• Polecamy

    Co czytamy w lutym?

    Jaki jest luty każdy widzi. Do wiosny jeszcze daleko, smog szaleje w miastach, zamykając nas co rusz w domach, a słońce…potrzebne od zaraz. Dobrze, że są książki, które łagodzą objawy zimowej chandry i dostarczają endorfin. W lutym będziemy sięgać po:

  • Półka z książkami

    Tylko młodość trwa długo!

    Nie wiem co on ma w sobie, ale go uwielbiam. Z tymi jego dziwactwami, z tym cynizmem i paskudnym, narcystycznym charakterem. A już najbardziej lubię go za tą wiszącą w powietrzu melancholię. Co prawda z wiekiem robi się coraz bardziej zrzędliwy, ale nadal przyciąga –  językiem ciętym jak brzytwa i sarkazmem gorzkim jak cholera. Przed Państwem Jerzy Pilch! Jeśli macie ochotę na rozmowę o wódce, miłości, o relacjach z rodzicami, o Bogu, generalnie na rozmowę o życiu, to wywiad rzeka Eweliny Pietrowiak „Zawsze nie ma nigdy” zaspokoi te potrzeby. Co prawda po przeczytaniu Dzienników ma się wrażenie, że po raz kolejny słuchamy tej samej historii, to jednak tym razem opowiedziane…

  • Półka z książkami

    Co czytamy w marcu?

    Patrycja czyta dwie nowości: „Zawsze nie ma nigdy” Jerzego Pilcha, „Górę Tajget” Anny Dziewit-Meller i jedną biografię, czyli „Życie” Keitha Richardsa. Marta czyta Ferrante, Fabera i Nesbo. Mieszanka wybuchowa, czyli w marcu jak w garncu;)   „Zawsze nie ma nigdy” Jerzy Pilch, Wydawnictwo Literackie Nie można przejść obojętnie koło takiej rozmowy! Szczególnie jeśli tak jak ja uwielbia się Pilcha. Tymbardziej kiedy rozmawia z nim kobieta – kiedyś partnerka, dzis przyjaciółka, protoplasta kobiety z „Pod Mocnym Aniołem”. I tych wiec odpowiedzi i tych pytań ogromnie jestem ciekawa.           „Góra Tajget” Anna Dziewit-Meller, Wydawnictwo Wielka Litera To będzie trudna książka zdaje mi się. Wojna, chore psychicznie dzieci, eksperymenty medyczne i…

  • Półka z książkami

    Nie oczekuję niczego

    Rok, który właśnie tak hucznie pożegnaliśmy nie należał do moich ulubionych. Pomimo początkowo pozytywnych recenzji, w miarę rozwoju wydarzeń robiło się coraz mniej przyjemnie, a bohaterowie zbyt często i gęsto doświadczali kaprysów i destrukcyjnych zachowań tego małego drania. Przez jego dyktatorskie zapędy stos nieprzeczytanych książek przy moim łóżku rósł, zamiast się zmniejszać, a noworoczne postanowienia – żeby czytać więcej niż w ubiegłym i nie kupować nowych książek, dopóki stosik nieprzeczytanych z lekka nie zmaleje – szybko przestały się dotrzymywać. Na szczęście w serii nieprzyjemnych zdarzeń momenty były! A chwile przyjemności zdarzyły się także za sprawą kilku książek, które wbrew rozsadkowi wpadły mi w ręce, a potem wyminawszy niegrzecznie stojący stosik ‚książek…

  • Półka z książkami

    Jak dojrzewałam do Pilcha

    Do Pilcha dojrzewałam w bólach. To było trochę tak jak z jedzeniem oliwek, albo sera pleśniowego – najpierw się krzywisz, plujesz tym świństwem, a potem coś ci klika, pierwszy szok mija i zaczynasz rozsmakowywać się w tych dziwacznych rarytasach. Pamiętam jak jeszcze na studiach wszyscy przeżywali ‚Pod Mocnym Aniołem’. Wiadomo, piło się wtedy jakoś tak bardziej romantycznie i ostatecznie, wiec klimat krakowskiej żulerki bardzo dobrze wpasował się w intelektualne potrzeby  studentów polonistyki. Mnie jednak Pilch jakoś wtedy nie ruszył. I nie wiem co się stało, że akurat teraz. Starość chyba, no bo co innego?  I nagle od zeszłego roku trach! No zakochałam się w tym starym zrzędzie!;) Zaczęłam wiec czytać kompulsywnie……