• Półka z książkami

    Jak dojrzewałam do Pilcha

    Do Pilcha dojrzewałam w bólach. To było trochę tak jak z jedzeniem oliwek, albo sera pleśniowego – najpierw się krzywisz, plujesz tym świństwem, a potem coś ci klika, pierwszy szok mija i zaczynasz rozsmakowywać się w tych dziwacznych rarytasach. Pamiętam jak jeszcze na studiach wszyscy przeżywali ‘Pod Mocnym Aniołem’. Wiadomo, piło się wtedy jakoś tak bardziej romantycznie i ostatecznie, wiec klimat krakowskiej żulerki bardzo dobrze wpasował się w intelektualne potrzeby  studentów polonistyki. Mnie jednak Pilch jakoś wtedy nie ruszył. I nie wiem co się stało, że akurat teraz. Starość chyba, no bo co innego?  I nagle od zeszłego roku trach! No zakochałam się w tym starym zrzędzie!;) Zaczęłam wiec czytać kompulsywnie……