• Powieść,  Półka z książkami

    Nieczuła polska kobieta

    Z czułością kończyłam „Nieczułość” Martyny Bundy. Z czułością potraktowały się też na końcu książki bohaterki – trzy siostry i ich matka, dla których życie pisało przedziwne scenariusze, a historia wplątywała je w swoją sieć bez pytania.

  • Na marginesie,  Półka z książkami

    Chce mi się wyć!

    Od tygodnia nie przeczytałam ani jednego zdania i przez następne kilka dni nie zanosi się na zmianę w tym temacie. Pomysł, żeby pogodzić macierzyństwo i pracę był szalony i chyba właśnie to szaleństwo osiąga punkt kulminacyjny. Wczoraj w totalnej frustracji byłam już bliska, aby pierwszej napotkanej osobie na ulicy zaproponować adopcje mojego dziecka. Czy świadczy o mnie bardzo źle fakt, że każdej napotkanej osobie z książką w ręku mam ochotę z zazdrości podgryźć tętnice?

  • Powieść,  Półka z książkami

    Jak Strout pozostawiła niedosyt

    Do kobiecych książek podchodzę zawsze krytycznie. Cienka jest granica między zaróżowioną, wypachnioną powieścią dla kobiet, a porządną literaturą kobiecą. Pierwsze omijam szerokim łukiem i jestem na nie wyczulona, jak diabli. Drugie uwielbiam, ale nie jest łatwo znaleźć książki, które będą opowiadać o kobietach w sposób dojrzały, mądry, emocjonalny, ale nie infantylny. Elisabeth Strout chodziła za mną od lat. Za „Olive Kitteridge” dostała Nagrodę Pulitzera i wiedziałam, że może śmiało dołączyć do mojej listy ulubionych: Munro, Ferrante, Lessing. Wreszcie autorka wydała coś nowego „Mam na imię Lucy” i już wiedziałam, że nie ma odwrotu. Jak tylko zobaczyłam ją w księgarni, uderzyła mnie jej chudość. Nie przepadam za grubaśnymi książkami, które wloką się niemiłosiernie, nie dając przestrzeni…