Zanim pojadę do Holandii przeczytam…

Jak nie masz czasu ani pieniędzy na podróże, seria Mundus Wydawnictwa UJ zabierze się w podróż. Moją zaplanowałam do Holandii.

Zacznijmy od tego, że autor, który jest Anglikiem, nigdy nie planował choćby wyprawy do Holandii, a co dopiero przeprowadzki do kraju tulipanów. Traf jednak chciał, że właśnie tam znalazł kobietę swojego życia i zamieszkał na stałe w Rotterdamie. Dzięki tej perspektywie – trochę obcego – jego książka jest ciekawa i pełna zaskakujących wniosków dotyczących życia w Holandii i mentalności samych Holendrów. Dla mnie totalne odkrycie kraju, który do tej pory znałam z serów, marihuany i wiatraków (niezły zestaw swoją drogą).

Holandia to kraj otwarty, z ciekawą historią. Holendrzy wszystko co mają, zawdzięczają sobie. Walczyli o każdy metr swojego kraju, wydzierając je morzu i osuszając na potęgę – stąd zresztą słynne wiatraki w krajobrazie.  Jeżeli myślicie, że wspomniane wiatraki, tulipany i chodaki to romantyczny widok, który upodobali sobie mieszkańcy, to nie znacie pragmatycznych i oszczędnych Holendrów. Wiatraki na przykład osuszały ziemie, a chodaki pozwalały brnąć w grząskim i mokrym terenie. Co zafascynowało mnie najbardziej i za co polubiłam Holendrów, to fakt, że ich mentalność i sposób budowania społeczeństwa sięga początków kraju. Mieszkańcy miejsca, który leży poniżej poziomu morza, nie mogli sobie pozwolić na ułańską fantazję w działaniu i brak współpracy między sobą. Żeby przeżyć musieli ze sobą rozmawiać, pomagać sobie i to poczucie wspólnoty widać w ich życiu do dnia dzisiejszego. Powojenny głód spowodował, że Holendrzy są oszczędni do bólu. Pracują jednak mniej od innych Europjeczyków, a są i zamożniejsi i bardziej wyluzowani. Ich historia imperialna jest impunująca biorąc pod uwagę niewielki rozmiar kraju. A historia II Wojny Światowej to dla Holendrów trauma głodu i zagłady ogromnej cześci społeczeństwa żydowskiego pochodzenia. Dla autora pretekstem do opowiadania bogatej historii Holandii, jej odkryć, zdobyczy i potęgi, stają się obrazy w Muzeum Narodowe Rijksmuseum. Z kolei do zobrazowania społecznych napięc, związanych z ruchami populistycznymi i falą imigrantów, służy uliczna pikieta, w której autor uczestniczy i wsłuchuje się uważnie w argumenty wszystkich stron.

Ben Coates „Skąd się biorą Holendrzy” (Wydawnictwo Uj, 2018)

Dla zainteresowanych wątek piłki nożnej w wykonaniu Holandii jest dość rozbudowany, ale moja ignorancja piłkarska nie pozwoliła mi się na nim specjalnie skupić. Przepraszam. Zainteresowanym sygnalizuję jednak, że jest on rozwinięty.

Książka niepozbawiona angielskiego humoru w sposób fantastyczny opowiada historię Holandii. Jadąc tam na wycieczkę warto przeczytać tę pozycję i przy okazji, świetnie się bawiąc, poznawać ważne dla tego kraju historyczne zawirowania.

 

Ben Coates „Skąd się biorą Holendrzy” (Wydawnictwo UJ, 2018)

Ben Coates „Skąd się biorą Holendrzy”

Przekład: Barbara Gutowska-Nowak 

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2018

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *