobić? Mogę powiedzieć sobie: od dziś nie kupuję w sieciówkach. Mogę zrobić bojkot i obrazić się na wszystkich, którzy szyją swoje bluzki w Bangladeszu. Mogę. Ale  mam jedno zasadnicze pytanie. Gdzie do diabła mam kupić ciuchy? Sieciówka zagraniczna nie, polska sieciówka, też już dawno nie, projektanci to opcja dla wybrańców z zasobnym portfelem, lumpeksy ok – tyle, że tam też są ubrania z sieciówek. Bazary, podróbki – to już opcja chińska i nie sądzę, żeby miała bardziej pozytywny finał, niż ten w Bangladeszu. Wiem, mogę sama szyć. To znaczy mogłabym, gdybym umiała.

Książka Marka Rabija „Życie na miarę” prowokuje do dyskusji i denerwuje brakiem rozwiązań. Oczywiście nie jest to wina Pana Marka ;), ale poważnie, wkurza mnie, że nie wiem, jak mam być dobrym człowiekiem, a przy tym wyglądać jak człowiek.

Jakieś pomysły?

Ocena Booklove: pretekst żeby zostać w łóżku (Wrrrr)

 

„Życie na miarę” Marek Rabij

Wydawnictwo W.A.B 2016

 

Udostępnij:Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *