Polecamy,  Półka z książkami,  Reportaż

Jak Kanada zafundowała piekło tysiącom rdzennych dzieci

Do tego reportażu podchodzę długo. Krążę wokół kilka miesięcy zanim odważę się przeczytać pierwsze zdanie. Wiem, że to będzie ten rodzaj książki, której mimo wszystko nie odłożę i którą będę czytać jednocześnie z zapartym tchem i bólem brzucha. Marta mnie delikatnie ostrzega. Nie słucham. Myśle „Ej, to Kanada, najlepszy kraj na świecie – nie mogło być aż tak źle”. A jednak.

Najlepszy kraj na świecie ma na sumieniu dzieci, którym bezpowrotnie przetrącono życie, rodziny, którym na zawsze rozerwano więzy i traumę z którą nadal mierzą się kolejne pokolenia. Ma tez krew na rękach, bo wiele osób tego społecznego eksperymentu nie przeżyło. Kiedy o bolesnej przeszłości ze szczegółami dowiedzą się zwykli Kanadyjczycy długo będą szukać odpowiednich słów i sposobów, aby opowiadać o tym co się stało. O tych, którym się udało będzie się mówić „ocaleńcy” – tak jak o ludziach którzy przeżyli Holokaust.

Zniszczono cały nasz naród. Nigdyśmy się nie podnieśli. W Europie ekscytujecie się modą na Kanadę, bo patrzycie na nią przez kolorowe skarpetki naszego nowoczesnego premiera. Ale prawda mniej się nadaje do lajkowania

fragment książki

Odważyła się o tym napisać Joanna Gierak-Onoszko, która spędziła 2 lata w Kanadzie i odkrywa w swoim reportażu mało znany obraz tego kraju. W debiutanckim reportażu „27 śmierci Toby’ego Obeda” bierze na warsztat zbrodniczą politykę Kanady prowadzoną w stosunku do przedstawicieli Pierwszych Narodów, której ofiarami były tysiące rdzennych dzieci.

Najlepszy kraj na świecie przez kilkadziesiąt lat prowadził okrutna politykę. Celem była asymilacja, a w efekcie doszło do eksterminacji rdzennej ludności. W ramach prawnie usankcjonowanego procederu zgotowano piekło tysiącom dzieci, które latami pod przykrywka obowiązku edukacji odbierano rodzicom i umieszczono w szkołach z internatem. Najmłodsze miały 2 lata. Szkoły opuszczały w wieku 15-16 lat. Wielu z nich nigdy nie widywało swoich rodzin. Mieszkali tak daleko, że podróż do domu była nieosiągalna.

Odebranie małych dzieci rodzicom i umieszczenie w przepełnionych salach internatów to był dopiero początek koszmaru. Kiedy zamykały się drzwi internatów, zabierano im wszystko co przypominało o domu, rozdzielano z rodzeństwem i kazano mówić w nieznanym im obcym języku (języku angielskim). Zamiast czułych ramion rodziców czekały na nie brutalne kary cielesne – regularne bicie, głodzenie, tortury jak np. krzesło elektryczne. Znęcanie psychiczne, a w bardzo wielu przypadkach wykorzystywanie seksualne to była codzienność maluchów, a potem nastolatków. Brutalność, brak miłości i empatii to był sposób, aby złamać dzieci i całkowicie je podporządkować systemowi. Pokrzywdzonych, jak się okaże po latach było 150 000, a szkół w których dochodziło do takich sytuacji 130 w całej Kanadzie.

Około 6 000 dzieci tego systemu nie przeżyło, dlatego o tych, którym udało się przetrwać będzie się mówić „Ocaleńcy”. Niektóre dzieci zmarły z powodu odniesionych ran, niektóre uciekły i zamarzły w drodze do domu, inne z powodu nie leczonych chorób. Dzieci w internatach nie szczepiono, a gruźlica była idealnym naturalnym środkiem zmniejszania rdzennej populacji. Pisałam już, że w 90 proc. były to szkoły katolickie?

Pokrzywdzonych, jak się okaże po latach było 150 000, a szkół w których dochodziło do takich sytuacji 130 w całej Kanadzie. 6 000 dzieci tego systemu nie przeżyło. O tych, którym udało się przetrwać będzie się mówić „Ocaleńcy”, tak samo jak o ludziach, którzy przeszli przez Holokaust.

Skutki tej polityki Kanadą odczuwa do dziś i trudno sobie wyobrazić, aby można było szybko się z tego koszmaru otrząsnąć. Zmarnowano życie przynajmniej 2 pokoleniom dzieci, a kolejne nadal odczuwa traumę swoich rodziców. Jak stracone jest to pokolenie mówią chociażby statystyki policyjne. Obecnie co 4 więzień i co 3 więźniarka to rdzenni mieszkańcy, a przedstawiciele Pierwszych Narodów stanowią zaledwie 4 proc populacji Kanady. Ponad połowa dzieci żyje na skraju nędzy, 6 razy częściej dochodzi wśród nich do samobójstw*. Nie muszę chyba wspominać, że rdzenne kobiety częściej padają ofiarami przemocy, gwałtów, a także morderstw.

