Polecamy,  Powieść

Atwood murem za kobietami

Margaret Atwood już po raz kolejny próbuje nam swoją prozą przekazać coś bardzo ważnego. Po „Opowieści Podręcznej”, która powstała trzydzieści lat temu, a która dzięki serialowi stała się ważną i popularną książką, przyszedł czas na „Testamenty” czyli ciąg dalszy Podręcznej. Autorka nie miała planu, żeby napisać kontynuację słynnej powieści, jednak sytuacja kobiet na świecie i niesprzyjające im rządy krajów demokratycznych sprawiły, że zdecydowała się na drugą część. I bardzo dobrze.

Margaret Atwood tworząc Gilead – państwo religijne, w którym kobieta ma rolę podrzędną i w którym mężczyzna decyduje o każdym jej kroku – stworzyła paskudnego potwora, którym można straszyć nastolatki i kobiety na całym świecie. Kiedy czytam „Testamenty” panuje pandemia koronawirusa i jestem zamknięta w domu – życie ludzi na całym świecie jest w niebezpieczeństwie albo ze względu na zdrowie albo ze względu na ekonomię, realną utratę pracy i środków do życia. Jakby mi ktoś powiedział pół roku temu, że tak będzie wyglądać nasz świat, nie uwierzyłabym. Nie ma jednak wyjścia, wirus pojawił się i rozwalił system. Czytając „Opowieść Podręcznej” miałam poczucie, że Atwood stworzyła niebezpieczny świat, ale że jest to jednak fikcja. Czytając „Testamenty” myślałam o tym, jak łatwo stracić wszystko to, co do tej pory dawał uprzywilejowana rzeczywistość – jak szybko stajemy się bezradni wobec siły, która jest silniejsza. Dla Podręcznej świat przed Gileadem też wyglądał normalnie – kobieta decydowała o sobie, zarabiała na swoje utrzymanie, mogła głosować i zabierać głos w sprawach ważnych dla ogółu. Z dnia na dzień sytuacja zmieniała się i nagle wszystkie jej prawa zniknęły. Rzeczywistą i niepodzielną władzę przejęli mężczyźni, którzy pod płaszczykiem wiary podporządkowali sobie kobiety całkowicie. 

Atwood w „Testamentach” narracje prowadzi poprzez trzy bohaterki – w różnym wieku, innym bagażem doświadczeń i historią. Dzięki nim poznajemy historię powstawania Gileadu, ale też obserwujemy jakie zasady panują w środku i jak jest poza granicami tego dziwnego tworu. Ta potrójna narracja dała autorce możliwość wprowadzenia dynamicznej akcji i wciągających wątków. Byłam zaskoczona jak mocno momentami pochłonęła mnie ta historia, mimo, że przecież Gilead nie stanowił dla mnie większej zagadki po „Opowieściach podręcznej”. Najmocniejszą postacią z fenomenalnie poprowadzoną historią jest Ciotka Lidia – uosobienie władzy, zła i spokoju. Jedyne do czego mogę się przyczepić to koniec – mało finezyjny i taki zbyt mocno przewidywalny.

„Testamenty” poza wciągającą historią, przytłaczającą wizją dyktatury nienawidzącej kobiet, jest też mocnym przekazem dla wszystkich nas. Sygnałem ostrzegawczym, który ma nam powiedzieć „uważaj, świat zawsze może zmienić swoją trajektorię i nie zawsze z korzyścią dla ciebie”. Pilnujmy swoich praw, nie odpuszczajmy na żadnym polu, nie bagatelizujmy delikatnych przesłanek, które będą nam mówić, że ktoś chce mieć nad nami kontrolę – nami, mniejszościami, osobami, które w jakiś sposób nie pasują lub są „niegodne”. Wyciągajmy wnioski z faktów historycznych i nie lekceważmy fikcji literackiej, która traktuje o nadrzędnych wartościach. Zresztą, Atwood i jej prozy zlekceważyć się nie da. Pisarka przejdzie do historii literatury jako autorka, które stworzyła świat pełen nienawiści do kobiet. Mam nadzieję, że pozostanie on na kartkach tylko jej książek. 

Publikuję ten post, kiedy po raz kolejny w Sejmie posłowie zajmują się ustawą całkowicie zakazującą aborcji w Polsce i mam jeszcze więcej złości niż kiedyś. Nie mogę nawet wyjść i zaprotestować. Gilead puka do naszych drzwi. Nie dajmy się. 

.

.

Margaret Atwood 

„Testamenty” 

Tłumaczenie: Paweł Lipszyc

Wydawnictwo Wielka Litera 

W czytaniu:

Powiadomienia
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x