Powieść,  Półka z książkami

Pokora

Na książki Szczepana Twardocha czekam prawie tak, jak czekałam na kolejne dzienniki Jerzego Pilcha, czyli z utęsknieniem. Wiem bowiem, że zawsze będzie to uczta, wybór zawsze trafny, nigdy strata czasu. W natłoku nowości i wątpliwej wartości bestselerów, to szczególnie ważna cecha książki. Jesienią ubiegłego roku doczekałam się nie tylko kolejnej powieści, ale też ekranizacji rewelacyjnego Króla. Czy mi się podobało?

O twojej twarzy myślę, gdy na czarnym niebie, jeszcze nisko nad horyzontem, rozbłyskuje pierwsza biała gwiazda

„Pokora” – najnowsza książka Szczepana Twardocha przenosi nas znowu do czasów „wojny i naporu”. Tym razem akcja rozgrywa się w burzliwych początkach XX wieku i podobnie jak w Drachu częściowo na Śląsku. To czasy rewolucji i rodzenia się w bólach nowego porządku po Great War. Dla powojennej Europy, z nowymi państwami takimi jak Polska, także czas definiowania na nowo swojej tożsamości i przynależności.

Belle Epoqe kończy się bezpowrotnie, a stare autorytety tracą na znaczeniu. Na gruzach historii rodzą się nowe idee. Główny bohater powieści Alojs Pokora pochodzi z biednej, górniczej i wielodzietnej rodziny i jako jedyny dostaje możliwość uzyskania wykształcenia. Poznajemy go, kiedy wraca z wojny. Poobijany, bez środków do życia i perspektyw na przyszłość próbuje odnaleźć się w powojennym Berlinie – epicentrum rewolucji. Wojenne stopnie i odznaczenia stają się bezwartościowe, a zasługi dla cesarza wręcz niebezpieczne. Pokora będzie próbował się w tym świecie odnaleźć i na nowo zdefiniować. Miotając się między socjalizmem, a nacjonalizmem, między polskością, a śląskością, a także między własnymi pragnieniami zwykłego, skromnego życia, a wielką i niespełniona namiętnością będzie wpadać w coraz większe tarapaty. Ostatecznie nie znajdzie dla siebie żadnej przystani, pozostając zawsze gdzieś pomiędzy.

Alois to bohater, którego raczej nie polubimy. Nie będą nam się podobać jego wybory, nie będziemy zadowoleni z jego postawy. To jednak nie powinno być zaskoczeniem, bo Twardoch nigdy takich bohaterów nam nie proponuje. Zawsze są to postaci moralnie dwuznaczne, kontrowersyjne, raczej antybohaterowie, z którymi nie będzie nam nigdy po drodze.

Jak mówi sam autor tej książce najbliżej jest do „Morfiny”, ale też cześciowo do „Dracha” ze względu na wątek śląski. Faktycznie Alojs Pokora mógłby być dziadkiem Konstantego Wichlelma z „Morfiny” – podobne cechy charakteru obu postaci, a szczególnie towarzyszący im życiowy niefart. Jak dla mnie jednak Alojs jest postacią najmniej wyrazistą i najbardziej przewidywalną. W galerii bohaterów Twardocha dla mnie chyba tez najmniej ciekawą.

Podobne odczucia mam też w ostatecznej ocenie powieści. „Pokora” jest książka niewątpliwie ważną i ciekawą w warstwie historyczno-literackiej treści, mnie jednak nie porwała tak jak Morfina czy Król.

Przewidywalność – to chyba to co przeszkadzało mi najbardziej. Poza mało wyrazistym bohaterem dostajemy bowiem wiele motywów, które spotkaliśmy już wcześniej. Począwszy od tematu przynależności narodowej, po kreacje kobiece. Agnes – niespełniona miłość Pokory, łudząco przypomina Annę z Króla czy Dzidzię z Morfiny. Panienki z dobrych domów, femme fatale, nad którymi bohaterowie nie mogą zapanować, a przez które ostatecznie źle kończą. Podobnie jest również z pozytywnymi bohaterkami- matkami Polkami – Emilia, Emma czy Helena skonstruowane są niczym kalki. Rozumiem, że lubimy to co znamy, ale w kolejnej powieści chciałabym chyba więcej zaskoczeń.

To, co zawsze podobało mi się u Twardocha to bezkompromisowość jeśli chodzi o formę. Brawurowy język, szaleńcza, wymagająca narracja i zabawa słownem to był znak rozpoznawczy. Tym razem  miałam wrażenie ze autor poszedł trochę na kompromis znacznie upraszając te zabiegi. Chcąc trafić do szerszego grona odbiorców? Nie wiem. Przecież „Morfiną” rzucałam o ścianę tak mnie potrafiła wkurzyć, czytając Króla „zamykałam oczy” przy brutalnych opisach. a przy „Królestwie” ryczałam jak bóbr. Przy „Pokorze” nie czułam już tego napięcia, tych emocji, brakowało mi też tych intelektualnych wygibasów, do których zmuszały poprzednie książki.

Możliwe, że te odczucia lekkiego rozczarowania powieścią spotęgował fakt, że w tym samym czasie oglądałam serial „Król”, na podstawie powieści (o którym przeczytacie tu). Postać Jakuba Szapiro mogła bowiem zdominować mi percepcję Alojsa, który automatycznie był niepotrzebnie może porównywany z żydowskim bokserem.

No cóż nadal czekam na kolejną powieść licząc na więcej emocji i zaskoczeń, a w miedzy czasie nadrabiam jeszcze lekturę „Dracha”.

O innych książkach Szczepana Twardocha przeczytacie także tutaj:

0 0 votes
Oceń książkę:

Od literatury oczekuję zaskoczeń, wzruszeń i poruszeń. Nie zrażają mnie tematy trudne i zabawy formą literacką. Nudzą za to powtarzalne schematy, banały i romanse. Czytam głównie powieści i reportaże, przede wszystkim interesuje mnie literatura europejska, głównie polska i hiszpańska. Podczytuje czasem poezję.

Powiadomienia
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x