Polecamy,  Powieść,  Półka z książkami

Podsumowanie 2020 – bez nowości, za to ze wspaniałymi odkryciami

Tradycyjne podsumowanie najlepszych według mnie książek 2020 znajdziecie tutaj. Tym razem chciałabym wam jeszcze pokazać książki, które bardzo mi się podobały, a nie zostały wydane w minionym roku. Szkoda byłoby o nich nie wspominać w podsumowaniach, szczególnie, że niektóre z nich okazały się mikroodkryciami literackimi.

Dezső Kosztolányi „Ptaszyna” (WAB, 2011) i „Dom kłamczuchów” (PIW, 2019). Trzeba sprawę postawić jasno. Węgierski autor mnie po prostu uwiódł. Ma świetne pomysły i genialne pióro (uwaga to literatura sprzed II Wojny Światowej, a nadal aktualna i uniwersalna). Czytanie jego prozy jest jak jedzenie najlepszego deseru, który ma kilka smaków jednocześnie, a wszystko daje pyszną całość. Wszystko się zgadza, a czytanie staje się największą przyjemnością. „Ptaszyna” to doskonała powieść, która punktuje mieszczaństwo i obnaża relacje rodzinne, które dalekie są od dobrych, mimo, że takie uchodzą. „Dom kłamczuchów” to z kolei zbiór opowiadań, który zaskakuje trafnymi diagnozami, głębokim rysem psychologicznym bohaterów i wreszcie fabułą, którą udaje się autorowi zgrabnie i zaskakująco zamknąć w krótkiej formie. Proza autora jest jednocześnie lekka, pełna humoru i tak celna i dosadna, że w zasadzie nieprawdopodobne jest umieszczenie tych wszystkich elementów jednym utworze. A jednak. Już wypożyczyłam z biblioteki jego kolejną powieść – w zasadzie zbiór nowel – „Kornel Esti”. Zaczęłam czytać i znowu jestem w literackim raju.

Chimamanda Ngozi Adichie „Amerykaana” (ZYSK, 2014) i „Wszyscy powinniśmy być feministami” (ZYSK, 2017). Dzięki Oli z blogu Book z Tobą, która stworzyła świetną akcję na instagramie #bookiswiata (co miesiąc czytaliśmy książki z innego kraju lub regionu), zmobilizowałam się do nowych odkryć. I tak oto w miesiącu afrykańskim odkryłam Adichie. Fanstastyczną pisarkę i feministkę. Jej książki mogą być mini przewodnikami po feminizmie. Kobiety mają przechlapane na różnych kontynentach i różnych powodów. Adichie pokazuje, że nasze kłopoty są uniwersalne i nie zależą na ogół ani od koloru skóry ani od statusu. „Amerykaana” to przy okazji świetna, bogata i wciągająca powieść, która dodatkowo pokazuje różne odcienie rasizmu.

Yan Lianke „Czteroksiąg” (PIW, 2015 i ostatnie wznowienie jest z 2020). Mocna i wymagająca książka. Chiński autor rozprawia się w niej z reżimem, obozami pracy i tym, co jeszcze w Chinach znaczy istota ludzka. Pastwi się nad zesłanymi do obozów ludźmi i jednocześnie nad czytelnikami, dokładając coraz to nowych i wymyślnych zadań, które muszą zrealizować, żeby przeżyć. Absurdalna śruba dokręcana jest każdego dnia i każdy dzień do czytelniczy koszmarek. „Czteroksiąg” jest gęsty od nawiązań i symboli. To pewne, że nie byłam ich w stanie wszystkich dostrzec i zrozumieć. Jednak czytałam tę książkę jako przypowieść i przekładałam na całe długie i szerokie Chiny (ba może nawet i świat). Autor jest równie ceniony, co cenzurowany w swoim kraju, a to tylko pokazuje z jakim zaangażowaniem punktuje rzeczywistość i jak to denerwuje władze Chin. Długo nie zapomnę „Czteroksiągu”, który pozostawił we mnie niemalże fizyczny ślad. W tym roku mam zamiar przeczytać inne książki Yana Lianke. Autor naprawdę wart jest uwagi.

Osamu Dazai „Zmierzch” (Tajfuny, 2019). Z Chin przechodzimy płynnie do Japonii. Przejmująca, delikatna proza Dazaiego też nie daje o sobie zapomnieć. „Zmierzch” to opowieść o zmianie społecznej, o trudnej sytuacji arystokracji po wojnie i niemożności dostosowania się do nowych warunków. Melancholia przeplata się w tej książce z rozpaczą i niemocą. Dazai bardzo trafnie łapie te emocje i przelewa na papier. Piękno gdzieś delikatnie łączy się z bólem i cierpieniem. Osobista historia autora jest równie dramatyczna, i może właśnie dlatego tak wprawnie w tych emocjach się porusza. Zwróćcie uwagę na Osamu Dazai, ja na pewno będę nadrabiać jego książki regularnie. Tutaj pisałam o tej książce więcej.

Max Porter „Lanny” (ZYSK, 2019). Co to była za przygoda. Praszczur Łuskiewnik, który słyszy odgłosy miasta i chłopiec, który ma niesamowite połączenie ze światem. Książka nominowana do Bookera 2019. U nas było nie wyjątkowo cicho, a szkoda. „Lanny” bardzo wpasował się w moje pragnienia bycia bliżej natury i odzyskania łączności z naturą (umówmy się beton nie ma nic do zaoferowania). To książką o żywotności, o naturalnej obfitości życia i w sumie o jej istocie. Bardzo możliwe, że każdy z was znajdzie tam coś innego. Cokolwiek to jednak znajdziecie, wierzę, że będziecie zadowoleni z odkrycia.

.

Podsumowanie zmusiło mnie do przejrzenia wielu zdjęć w moim telefonie. I dziś widzę, jakie to było wspaniałe lato. Lato 2020. Mimo wszystko.

0 0 votes
Oceń książkę:
Powiadomienia
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x