Polecamy,  Powieść,  Półka z książkami

Kobieta w kryzysie

Cieszę się, że kobiety o kobietach mogą pisać takie książki. Nie ma tu słodko pierdzących tematów, nie ma instagramowego obrazu macierzyństwa wpędzającego dziewczyny w kompleksy. Jest życie – trudne, pełne frustracji i niezrozumienia, momentami opisane bardzo dosadnie, często wulgarnie. To ważne książki dla kobiet, chociaż zdaje sobie sprawę, że dla niektórych mogą być za mocne (szczególnie Harwicz). Dla mnie to przede wszystkim opowieści o samotności i odrzuceniu, przez męża, otoczenie, przyjaciół. Kobieta wszak ma cierpieć w imię dobra ogólnego albo przynajmniej chlipać w kącie, tak, żeby nikt nie zauważył. Przy okazji ma być dzielna i sobie poradzić. W końcu jest matką i żoną. W obu książkach odnalazłam część siebie, obie uznaję za wspaniały hołd oddany kobietom i ich potrzebom. Obie czytałam z wypiekami na twarzy, ciesząc się jak dziecko, że jest to wreszcie autentyczny obraz nas samych, z krwi i kości ze wszystkimi zaletami i ogromem wad. 

_

Ariana Harwicz 

Zgiń, kochanie

Wydawnictwo Pauza 2020

Tłumaczenie:
Agata Ostrowska

Czytanie tej książki było bolesne. Rzadko zdarza się, żebym książkę odbierała aż tak fizycznie – ciałem. Rzadko się też zdarza, żeby bohaterka mnie tak męczyła i żebym jednocześnie za nią podążała i nie odrzuciła jej w połowie czytania. Działała na mnie jak magnes. Młoda kobieta gdzieś na odludziu, zamknięta z nowonarodzonym dzieckiem i mężem dostaje bzika. Ciężko powiedzieć, czy to depresja poporodowa, czy po prostu załamanie. Bohaterka walczy ze wszystkimi demonami swojego świata, z którymi kobieta po porodzie czasem musi się zmierzyć. Walczy z nimi wszystkimi na raz, co daje poczucie, że to w zasadzie niemożliwe, żeby jedna osoba mogła tyle przeżywać. Samotność, niezrealizowane potrzeby seksualne, poczucie obcości i utraty własnego życia – wszystko podlane ciężki, wulgarnym sosem. Ta bezpośredniość i brak owijania w bawełnę może gorszyć i bulwersować, jest jednak literackim odbiciem wewnętrznych demonów, które kobieta spotyka na swojej drodze. 

_

Elena Ferrante

„Czas porzucenia”

Wydawnictwo Sonia Draga 2020

Tłumaczenie:
Lucyna Rodziewicz-Doktór

Czytam Ferrante od dawna i jestem jej ogromną fanką. Jak nikt potrafi zajrzeć w kobiecą duszę i wiercić tam małym wiertełkiem robiąc hałas trzęsienia ziemi. Tym razem włoska autorka skupiła się kobiecie porzuconej, zostawionej z dnia na dzień przez męża z dziećmi, bez środków do życia. Olga z prędkością światła popada w totalną rozpacz. Całe swoje życie i karierę podporządkowała rodzinie, która z dnia na dzień przestaje istnieć. Świat traci kontury i kolory, a jej samej wydaje się, że traci rozum. Podążamy za bohaterką po jej włoskim mieszkaniu, depczemy po piętach jej obłędowi i zastanawiamy się, kiedy spadnie w przepaść. Kiedy jedna kryzysowa sytuacja staje się przeszłością, pojawia się następna. Boimy się o dzieci i psa, widząc jak Olga traci kontrolę nad życiem. Przeklinamy i złościmy się z nią. Obserwujemy jej wielką przemianę. „Czas porzucenia” to studium rozpaczy. Ferrante rozkłada na czynniki pierwsze upadek swojej bohaterki i pozwala się jej podnieść, samej przy tym omijając zgrabnie mielizny literackie. Ferrante trzyma swój poziom i jak nikt inny trzyma kobiecą stronę mocno i nieprzejednanie. 

Powiadomienia
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x