Półka z książkami

Zasłużyłam na mocnego klapsa

Z lekkim obrzydzeniem do samej siebie zrobiłam to. I to dwa razy. Przeczytałam „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, a potem jeszcze poszłam do kina na film. Klaps!

Tak wiem – szmira, gniot, porno dla gospodyń. Wszystko prawda i generalnie nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, poza ciekawością – jak to możliwe, żeby coś tak źle napisanego stało się światowym bestsellerem. Co się musiało stać? Jaka skrywana potrzeba musiała się narodzić w kobiecych sercach vel waginach, jaka tęsknota i za czym, żeby bestsellerem stała się historia o szowinistycznym bogaczu, lejącym dla przyjemności młodą kobietę? Mam kilka teorii na ten temat.

Pierwsza to teoria dominacji. Według mnie musiało do tego dojść. Po tylu latach oszukiwania się kobiet na temat niezależności i poszukiwaniu wrażliwych mężczyzn, traktujących nas z należnym szacunkiem, okazało się, że jak przyszło co do czego chcemy prawdziwego faceta, co to się nami zaopiekuje, zaniesie do łóżka i zrobi te wszystkie bezeceństwa, które tak bardzo uwłaczają kobiecej godności. Zamiast podziału obowiązków wolimy, żeby nas lać pasem po gołej dupie i mówić do nas brzydko i stanowczo. A zamiast wrażliwego, zadbanego chłopca, o biodrach węższych od naszej talii, chcemy drwaloseksualnego mężczyzny, który przerzuci nas przez umięśnione ramię i … zrobi porządek.

Druga to teoria kopciuszka czyli lubimy historie które znamy. Bajka, na której wychowały się całe pokolenia dziewczynek ma swoje konsekwencje. Kopciuszek to historia bowiem bardzo erotyczna pełna symboli seksualnych i fetyszy – pantofelek, wkładanie pierścienia czy chuć kobiet, które są zdolne nawet obciąć sobie pięty i palce, żeby puścić się z księciem. Na tym nas wychowano, co się wiec dziwić, że podświadomie za tym tęsknimy. Pragniemy takiej romantycznej, wbrew wszystkiemu miłości, bogatego księcia na białym koniu, co uratuje, zaczaruje i zapewni satysfakcjonujące pożycie (co eufemistycznie w Kopciuszku opisano w słowach „żyli długo i szczęśliwie). Schemat zawsze jest taki sam – ona biedna, brzydka, nieciekawa, on – piękny i bogaty, a potem miłość, która zmienia bieg wydarzeń. Lubimy to co znamy, historia więc odżywa co kilka lat w takich hitach jak „Pretty Woman”, „Dirty Dancing”, „Zmierzch” , a teraz „Pięćdziesiąt twarzy Graya”. Zmienia się tylko kontekst, archetyp pozostaje taki sam.

Jest jeszcze trzecia ciekawa teoria – teoria seksualna – opisała ją moja koleżanka na blogu Rozmowy o seksie.

Nie mam tylko teorii dlaczego to tak strasznie musiało być źle napisane. Pozostając w klimacie książki powiem tylko, że czytanie tego wątpliwego bestsellera było czynnością masochistyczną  – zęby bolą, skóra cierpnie, włos się jeży. I problemem nie jest tutaj sama opowieść, która poza kontekstem BDSM pozostała by po prostu zwykłym romansidłem, ale boli przemierzanie odmętów tego języka, stylu i „wewnętrznej bogini”, którą po pierwszym rozdziale masz ochotę walnąć deską.

___________________________________________________________________________________________

E.L. James, „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2012

Młoda studentka poznaje obrzydliwie bogatego milionera, który wprowadza ją w świat erotycznych eksperymentów.

Ocena Booklove: za jakie grzechy (WTF?)

 

Od literatury oczekuję zaskoczeń, wzruszeń i poruszeń. Nie zrażają mnie tematy trudne i zabawy formą literacką. Nudzą za to powtarzalne schematy, banały i romanse. Czytam głównie powieści i reportaże, przede wszystkim interesuje mnie literatura europejska, głównie polska i hiszpańska. Podczytuje czasem poezję.

1
Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia  
Najnowsze Najstarsze Najlepiej oceniane
Powiadom o
Nie mam internetu
Gość
Nie mam internetu

Wstyd…