Proceder trwał do połowy lat 90-tych, ostatnią szkołę z internatem zamknięto w 1996 roku. Do końca XX wieku Kanadyjczycy podejrzewali że coś jest nie tak, ale nie podejrzewali nawet ułamka z tego co działo się za murami katolickich internatów. Wszystko zmieniło się po 8 minutowym wywiadzie, jakiego udzielił w publicznej telewizji prominentny polityk rdzennego pochodzenia, w którym przyznał się, że jest wychowankiem szkoły z internatem i że był w niej krzywdzony. To był katalizator i zapalnik do ujawnienia się kolejnych ofiar i opowiedzeniu krzywd tysiąc dzieci.

Uniesienie ciężaru zeznań ocaleńców było niezwykle trudne. Jak bardzo okrutne były to historie może świadczyć sam fakt, że sędziowie którzy pracowali przy tej sprawie musieli sami korzystać z pomocy psychologicznej. Najsmutniejsze w tej historii jest jednak to, że nikt praktycznie nie poniósł kary za ten proceder, nikt nie został osądzony, ani skazany. Ponadto ani Kanada ani Kościół nie wzięły na siebie odpowiedzialności za lata krzywd dzieci. Watykan do tej pory tych dzieci nawet nie przeprosił.

Rząd zdecydował się na inne rozwiązanie – ugodę i wypłatę odszkodowań dla absolwentów szkół z internatem. Wysokość odszkodowania zależała od okrutności przeżyć. Jednak miliardowe odszkodowania jakie kanadyjski rząd wypłacił tysiącom poszkodowanym nie załatwia sprawy i nie zasypuje wyrwy z jaką dziś muszą mierzyć się ocaleńcy, ale też już dziś cały naród Kanady, który musi zmierzyć się z winą za lata przymykania oczu.

Problem szkół z internatem nie kończy się bowiem wraz z zamknięciem ostatniej szkoły. Pozostały całe pokolenia wychowanków, ich dzieci, a także bliscy dotknięci w jakiś sposób tą traumą. Nie sposób wszystkich objąć psychologiczną terapią, nie sposób „naprawić” im zmarnowanego życia, podreperować uszkodzonych w systemie emocji. Ze skutkami tego co się wydarzyło Kanada będzie się mierzyć bardzo długo.

*W recenzji korzystałam m.in z wywiadu przeprowadzonego przez Michała Okraszewskiego z autorką książki, który jest dostępny w formie podcastu na stronie www.działzagraniczny.pl

„27 śmierci Toby’ego Obeda” Joanny Gierak-Onoszko jest kolejnym świetnym reportażem na mojej liście w tym roku. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak się autorka podeszła do tematu i jak udało jej się opowiedzieć o wszystkich niuansach i zawiłościach tej sprawy indywidualnymi historiami ludzi. Trzeba też docenić z jaka wrażliwością i empatia tą historię opisała pod wzgledem językowym, precyzyjnie dobierając słowa i stawiając je bardzo ostrożnie, z przesadną mogłoby się wydawać polityczną poprawnością. Widać, że Onoszko polubiła swoich bohaterów i wykazała się ogromną empatia opisując ich indywidualne historie i nie przekraczając granic, których sami nie chcieli by przekroczyć. Ta sympatia udziela się czytelnikowi, ale ma to też konsekwencje. Nie wiem bowiem ile łez wylała reporterka słuchając tych historii, ale ja płakałam praktycznie co rozdział.

Reportaż Joanny Gierak-Onoszko nie jest moim pierwszym spotkaniem z Kanadą. Rok temu za sprawą Katarzyny Wężyk i jej książki „Kanada. Ulubiony kraj świata”, odbyło się moje pierwsze spotkanie. Te reportaż są zupełnie inne i nieporównywalne, ale ja cieszę się że czytałam oba, bo książka Wężyk dała mi dobry bacground do historii Gierak-Onoszko. Dzięki temu przynajmniej odrobinę łatwiej było mi zrozumieć i ułożyć sobie w głowie temat mając zarysowaną większą perspektywę tego kraju. Kolejność jednak ma znaczenie. Po książce „27 śmierci …” może być ciężko czytać reportaż Wężyk, który jest pisany z perspektywy białej dziennikarki, turystki, która próbuje zrozumieć fenomen najlepszego kraju świata i jego premiera. Po lekturze Onoszko bedzie to temat zbyt blachy i nieważny.

Od literatury oczekuję zaskoczeń, wzruszeń i poruszeń. Nie zrażają mnie tematy trudne i zabawy formą literacką. Nudzą za to powtarzalne schematy, banały i romanse. Czytam głównie powieści i reportaże, przede wszystkim interesuje mnie literatura europejska, głównie polska i hiszpańska. Podczytuje czasem poezję.

1
Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia  
Najnowsze Najstarsze Najlepiej oceniane
Powiadom o
Gandalf
Gość

„27 śmierci Toby’ego Obeda” to książka bardzo trudna w odbiorze, ale z pewnością warta uwagi. To jeden z tych reportaży, który porusza problem rzadko podejmowany szerzej, a sama książka powstała w bardzo przemyślany sposób i podczas lektury wymaga skupienia.