Półka z książkami

Dekadencka hipsteriada czyli rok przed wielką wojną, do której nigdy miało nie dojść

Do wojny nigdy więcej nie dojdzie. To już pewne. Kraje Europy są ze sobą tak połączone gospodarczo, a cywilizacja rozwinęła się tak bardzo, że wojna po prostu nikomu się nie opłaca. Po przeanalizowaniu wielu faktów i przetaczając niepodważalne argumenty definitywnie stwierdzono, że o żadnej wojnie nie może być mowy, bo to po prostu było by bez sensu. Brzmi znajomo?

Z takim nastawieniem żyli mieszkańcy Europy, dokładnie 100 lat temu, rok przed wybuchem  wojny jakiej świat nawet sobie nie wyobrażał. (Co ciekawe przy tak optymistycznym podejściu do przyszłości i suwerenności krajów, dość osobliwe wydaje się funkcjonowanie w niemal wszystkich krajach… Ministerstwa Wojny.)

Ale wbrew pozorom książka „1913. Rok przed burzą” Floriana Illiesa prawie w ogóle nie dotyczy wojny, w końcu
wtedy na prawdę nikt w nią nie wierzył. Z resztą, kto miał wtedy głowę do myślenia o wojnach, skoro tyle się dzieje. Na niemym ekranie debiutuje Charlie Chaplin, Marcel Proust pisze pierwszą część „W poszukiwaniu straconego czasu”, komuś udaje się po raz pierwszy zsyntetyzować ecstasy, a do tego pojawiają się kultowe marki – w Nowym Jorku wychodzi pierwszy numer Vanity Fair, w Essen powstaje pierwszy sklep Aldi,  a w Mediolanie rodzi się wielka Prada.

booklove

Poza tym totalna hipsteriada na salonach – skandale, samobójstwa, trójkąty miłosne, zdrady, związki (a jakże) homoseksualne.  A jacy byli faceci? Cóż powiem szczerze dreszczy nie ma. Wątli, chorowici, bojący się kobiet, raczej niezaradni, trochę jakby metroseksualni –  przynajmniej wśród elit i awangardy artystycznej trudno znaleźć fajnego faceta.

Ponadto powszechna depresja i wypalenie życiowe (zwane wówczas neurastenią), nadużywanie wiec alkoholu, kuracje w spa (kurortach zdrowotnych). Brzmi znajomo? Coż 😉

Książkę otwiera piękna historia strzelaniny młodocianego Armstronga, który jeszcze nie wie że będzie wielkim jazzmanem, a który z nudów w zakładzie poprawczym zaczyna wygrywać pierwsze dźwięki na trąbce podarowanej przez zdesperowanego wychowawcę.

Dalej pomiędzy kartkami miga Stalin transwestyta – uciekający w popłochu z Wiednia i bezdomny w tym samym Wiedniu Hitler, początkujący malarz, na którego talencie jeszcze nikt się nie poznał.

Do tego dwie totalnie pokręcone historie miłosne (żeby ni powiedzieć żałosne). Kafki – mizogina nad mizoginami, który cały rok próbuje się oświadczyć swojej ukochanej przekonując ją że jest najgorszą na świecie ofermą, cały rok drży że ona jeszcze nie daj boże się zgodzi i wtedy będzie musiał zmierzyć się ze swoja największą fobią – czyli nagą kobietą. Czy też historia Kokoschki, który zakochany do obłędu w jednej wdowie – niezłej zdzirze notabene – cały rok próbuje namalować arcydzieło życia, bo tylko wtedy ona go poślubi. Arcydzieło powstaje, jednak wdowa odchodzi, wiec oszalały z miłości Kokoschka każe sobie zrobić lalę – 1:1 odwzorowanie pięknej wdówki. Co z nią robił niestety w książce nie napisano, bo to pewnie już był 1914 i nikt już tego nie śledził.

Gdzieś obok jeszcze cudna historia skradzionej Mona Lisy z Luwru, którą cały rok szuka cały świat. A pod koniec roku okazuje się, że ukradł ją pewien Włoch posługujący się pseudonimem „Leonardo” i przez rok trzymał w tapczanie, a potem oddał florenckiemu marszandowi, motywując kradzież miłością do Włoch skąd obraz pochodził i pozostać był powinien.

No, a wszystko w oparach psychoanalizy i wielkiej kłótni Freuda i Junga, którzy także owego roku muszę się spotkać na dorocznym zjeździe psychiatrów w Monachium. Spotkanie jest dla Freuda ogromnym stresem i kończy się wielkim kacem, po całonocnym knajpingu z Rillkem po barach Monachium.

Historii mnóstwo mniej lub bardziej zabawnych, po pewnym czasie nawet nużących (jak się nie zna bohaterów i kontekstu). Ale kilka naprawdę świetnych. „1913. Rok przed burzą” Floriana Illiesa to raczej kronika towarzyska, zbiór mikroblogów, niedokończonych historii ówczesnych celebrytów – artystów, pisarzy, polityków i ich żon, kochanek. Trochę taki w lepszym stylu Pudelek o życiu elit i awangardy gasnącej właśnie belle epoque.

Od literatury oczekuję zaskoczeń, wzruszeń i poruszeń. Nie zrażają mnie tematy trudne i zabawy formą literacką. Nudzą za to powtarzalne schematy, banały i romanse. Czytam głównie powieści i reportaże, przede wszystkim interesuje mnie literatura europejska, głównie polska i hiszpańska. Podczytuje czasem poezję.

Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia  
Powiadom o