• Półka z książkami

    Beksińscy

    Odkryłam Beksińskiego jeszcze na studiach. Obrazy kojarzyły mi się trochę z Thorgalem (jedynym komiksem, który w życiu przeczytałam) i wpisywały się wtedy idealnie w moją fascynację tematami dance macabre. W drodze w Bieszczady, do których miałam wtedy bardzo blisko, udało mi się nawet parę razy w Muzeum w Sanoku porównać oryginał z reprodukcją, którą czasami, w przypływach melancholii wrzucałam sobie na tapetę kompa. A potem jakoś mi przeszło. Inne fascynacje, trochę mniej dołujące zainteresowania. Pewnie dlatego książka „Beksińscy. Portret podwójny” Magdaleny Grzebałkowskiej przeleżała kilka miesięcy zanim zdecydowałam, że moment powrotu do młodzieńczych fascynacji właśnie nadszedł. Książka wciąga mnie od pierwszych stron. Barwność i absurdalność życia Beksińskich pojawia się tam naprzemiennie. Inteligenty dowcip, cudowne puenty, artystyczna cyganeria,…