Półka z książkami

Amerykański sen

Krótko o reportażach z serii amerykańskiej, które zasługują na chwilę uwagi i polecenie.

_____

Jessica Bruder „Nomadland. W drodze za pracą”

Tłumaczenie Martyna Tomczak

Wydawnictwo Czarne, 2020

Rzecz dotyczy starości, pieniędzy, godności i bezpieczeństwa – czyli wszystkiego, co ostatecznie nudnawe i mało sexy. Rzecz dotyczy ludzi, którzy są poza nawiasem społecznym – żyją na skraju bezdomności, uznając swój własny samochód za dom. Rzecz dotyczy w końcu Ameryki, która nie przestanie zaskakiwać zjawiskami, które są gotowymi scenariuszami na film. Niektórzy z bohaterów nazywają siebie nomadami, którzy w życiu, w drodze i w swoim własnym aucie, znajdują wolność, odrębność i brak narzuconych z góry reguł. Prawda jest jednak dużo bardziej złożona. Niektórzy z nich zamieszkali w samochodach, kiedy stracili majątek całego życia, kiedy odczuli kryzys ekonomiczny na własnej skórze, kiedy skończyły im się oszczędności. Trudno w takiej sytuacji mówić o wolnym wyborze i spełnieniu. Kiedy dołożymy do tego ich wiek, słabsze zdrowie, kłopoty np. z chodzeniem przy jednoczesnym jeżdżeniu po całym kraju w celu znalezienia pracy sezonowej, np. w magazynie Amazona (to chyba jeden z trudniejszych dla mnie rozdziałów), czy nieustannym nękaniu przez policję, to w moim odczuciu o komforcie życia i romantycznej wizji emerytury na kółkach jako przygody, mowy być nie może. 

Autorka przemierza z nomadami pół kraju, towarzyszy im w różnych sytuacjach życiowych, rozmawia, żyje wśród nich. Nie ocenia. Nie daje nam gotowej odpowiedzi, nie narzuca swojego zdania. Dzięki niej możemy być przez chwilę nomadami i sami doświadczyć, z czym to się je i na czym polega. Sami też możemy ocenić i wyciągnąć wnioski. Dla mnie to była fascynująca i dość przygnębiająca przejażdżka. Ucieczka ciasnym, choć własnym samochodem przed bezdomnością i biedą nie wydaje mi się komfortowym rozwiązaniem na emeryturę. Na pewno nie dla każdego. 

„Nomadland. W drodze za pracą” doczekał się ekranizacji i Oscara. Ja polecam wam w pierwszej kolejności książkę, bo ta, jak to zwykle bywa, jest bogatsza w fakty i bohaterów. Film mnie chyba jeszcze bardziej przygnębił niż książka.

„San Francisco. Dziki brzeg wolności”

Magda Działoszyńska – Kossow

Wydawnictwo Czarne, 2020

Druga książką, którą mogę wam polecić, to „San Francisco. Dziki brzeg wolności” polskiej autorki Magdy Działoszyńskiej – Kossow. Jeżeli lubicie czytać o historii miast, ale głównie przez pryzmat ludzi, którzy je tworzyli i zamieszkiwali, a jedocześnie nie wiecie za dużo o samym San Francisco, to jest to idealna dla was lektura. Każdy rozdział to inna, fascynująca i kolorowa historia San Francisco, która albo zabiera nas daleko w przeszłość albo przestawia obecną sytuację miasta i jego mieszkańców. Z opowieści Działoszńskiej – Kossow wyłania się obraz miejsca kultowego na amerykańskiej mapie (myślę, że też na mapie świata), które oddala się od swoich korzeni, dzięki, którym rozkwitało, rozwijało się, stało się centrum sztuki, dając nadzieję na równość i wolność każdego obywatela. Budowane w czasach gorączki złota, zamieszkane przez ludzie pochodzących z różnych stron świata, kosmopolitycznie, żywe i kolorowe, dające obywatelom wolność wyboru i swobodę, dziś przechodzi poważny kryzys. Bliska odległość Doliny Krzemowej wydaje się bardziej przekleństwem niż błogosławieństwiem dla San Francisco, w którym mieszkańcy zostają wypchnięci przez zamożniejszych i wymiatających w biznesie i nowych technologiach Amerykanów. Zadeptywane jest wszystko, co stare i narzucane nowe – lokale, budynki mieszkalne, pracownie i biura. Dziś bardzo trudno mieszka się w tym mieście i mało kogo na to stać w dłuższej perpektywie. Książka Działoszyńskiej – Kossow to niezwykła podróż do San Francisco, którego pomału już nie ma – przynajmniej w formie, jaką znamy.

0 0 votes
Oceń książkę:
Powiadomienia
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x