Półka z książkami

Nowe rewiry czytelnicze

Wybrałam się w podróż do Czech i na Węgry. Chciałam przeczytać coś z naszego bliskiego sąsiedztwa i znalazłam dwie książki wydawnictwa Książkowe Klimaty. Byłam ich bardzo ciekawa. Kiedyś czytałam trochę czeskiej literatury, a na studiach zaczytywałam się w Kunderze. Teraz chciałabym włączyć tę literaturę już na stałe do mojego czytelniczego repertuaru. 

Muszę przyznać, że obie książki okazały się świetne – choć to dwie kompletnie różne pozycje. Zachwyciły mnie jednak swoim podejściem do historii (tak trudnej w naszym regionie i tym bardziej trudnej do potraktowania jej z przymrużeniem oka) i do człowieka współczesnego. Zarówno rozliczenie z przeszłością jak i próba zwrócenia uwagi na to, co nęka nas dziś, wyszły autorom naprawdę nieźle. 

„Mój czołg” Viktor Horváth tłum. Anna Butrym (Książkowe Klimaty, 2018)

Jak napisać książkę o trudnej historii bez zadęcia i patosu? Jak stworzyć zręczną satyrę czasów szarych i przygnębiających? Jak elegancko obśmiać system, który sam w sobie był parodią? Viktor Horváth – węgierski autor – znalazł na to sposób. Praską wiosnę pokazał oczami niegramotnego, dziecinnego i ślepo zapatrzonego w propagandę komunistyczną młodego porucznika, który posiada niezwykły dar do pakowania się kłopoty i niezręczne sytuacje. W ten sposób wraz z porucznikiem ciapą trafiamy w sam środek rozmów komunistycznych przywódców, którzy planują inwazję wojsk Układu Warszawskiego, podsłuchujemy narady i jedziemy wraz z wojskiem na misję. Naiwne widzenie wydarzeń przez porucznika, prowadzi nas w sam środek absurdu, który bawi. Autor prowadzi grę z czytelnikiem i puszcza co i rusz w jego stronę oko, kreśląc jednocześnie bardzo zgrabną metaforę. Dziecinność i naiwność bohatera dość klarownie spotyka się z odrealnieniem i sztucznością systemu wymyślonego po to, żeby całe społeczeństwa traktować jak dzieci i nie pozwalać im podejmować samodzielnych decyzji.

„Mój czołg” Viktor Horváth (Książkowe Klimaty, 2018)

„Zaklinacz deszczu” Jiří Hájíček Tłumaczenie: Dorota Dobrew (Książkowe Klimaty, 2018)

Czeska literatura współczesna wydaje się być bardzo pociągająca. Prostota i pozorna zwykłość zbliża czytelnika do bohaterów i oddziaływuje dość mocno na jego emocje. Przynajmniej na mnie tak zadziałała. Zbynek – bohater „Zaklinacza deszczu” już bardziej zwykły nie mógłby być. Jest w średnim wieku, ma atrakcyjną żonę, ładne mieszkanie i stabilną pracę w nieruchomościach. Codziennie do kolacji pije dobre wino i przegląda się w oczach swojej pięknej żony. Wszystko na pozór do siebie pasuje. Zbynej jednak nie śpi i cierpi. Brakuje mu czegoś, czego sam nie może uchwycić. Marzy też o wyprawie na Spitsbergen. Pewnego dnia postanawia pomóc swojej byłej dziewczynie w sprawach jej domu. Wraca do rodzinnych stron i tam zaczyna czuć trochę więcej. W tym połączeniu elementów kryminału i powieście – nawet filozoficznej – ukazuje się ogromną tęsknota za powrotem do korzeni i naturą. Zbynek uosabia być może tych wszystkich, którzy czują się w mieście, choć sami tego nie wiedzą, obco, oderwani od swoich rodzin i historii. Nie potrafią jednak zrezygnować z wygód i cywilizacyjnych udogodnień. Cierpią i coraz bardziej zapadają się w sobie. „Zaklinacz deszczu” to piękna historia człowieka, który dzień w dzień, wykonując te same obowiązki, poddany tej samej rutynie, coraz mocniej traci siebie.

„Zaklinacz deszczu” Jiří Hájíček (Książkowe Klimaty, 2018)

Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia  
Powiadom o