Półka z książkami,  Reportaż

Wędrowny zakład fotograficzny

Na ten reportaż miałam ochotę od dawna. Zapamiętałam jak polecała go Kasia Daniluk – księgarka z Księgarni Korekty w Warszawie w podcaście u Rafała Hetmana i wiedziałam, że musze tam przynajmniej zajrzeć 😉

Otworzyłam i przepadłam! Wydaje mi się, że ten moment przymusowej izolacji był idealny na jej przeczytanie, trochę ukoił tęsknotę za podróżami, a szczególnie tą tęsknotę za spotkaniami z ludźmi, słuchaniem zwykłym historii i obcowaniem z przyrodą, gdzieś na krańcach Polski. To też świetna książka na tegoroczne wakacje, które większość z nas prawdopodobnie spędzi w Polsce szukając nieodkrytych, trochę zapomnianych miejsc.

We wstępie do książki Agnieszka Pajączkowska pisze, że ten zbiór reportaży jest jak pudełko ze zdjęciami z wakacji, które można “wyjmować” z albumu w dowolnej kolejności. I dokładnie tak się to czyta, wyjmując kolejne opowieści, jak zdjęcia z magicznego pudełka. Każde zrobione przez autorkę zdjęcie to pretekst do opowiedzenia jakiejś historii – czasem ważnej, czasem zupełnie błahej. Ot krótkie wspomnienie, które wpada do głowy jak przebłysk flesza.

Urodziła się w 1928 roku. To było pierwsze w życiu wykonane przez nią zdjęcie, a dla mnie jedyne, które to ja otrzymałam od napotkanej po drodze osoby.

Pretekstem do zbierania historii jest wędrowny zakład fotograficzny, który wymyśliła sobie autorka – animatorka kultury i fotografka – jako pomysł na spędzanie wakacji i pomysł na pewien projekt społeczny. Podróżując od wsi do wsi w większości wzdłuż wschodnich granic Polski, przez kilka sezonów robiła za darmo zdjęcia mieszkańcom w zamian za jedzenie (łubiankę truskawek, mleko, jaja, słoik ogórków) i za opowieści.

W efekcie powstało sporo zdjęć i sporo historii. Zdjęcia zostały u właścicieli, a autorka szanując ich prywatność nie dzieli się niemi w książce. Za to dzieli się wspaniałymi historiami, które w czasie tych podroży nazbierała.

Bohaterowie tej książki to przede wszystkim osoby starsze, często żyjące samotnie, w opustoszałych wsiach. Wspominają jak żyło się kiedyś, jak się toczyło inaczej życie. Ponieważ Pajączkowska wędruje wzdłuż granic duża część tych historii to opowieści o powojennych przesiedleniach, które niejednokrotnie rozdzieliły rodziny i pozbawiły ojcowizny. Ale to także historie o wiejskiej mądrości i solidarności, gdzie nauczyli się żyć obok siebie ludzie różnych narodowości.

Niektórzy Niemcy jeszcze zdążyli się pożenić i dopiero wyjechali. My zostaliśmy tu, oni pojechali na zachód, a Polacy zajęli na wschodzie to, co było nasze. Choć różne narody, to jednak dom stracił każdy.

Mądra, klimatyczna książka – w sam raz na tegoroczne wakacje, w sam raz na trudny rok 2020, w sam raz na powyborczą refleksję i próbę poznania Polski poza granicami dużych miast.

Od literatury oczekuję zaskoczeń, wzruszeń i poruszeń. Nie zrażają mnie tematy trudne i zabawy formą literacką. Nudzą za to powtarzalne schematy, banały i romanse. Czytam głównie powieści i reportaże, przede wszystkim interesuje mnie literatura europejska, głównie polska i hiszpańska. Podczytuje czasem poezję.

Powiadomienia
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x