• Polecamy,  Powieść

    Atwood murem za kobietami

    Margaret Atwood już po raz kolejny próbuje nam swoją prozą przekazać coś bardzo ważnego. Po „Opowieści Podręcznej”, która powstała trzydzieści lat temu, a która dzięki serialowi stała się ważną i popularną książką, przyszedł czas na „Testamenty” czyli ciąg dalszy Podręcznej. Autorka nie miała planu, żeby napisać kontynuację słynnej powieści, jednak sytuacja kobiet na świecie i niesprzyjające im rządy krajów demokratycznych sprawiły, że zdecydowała się na drugą część. I bardzo dobrze. Margaret Atwood tworząc Gilead – państwo religijne, w którym kobieta ma rolę podrzędną i w którym mężczyzna decyduje o każdym jej kroku – stworzyła paskudnego potwora, którym można straszyć nastolatki i kobiety na całym świecie. Kiedy czytam „Testamenty” panuje pandemia…

  • Polecamy,  Powieść,  Półka z książkami

    Kobieta w kryzysie

    Cieszę się, że kobiety o kobietach mogą pisać takie książki. Nie ma tu słodko pierdzących tematów, nie ma instagramowego obrazu macierzyństwa wpędzającego dziewczyny w kompleksy. Jest życie – trudne, pełne frustracji i niezrozumienia, momentami opisane bardzo dosadnie, często wulgarnie. To ważne książki dla kobiet, chociaż zdaje sobie sprawę, że dla niektórych mogą być za mocne (szczególnie Harwicz). Dla mnie to przede wszystkim opowieści o samotności i odrzuceniu, przez męża, otoczenie, przyjaciół. Kobieta wszak ma cierpieć w imię dobra ogólnego albo przynajmniej chlipać w kącie, tak, żeby nikt nie zauważył. Przy okazji ma być dzielna i sobie poradzić. W końcu jest matką i żoną. W obu książkach odnalazłam część siebie, obie…

  • Powieść,  Półka z książkami

    Nieczuła polska kobieta

    Z czułością kończyłam “Nieczułość” Martyny Bundy. Z czułością potraktowały się też na końcu książki bohaterki – trzy siostry i ich matka, dla których życie pisało przedziwne scenariusze, a historia wplątywała je w swoją sieć bez pytania.

  • Na marginesie,  Półka z książkami

    Chce mi się wyć!

    Od tygodnia nie przeczytałam ani jednego zdania i przez następne kilka dni nie zanosi się na zmianę w tym temacie. Pomysł, żeby pogodzić macierzyństwo i pracę był szalony i chyba właśnie to szaleństwo osiąga punkt kulminacyjny. Wczoraj w totalnej frustracji byłam już bliska, aby pierwszej napotkanej osobie na ulicy zaproponować adopcje mojego dziecka. Czy świadczy o mnie bardzo źle fakt, że każdej napotkanej osobie z książką w ręku mam ochotę z zazdrości podgryźć tętnice?

  • Powieść,  Półka z książkami

    Jak Strout pozostawiła niedosyt

    Do kobiecych książek podchodzę zawsze krytycznie. Cienka jest granica między zaróżowioną, wypachnioną powieścią dla kobiet, a porządną literaturą kobiecą. Pierwsze omijam szerokim łukiem i jestem na nie wyczulona, jak diabli. Drugie uwielbiam, ale nie jest łatwo znaleźć książki, które będą opowiadać o kobietach w sposób dojrzały, mądry, emocjonalny, ale nie infantylny. Elisabeth Strout chodziła za mną od lat. Za “Olive Kitteridge” dostała Nagrodę Pulitzera i wiedziałam, że może śmiało dołączyć do mojej listy ulubionych: Munro, Ferrante, Lessing. Wreszcie autorka wydała coś nowego “Mam na imię Lucy” i już wiedziałam, że nie ma odwrotu. Jak tylko zobaczyłam ją w księgarni, uderzyła mnie jej chudość. Nie przepadam za grubaśnymi książkami, które wloką się niemiłosiernie, nie dając przestrzeni…