Półka z książkami

Wącham książki, czyli czytelnicza nerwica natręctw

Każdy ma jakieś natręctwa, dziwactwa, które hoduje sobie w tym swoim małym życiowym ogródku. Ja wyhodowałam sobie całkiem sporo książkowo-czytelniczych zboczeń, którymi bez żenady mogę podzielić się publicznie, bo jak mawiał Proust:

„Wszyscy musimy, chcąc uczynić rzeczywistość znośną, utrzymać w sobie kilka drobnych szaleństw”

Natręctwo czasowe czyli godzina dziennie codziennie. Natręctwo pozytywne, które sobie nakazałam jakiś czas temu, kiedy doszłam do konstruktywnego wniosku, że nieczytanie powoduje u mnie objawy depresji, neurastenii i totalnego życiowego rozbicia. Jest wiec ta umowna godzina czytania moim osobistym antydepresantem, który łykam popijając najchętniej czerwonym winem.

Natręctwo prywatności czyli nie zaglądaj mi w książkę! Nic nie drażni mnie tak bardzo jak wścibskie spojrzenia współpasażera w komunikacji miejskiej. Dla mnie czytanie jest czynnością mimo wszystko intymną, której nie mam ochoty współdzielić z przypadkowym pasażerem kolejki podmiejskiej. Z jakiegoś powodu wybieram przecież te książki, z jakiegoś powodu szukam w nich odpowiedzi na jakieś pytania, szukam niespełnionych marzeń. Zaglądanie w książkę jest jak zaglądanie w dekolt.

Natręctwo macania czyli zły dotyk. Książka jest moja i tylko moja dlatego też nie czuję się dobrze jak mi ją ktoś dotyka, nie mówiąc już o jakimkolwiek jej pożyczaniu. Fizycznie niemal tęsknie za moimi książkami i za każdym razem czuję niepokój, kiedy w rękach nawet najbardziej odpowiedzialnej osoby jakaś książka opuszcza swoje miejsce na półce. Od jakiegoś czasu przestałam wiec je pożyczać (za wyjątkiem Marty i kilku dosłownie wyjątków).

Natręctwo sensoryczne czyli wącham książki 😉 Nieważne czy są to książki nowo zakupione w księgarni, czy pożyczone – czytaniu zawsze towarzyszy obwąchiwanie. Oczywiście najbardziej lubię wąchać te świeże, prosto z księgarni, ale też znajduje jakąś perwersyjną przyjemność w wąchaniu książek z biblioteki, które zalatują nutą ziemi, starym obiadem, czasem jakimś papierosem.

Natręctwo pierwszego razu czyli książki jak dogmaty. Nie mam pojęcia dlaczego niektóre książki są ważne zawsze, a niektóre przestają ważyć po jakimś czasie, kiedy zmienia się perspektywa. Czasami więc unikam tych powrotów, bo to trochę tak jak z miłościami, które są fajne we wspomnieniach, a potem przy ponownym zetknięciu pozostaje tylko rozczarowanie. Tak całkiem niedawno wróciłam do Wilka stepowego i niby ok, ale już wypieków na twarzy i kreślenia książki ołówkiem nie było. Nie wiem – ja się zmieniłam, czy książka? Nie wracam więc do niektórych pozycji – pozostają wiec dogmatem, którego nie podważam próbą ponownego czytania.

Natręctwo podróżnicze czyli jaki kraj taka książka. Natręctwo związane z wyjazdami wakacyjnymi, które zawsze łączą się  czytaniem książek, które dzieją się w podobnych okolicznościach przyrody. Tak wiec jak potłuczona zawsze ciągnę ze sobą na wakacje książki pisane przez lokalnych autorów. Do Hiszpanii ciągnę wiec Mendoze lub Pérez-Reverte, do Włoch Puzo, do Londynu jakiś Parson jedzie, a w Polsce na plaży czytam … najczęściej gazety. Głupie to trochę i czasem logistycznie skomplikowane, ale co mam zrobić już muszę z tym jakoś żyć.

Booklove

 

Od literatury oczekuję zaskoczeń, wzruszeń i poruszeń. Nie zrażają mnie tematy trudne i zabawy formą literacką. Nudzą za to powtarzalne schematy, banały i romanse. Czytam głównie powieści i reportaże, przede wszystkim interesuje mnie literatura europejska, głównie polska i hiszpańska. Podczytuje czasem poezję.

1
Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia  
Najnowsze Najstarsze Najlepiej oceniane
Powiadom o
Marta
Admin

Zły dotyk jest także moim ulubionym 🙂