Powieść,  Półka z książkami

Niebezpiecznie zmysłowe tango

Pasja, miłość, pożądanie, odwaga i taniec. Czy to wszystko może znaleźć się w jednej książce? Czy to możliwe, że po jej przeczytaniu, mogę myśleć tylko o tym, żeby zatańczyć tango? Jeżeli napisał to Arturo Pérez-Reverte, to tak.

Dawno nie przeczytałam tak zmysłowej i elektryzującej książki (fanki „Pięćdziesięciu twarzy Greya” pewnie miałyby inne zdanie na ten temat). Arturo Pérez-Reverte pisze soczyście. Jego język mogę porównać do dojrzałej pomarańczy, która daje słodki sok, bez pestek, bez goryczy, bez kwaskowatości. Idealnie pomarańczowy,  z wyczuwalną nutą słońca i śmiechu. Wiem, jak to brzmi, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tylko południowcy mogą w ten sposób pisać o kobietach i dla kobiet. Dialogi są zwięzłe, wręcz oszczędne, trafiające w punkt. Opisy są mięsiste i to one dają najwięcej przyjemności czytelnikowi. „Mężczyzna, który tańczył tango” to hiszpańska pomarańcza w najlepszym wydaniu.

„Rozpoznaje nieuchronny posmak melancholii. Nagle pojawia się natłok wspomnień: krótkie słowa niby jęki prześlizgujące się po naszej skórze, rysunek smukłych, delikatnych linii odbitych w lustrze zwielokratniającym szarość na dworze, ołowiane światło wpadające przez okno, które jak obraz z początku wieku ujmowało w ramy mokre palmy, morze i deszcz”.

 Arturo Pérez-Reverte "Mężczyzna, który tańczył tango"

Nie wiem, jak autor to robi, ale książka aż kipi od namiętności i pożądania. Niedopowiedzenia królują na parkiecie, zmysłowe tango wydaje się momentami czynnością, do której kobieta i mężczyzna zostali stworzeni, jakby to ono stanowiło o ich relacji.  Wszystko dookoła nich wiruje, wrze, żyje swoim życiem. Nigdy nie wiemy, do którego momentu opowieści w danej chwili doprowadzi nas autor. Płyniemy z pięknymi opisami i czekamy na zaskoczenie. Historia poprowadzona jest w trzech przestrzeniach czasowych, co dodaje historii jeszcze więcej smaczku i tajemnicy.

„Kobieta nigdy nie jest tylko kobietą, kochany Maksie. Jest też, a raczej przede wszystkim, mężczyznami, których miała, ma, mogłaby mieć. Żadnej nie da się zrozumieć bez nich… A ten, kto poznaje ich wykaz, dostaje klucz do sejfu. Wytrych do jej tajemnic.”

Maks, nasz główny bohater, to fordanser na transatlantykach, w podejrzanych spelunach i eleganckich hotelach. To mężczyzna, który poprzez taniec i dzięki wrodzonemu sprytowi, wychodzi z nędzy i zarabia godziwe dla siebie pieniądze. Można go z cała odpowiedzialnością nazwać bawidamkiem. Jest wszędzie tam, gdzie są obrzydliwe bogate, znudzone życiem i swoimi mężami kobiety. Maks sypia z nimi, w nocy okrada, a przy śniadaniu obsypuje komplementami. Bawi się wszystkim i wszystkimi. Ma przy tym dość miłe usposobienie i styl gentlemana, (bo chyba do końca nim nie jest).  Maks spotyka na swojej drodze kobietę, która odmienia jego życie. Będzie z nią tańczył, będzie musiał patrzeć, jak ona tańczy z innymi, będzie chciał dla niej zrobić wszystko. Na parkiecie i poza nim. Wszystko oprócz tego, co najważniejsze w miłości. Czy uda mu się w porę zrozumieć, że może dać z siebie więcej, że nie musi być żigolakiem, że może przestać tańczyć tango? Musicie z nim zatańczyć, żeby się o tym przekonać… Uwaga, nie będziecie chcieli szybko schodzić z parkietu.

Arturo PérezReverte  „Mężczyzna, który tańczył tango”(wydawnictwo Znak, 2013)

Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia  
Powiadom o